Do Chin w podróż życia. Fotorelacja seniorów z Bydgoszczy.

Seniorzy Kazimierzowskiego Uniwersytetu Trzeciego z Bydgoszczy wyruszyli do Chin w podróż życia. Celem 9-cio dniowej wycieczki do Chin był Pekin oraz okolice stolicy państwa środka. Na wyprawę życia 23 słuchaczy Kazimierzowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku z Bydgoszczy wybrało się Polskimi Liniami Lotniczymi. Lot trwał 9 godzin.

Seniorzy Kazimierzowskiego Uniwersytetu Trzeciego z Bydgoszczy w Chinach

Seniorzy Kazimierzowskiego Uniwersytetu Trzeciego z Bydgoszczy w Chinach

Chińskie "Pendolino” oczekuje na stacji w Pekinie

Chińskie „Pendolino” oczekuje na stacji w Pekinie

W Pekinie mieszka ok. 8 milionów mieszkańców. Jest to piękne, czyste miasto. Jadąc do hotelu pierwszą rzeczą na którą zwróciliśmy uwagę była żywa, bujna zieleń. Zaimponowały nam również całe osiedla ponad 50-cio piętrowych bloków mieszkalnych. W Chinach jednym ze środków komunikacji jakim się poruszaliśmy było tamtejsze”Pendolino”. Pociąg jechał na całej trasie z prędkością ok 300 km/h. Innymi popularnymi środkami transportu z jakich korzystaliśmy były meleksy i różnego rodzaju riksze – mówi Leokadia Butkiewicz. 

Chińskie Pendolino

W „chińskim Pendolino” którym podróżowaliśmy pomiędzy chińskimi miastami prędkość rzadko spadała poniżej 300 km/h

 

Po stolicy państwa jeżdżą setki tysięcy nowych samochodów najlepszych światowych marek. Najstarsze maja najwyżej pięć lat. Aby ułatwić prace milicji, niebieskie tablice rejestracyjne przydzielane są zwykłym obywatelom. Pomarańczowe oznakowanie mają pojazdy uprzywilejowane, należące do komunistycznej elity. Po ulicach poruszają się również samochody bez tablic rejestracyjnych. Należą one do pechowców. Wynika to z faktu, że każdego miesiąca losowanych jest w Pekinie jedynie 17.000 dowodów rejestracyjnych. Czyli kupując nowy samochód nie ma się gwarancji na to, że legalnie można poruszać się po mieście. Jeżdżący bez tablic kierowcy narażają się na niezbyt kosztowny mandat– mówi ze zdziwieniem Zbigniew Kaczmarek.

Grupa z Bydgoszczy zakwaterowana była w Pekinie i Datong w luksusowych hotelach czterogwiazdkowych. Śniadania były serwowane w formie stołu szwedzkiego. Egzotycznych potraw podawano tak dużo, że nie sposób było skosztować chociażby ich części. Większość z nich była dla nas nieznana. Psów jednak nie posmakowaliśmy. To podobno bardzo drogie i wykwintne danie. Obiadokolacje jedliśmy w hotelowych restauracjach. Zaskoczeniem dla nas był sposób obsługi. Kelnerzy przynosili do ośmioosobowych stolików potrawy na raty. Porcje były niewielkie. Jednak ilość dań robiła swoje . Wstawaliśmy od stołu bardzo objedzeni. Wróciliśmy do kraju mając znacznie obfitsze kształty– śmieje się Lila Kozubowska.

Grupa seniorów na Wielkim Murze Chińskim. Zdaniem przewodnika jest nieprawdą, że budowlę widać z kosmosu

Grupa seniorów na Wielkim Murze Chińskim. Zdaniem przewodnika jest nieprawdą, że budowlę widać z kosmosu

Grupa seniorów KUTW z banerem uczelni przed świątynią Pingyao

Grupa seniorów KUTW z banerem uczelni przed świątynią Pingyao.

Największe wrażenie w Pekinie zrobiło na nas Zakazane Miasto, Mur Chiński i Pałac Cesarski. W programie zwiedzania była jeszcze wioska olimpijska i znany z zamieszek studenckich w 1989 r Plac Niebiańskiego Spokoju. Zauroczeni byliśmy pięknem i odmiennością kulturową zwiedzanych obiektów. Zaskoczeniem jednak dla nas była ciągła kontrola. W czasie całej wycieczki towarzyszył nam chiński opiekun. Niezależnie od tego byliśmy ciągle kontrolowani przed wejściem do różnych obiektów. Co chwila sprawdzano nasze paszporty, przeglądano torebki i plecaki. W niektórych placówkach trzeba było nawet zostawić ksero paszportu! Służby bezpieczeństwa szukały przede wszystkim zapalniczek i plastikowych butelek – wspomina Bogdan Fraszczyk.

  W Pekinie na każdym kroku można było spotkać żołnierzy Chińskiej Armii Ludowej

W Pekinie na każdym kroku można było spotkać żołnierzy Chińskiej Armii Ludowej

– Organizator wycieczki pt. „Chińska legenda” zadbał o to, abyśmy poznali od podszewki prawdziwe życie w Chinach. Dwie noce spaliśmy w hutongach. Jest to tradycyjny chiński zespół szczelnie połączonych za sobą parterowych budynków. Budowane były na planie prostokąta i otoczone wąskimi uliczkami. Hutongi nie posiadają sieci wodociągowej i kanalizacji. Mieszkańcy korzystają ze wspólnego wychodka na podwórzu. My na szczęście mieliśmy na naszych kwaterach łazienki. Spaliśmy w kaflowych, ceramicznych łóżkach. Było twardo, ale zdrowo. Przy opuszczaniu pokoju, zamykaliśmy drzwi na kłódkę zamiast na kartę czipową – opowiada śmiejąc się Anna Piotrowska.

– Chińczycy z dużym pietyzmem odtwarzają starą zabudowę całych miast. Aby zrealizować nowy pomysł władze podejmują decyzje o wysiedleniu kilku wiosek. Jeśli na drzwiach domu Chińczyk znajduje „iks” wymalowany czerwoną farbą, to znak, że musi opuścić domostwo. Odwołania nie ma – mówi ze zdziwieniem Bożena Wysocka.

– W Datong wielkie wrażenie zrobił na nas wiszący klasztor. Zbudowany jest na pionowo wznoszących się blokach skalnych. W Sali Trzech Religii zobaczyliśmy siedzących obok siebie Buddę, Konfucjusza i Laozi. W Pingyao zwiedzaliśmy Stare Miasto i Groty Yungang. Są w nich wyrzeźbione w skałach buddyjskie posągi i kaplice. Pingyao słynie z najlepiej zachowanej zabudowy z epok dynastii Ming i Qing – opowiada Janina Lackner.

Wycieczka do klasztoru założonego w VI wieku, zbudowanego nad wąwozem Jinlong na pionowo wznoszących się blokach skalnych.

Wycieczka do klasztoru założonego w VI wieku, zbudowanego nad wąwozem Jinlong na pionowo wznoszących się blokach skalnych.

– W programie mieliśmy również spotkanie się z lekarzami praktykującymi tradycyjną chińską medycynę. Tamtejsi lekarze postawili każdemu z nas trafną diagnozę w oparciu o 3 punkty na lewym i prawym przegubie ręki. Na zakończenie skorzystaliśmy z masażu stóp i kręgosłupa. Na długo pozostanie w naszej pamięci spotkanie w herbaciarni . Tam poznaliśmy smak prawdziwych herbat oraz sposoby ich prawidłowego zaparzania. Byliśmy również w zakładzie, gdzie hoduje się perły. Pokazano nam też warsztat , gdzie hoduje się jedwabniki. W sklepach firmowych uczestnicy wycieczki zaopatrzyli się jedwabne kołdry. W pamięci utkwiła nam również wizyta w teatrze. Obejrzeliśmy świetne przedstawienie baletowe – wspomina Maria Kapsa.

W herbaciarni przekonaliśmy się , że to co pijemy w Polsce trudno nazwać herbatą

W herbaciarni przekonaliśmy się , że to co pijemy w Polsce trudno nazwać herbatą.

W sklepach z jedwabiem wybór tunik z jedwabiu nie należał do najłatwiejszych

W sklepach z jedwabiem wybór tunik z jedwabiu nie należał do najłatwiejszych.

– Poza programem wybraliśmy się na zwiedzanie Pekinu nocą. Podziwialiśmy tu nowoczesne centrum prasowe nazywane przez Chińczyków „gaciami”. Naszą uwagę zwróciły też zabytkowe drzewa które mają ponad 3 tysiące lat – wspomina Janina Dubiela.

-Mieszkańcy tego wielkiego, pięknego kraju mają chyba słabość do białej rasy. Uwielbiają ludzi wysokich o blond włosach. Początkowo byliśmy zaskoczeni tym, że Chińczycy chcą się z nami fotografować. Potem przyzwyczailiśmy się do tego. Wszyscy czuliśmy się jak gwiazdy filmowe – mówi z uśmiechem, pomysłodawczyni o organizatorka wyjazdu, Bożena Sałacińska, przewodnicząca Rady Słuchaczy Kazimierzowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku z Bydgoszczy.

Bożena Sałacińska przymierza się do lektyki, w której noszono mandarynów.

Bożena Sałacińska przymierza się do lektyki, w której noszono mandarynów.

tekst: Miłosz Sałaciński, zdjęcia: archiwum UTW

Starszy artykuł

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany