7 grzechów głównych przeciw własnemu zdrowiu i życiu

7 grzechów głównych przeciw własnemu zdrowiu i życiu

Warto zauważyć, że grzech jako zły czyn czy zaniedbanie dobra jest nie tylko oznaką nieposłuszeństwa wobec Pana Boga, ale jest jednocześnie wykroczeniem przeciw zdrowemu, ludzkiemu rozumowi! 

Katechizm Kościoła katolickiego w punkcie 1849 podaje następującą definicję grzechu, którą warto przypomnieć ku rozważeniu: „Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako czyn, słowo lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu”.

Po pierwsze: objadamy się niemiłosiernie (sprawdź, ile dziś ważysz, a jak to powinno wyglądać?) i dogadzamy sobie ile się tylko da; dziwaczymy z jedzeniem (patrz: „wściekły” wegetarianizm, bulimia, anoreksja); jemy nieregularnie i byle co; gardzimy postem; nie zachowujemy zaleconej diety; „tuczymy” własne dzieci i wnuki; godzimy się na żywność modyfikowaną genetycznie; jemy za szybko (nie żujemy pokarmu, lecz połykamy ogromne kęsy – byle szybciej) itd., itp.
Efekty? Widać po naszym wyglądzie, sprawności fizycznej, po liczbie pacjentów w poczekalniach przed gabinetami lekarskimi, po popularności preparatów wspomagających odchudzanie oraz… na śmietnikach, na które beztrosko wyrzucamy żywność!

Po drugie: najlepiej czujemy się w łóżkach, w fotelach, przy stołach, w domu. Kandydatów na następców Otylii J., Justyny K. i Adama M. jakoś zbyt wielu nie widać. Masowy sport, niedzielne spacery, rowerowe wyprawy? – wciąż w śladowych ilościach… W Zakopanem najciekawsze są knajpki na Krupówkach, a w Bieszczadach mało kto widział w ostatnich latach młodych ludzi z plecakami na górskich szlakach. A zwykły spacer – nawet ten do sklepu, do pracy? Przecież ludzie tyle lat radzili sobie bez samochodów… A poranna gimnastyka zamiast środków przeciwbólowych na choroby kręgosłupa (i nie tylko)?
Skoro jednak polskie dzieci już chyba tylko na wsi chodzą pieszo do szkół (te miejskie dowozi się samochodami metodą door to door do samej matury!), skoro coraz więcej uczniów zwolnionych jest z ćwiczeń gimnastycznych, a domowe TV o rozmiarach billboardów i komputerowe gry wraz z dostępem do internetu wystarczą – czemu się dziwić? Gnuśniejemy, a nasza odporność spada na samą wiadomość o kolejnej odmianie grypy, którą ktoś straszy ludzi.

Po trzecie: używki. Kto nam odebrał rozum, że dyskutujemy, gdzie wolno, a gdzie nie wolno palić papierosów, skoro wszędzie są i będą one szkodliwe dla czynnych i biernych palaczy? Uzależnionych od tytoniu nieszczęśników nie odstraszą ani coraz wyższe ceny „paliwa”, ani widok płuc po zmarłym palaczu, zaś producenci i ich wspólnicy nie zrezygnują po dobroci z tak łatwego i ogromnego zysku! (O „zgniłym kompromisie” rozumu i słabej woli świadczą teksty, umieszczane na paczkach z papierosami: „Palenie szkodzi zdrowiu”). Nie umiemy (a raczej nie chcemy!) poradzić sobie z narkomanami i handlarzami środków odurzających, z ludźmi nadużywającymi alkoholu – przypuszczam, że z tego samego powodu: za wielka kasa za tym stoi, by nie wykorzystać słabości tak wielu z nas! W dniach majowego weekendu 2012 r. nasza polska Policja zatrzymała prawie 5000 kierowców po spożyciu alkoholu – co to oznacza?! Wspomnijmy tu również o „złotej żyle”, jaką jest przemysł antykoncepcyjny, uzależniający swoich klientów na całe lata i doprowadzający do bardzo konkretnych chorób duszy i ciała – i my tego wciąż chcemy!
A mogło się wszystko zacząć banalnie i niewinnie: „muszę wypić kawę!”. Nie, naprawdę nie musisz! (Człowiek tak naprawdę „musi” tylko jedno: umrzeć). Tylko że gdy człowiek robi to, co chce, w konsekwencji rzeczywiście musi robić to, czego nie chce. Nieprawda?

Po czwarte: instynkt samobójczy w najdosłowniejszym znaczeniu. Nieprzekonanym polecam statystyki utonięć, analizy przyczyn wypadków komunikacyjnych, kontakt z rodzinami ofiar niebezpiecznych zabaw i sportów ekstremalnych itd. Jeśli to nie pomoże, to właściwie żadne argumenty nie pomogą takim typom.

Po piąte: „Lepiej zapobiegać, niż leczyć”. Doskonale wiemy, gdzie przyjmuje lekarz rodzinny, dentysta, ginekolog, specjalista. Jak wytłumaczymy się i przed Bogiem, i przed najbliższymi, i przed własnym sumienie, że przed czasem straciliśmy zęby, popadliśmy w cukrzycę, nadciśnienie, doprowadziliśmy do operacji okaleczających ciało, do przedwczesnej śmieci? To nie wygląda na bohaterstwo…

Po szóste: stres. Pozbyć się całkowicie tej reakcji na przeciwności losu nie zdołamy, ale możemy się nauczyć, jak rozładować to „coś”, co potrafi człowieka zniszczyć i „unieszkodliwić”. Mieć z kim rozmawiać o swoich problemach, zdystansować się od siebie, wyciszyć w modlitwie, pokochać muzykę, wykorzystać hobby, prosić o pomoc… Nie napiszę, co myślę o ludziach, którzy jako „lekarstwo” na stres wybierając alkohol, narkotyk, wrzask, przemoc, zaciśnięte pięści lub uciekanie przed problemami… Czy umiesz wypoczywać po pracy, w weekendy, w dniach urlopów, czy masz wciąż żal do Pana Boga, że doba ma tylko 24 godziny?

Po siódme: higiena osobista. Ten punkt pozostawię bez komentarza, bo się wstydzę, że mogą być ludzie, którym i to należałoby przypomnieć i… wypomnieć w dziedzinie troski o zdrowie.

Zatem: kto z nas jest bez grzechu w stosunku do siebie samego w dziedzinie troski o własne zdrowie i życie?

ks. Aleksander Radecki
Przypomnienie cyklu publikowanego w „Czerwonym Portfeliku Senior” w 2012 roku
fot. Pixabay

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany