Biała sukienka i Hrabianka Dzidzia

Biała sukienka i Hrabianka Dzidzia

Tekst nagrodzonych w konkursie PISZEMY+, którego autorką jest pani Danuta Raczkiewicz z Bydgoszczy – uczestniczka warsztatów twórczego pisania dla osób 60+. Zapraszamy do lektury!

Kochana Lufisko!
Właśnie dzisiaj mija dziesięć lat od Twoich narodzin. Zachowałam ten dzień w pamięci, gdyż rzadko otrzymuję listy, a w tamtym listopadowym dniu zauważyłam w skrzynce coś lśniącego i błyszczącego. Szybciutko zlustrowałam jej zawartość i wśród kolorowych ulotek znalazłam przesyłkę od twojej mamy. Z pewnym niedowierzaniem i pożerającą ciekawością rozerwałam kopertę i wtedy zobaczyłam jednodniowe czarne strzępki włosów. Oprawiłam je w ozdobną ramkę i postawiłam na stoliku w moim małym pokoiku, tak aby mieć Cię na oku dniem i nocą. W domu, w którym teraz mieszkam, jest niewiele miejsca na prywatne przedmioty. Album z Twoimi zdjęciami leży wciśnięty w szufladę nocnego stolika. Jest zawsze pod ręką, szczególnie, gdy odwiedzają mnie inni pensjonariusze. Przeglądamy go i gdy Ty się miło uśmiechasz i my się uśmiechamy, gdy patrzysz w dal i my tam spoglądamy, gdy łapiesz słońce na plaży i nam jest ciepło. Ale najczęściej zatrzymuję swoje spojrzenie na jasnej sukience, którą masz na sobie podczas recytacji wiersza. To nieprawdopodobne, ale miałam taką samą. To nie czary i nie bajka, a nawet nie zmyślenia starszej pani. Naprawdę miałam taką sukienkę. Im dłużej wpatruję się w to zdjęcie, tym bardziej jestem tego pewna. Trudno w to uwierzyć, ale prababcie też miały kiedyś 10 lat.
Kiedy? 80 lat temu. Jak dobrze policzysz to rok 1934. Mieszkam wtedy z rodzicami i rodzeństwem w małej wsi Chobienice w woj. wielkopolskim. Nasz dom jak i cała wieś należą do hr. Konstancji Mielżyńskiej. A hrabiowie posiadają piękne pałace, ogrody, oranżerie, konie, psy, a dzieci mnóstwo zabawek i kolorowych ubrań. Cala moja rodzina zajmuje jedno pomieszczenie – izbę – to taki niby pokój z kuchnią w jednym. Śpimy na słomie rozkładanej na podłodze z cegły posypanej piaskiem. Nasz ojciec a Twój prapradziadek pracuje u hr. Mielżyńskiego. Zazdroszczę mu tych codziennych wyjść do pana i ocierania się o ten bajkowy świat. Czasami, aby zaspokoić swoją ciekawość, ukradkiem i po cichu przedzieram się przez gęstwinę krzewów okalających pałac i podpatruję, co też tam się dzieje. Pewnego razu, sama nie wiem jak to się stało, patrzę a przede mną stoi wysoka, szczupła pani w dużym kolorowym kapeluszu i sukni do samej ziemi, a obok niej dziewczynka równa mi wzrostem i wiekiem. Od razu domyślam się, że to Dzidzia (właściwe imię Teresa) ze swoją ciocią Marianną. Hrabia Mielżyński ma dwóch synów i córkę Tereskę, która jest najmłodsza. Hrabina Mielżyńska zmarła przy porodzie Tereski. Od tego czasu nad wychowaniem Dzidzi czuwa pani Marianna. Stoję w bezruchu i w oczekiwaniu na burę, ale ku mojemu zaskoczeniu pierwsza odzywa się Dzidzia: Zobacz ciociu, jakie ta dziewczynka ma piękne loki. Ja też takie chcę mieć.
– A nie widzisz, jaką ma sukienkę? – ironicznie odzywa się ciotka.
– To nic nie szkodzi. Ja chcę się z nią trochę pobawić. Tak mało mam koleżanek.
– Ale ta dziewczynka to nie jest koleżanka dla ciebie – mówi wytrącona z równowagi, szarpie rękę Dzidzi i znikają za zakrętem.
W domu nie wspominam o tym nikomu w obawie przed karą za złamanie zakazu oddalania się od domu. I kiedy prawie już o wszystkim zapomniałam, nagle zjawia się u mojej mamy pokojówka Dzidzi i zaprasza mnie do pałacu. Początkowo rodzice moi świadomi swojego ubóstwa nie godzą się na nic, ale pani tak długo ich przekonuje, że ustępują. No i zaczyna się przygotowawcze szaleństwo. Mama wystawia drewnianą wannę na środek izby, zagrzewa na palenisku kilka wiader wody, bierze wyprodukowane przez ojca mydło i szoruje moje ciało, myje włosy i wyciera starą szmatą. Panie nauczycielki w szkole czyszczą i piłują mi paznokcie, uczą jak wdzięcznie kłaniać się robiąc dyg i całej dworskiej etykiety, a starsza siostra Marysia zabiera się do uszycia sukienki. W tym celu pruje swoją suknię ślubną, przerabia, wplata brokat, doszywa falbanki z koronki, tak, że powstaje z tego prawdziwe arcydzieło. Jest biała z różowymi wypustkami i ciasno marszczona. Nigdy wcześniej nie miałam prawdziwej sukienki i dlatego tak przypadła mi do serca. Wyszykowana, z niecierpliwością czekam na wizytę pokojówki i jej osąd, a ona tylko kiwa głową i mówi: Może być.
Nikt w pałacu, nawet Dzidzia, nie dostrzega jej piękna i jest mi trochę przykro. Czuję się w niej jak księżniczka, a zarazem jak rycerz zakuty w zbroję. Nie umiem w niej ani chodzić, ani siedzieć, ani jeść. Jest tak wyjątkowa, że nie nadaje się do zwykłych czynności, nawet w niezwykłym pałacu.
Kiedyś Dzidzia zapytała: Dlaczego zawsze jesteś w tej samej sukience?
– Bo jest moją ulubioną – odparłam.
Dzidzia na to: Ja mam kilka ulubionych.
Milczałam.
Kochana Lulu. W dniu urodzin przesyłam Tobie 80-letnią sukienkę. Powiesz – przecież jej już nie ma. Odpowiadam – jest, gdyż istnieje w moim sercu i mojej pamięci.
Całuję – prababcia Anielka.

piszemy+4

  1. Popłakałam się.Może dziś szczególnie jestem wrażliwa, a oczy mam w „mokrym miejscu”, ale silnie przemówił dom mnie ten tekst. Pomyśleć jak daleko nam teraz do biedy. Prababcia pamięta tę „prawdziwą”: klepisko w izbie, brak butów, odzieży, czasem głód, ale także wielką miłość i troskę rodziców. Dla wnuczki bieda to brak najnowszego modelu klocków lego, komórki, nowego telewizora. Dzieli ich tak wiele lat, że są jak przepaść. Na szczęście jest miłość, a ona może wszystko. Pozdrawiam serdecznie :)

    Odpowiedz
  2. Kilka razy przeczytałam tekst o hrabiance Dzidzi z Chobienic i dziewczynce w białej sukience – piękny, wzruszający tekst i zmuszający do przemyśleń. Opisywana hrabianka Teresa (Dzidzia) zmarła niedawna w Londynie i została pochowana w Chobienicach w grobie swojej mamy. Podobno często wracała wspomnieniami do lat dzieciństwa spędzonego w Chobienicach, wspominała osoby być może wspominała także dziewczynkę w białej sukience. A swoją drogą zazdroszczę autorce tych spotkań z Dzidzią.

    Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany