Chiński kryzys a wojna o juana

Chiński kryzys a wojna o juana

Chińska giełda w Szanghaju doświadczyła ostatnimi dniami dotkliwych spadków, największych od lutego 2007 roku. Czy druga gospodarka na świecie przeżywa poważne załamanie, porównywane już nawet do Wielkiego Kryzysu w Ameryce w latach 30. ubiegłego wieku?

Niestabilność chińskiego rynku akcji można i trzeba (do pewnego stopnia) tłumaczyć ręcznym sterowaniem, jakiemu poddawana jest giełda w Szanghaju. Tylko w ubiegłym miesiącu zakazano sprzedaży akcji przez większych udziałowców. Każdy, kto posiada więcej, niż 5 % udziałów w spółce, nie będzie mógł ich sprzedać przez pół roku.

Co więcej, w ostatnich tygodniach Ludowy Bank Chin zdewaluował juana, tłumacząc to koniecznością wzmocnienia chińskiego eksportu. Chińska waluta również podlega ręcznemu sterowaniu, ponieważ bank centralny codziennie ustala jej referencyjny kurs wobec dolara. Niektórzy analitycy uważają, że Państwo Środka przystąpiło do międzynarodowego grona państw prowadzących wojny walutowe – innymi słowy, celowo obniżyło wartość własnej waluty w celu poprawy konkurencyjności gospodarki. Według jednych z ostatnich danych, wartość chińskiego eksportu w lipcu spadła bowiem o ponad 8 % w ujęciu rok do roku. Decyzje te powinny być jednak również odczytywane w świetle ostatnich napięć między Chinami, USA oraz Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

Należy też mieć na uwadze, że w pierwszej dekadzie zeszłego miesiąca główny indeks giełdy w Szanghaju zanotował najwyższy od 7 lat dwudniowy wzrost. W końcówce lipca miał natomiast miejsce największy od 2007 roku spadek. Obecne wydarzenia można zatem oceniać w kategorii solidnej korekty prowadzonej przez szereg lat polityki umacniania juana, na tyle jednak poważnej, że skutki chińskiej bessy odczuły rynki w niemal całej Azji, Australii, w Europie, a także na Wall Street. Krótkotrwała panika zapanowała również na rynkach surowców, których ceny jednak szybko zaczęły wracać do normy.

Ciężko zakładać, że ostatni, tzw. czarny poniedziałek na chińskiej giełdzie będzie miał dla gospodarki Państwa Środka efekty porównywalne do słynnego czarnego czwartku w USA w latach 30. ubiegłego wieku. Chiny są w posiadaniu największych na świecie rezerw, które obecnie przekraczają 3 biliony dolarów, z czego połowa ulokowana jest w amerykańskich obligacjach. Około pięciu kolejnych bilionów dolarów posiada chińskie społeczeństwo. Chiny posiadają również prawdopodobnie największe rezerwy złota na świecie, są największym na świecie producentem i importerem złotego kruszcu.

O ile przez lata Chiny celowo utrzymywały niski kurs juana ze względu na olbrzymi import, tak z biegiem czasu oraz wraz ze zdobywaniem technologii zaczęły dużo więcej eksportować, niż importować. Zmiana tych uwarunkowań pociągnęła za sobą presję na wzmocnienie chińskiej waluty. Międzynarodowa pozycja gospodarcza Chin, stopień ich zaangażowania w zakup amerykańskich obligacji, posiadane rezerwy złota, a także zyskujący coraz większe uznanie na arenie międzynarodowej juan sprawiły, że Chińczycy rozpoczęli starania o włączenie swojej waluty do koszyka walutowego SDR (systemu wyznaczania kursu waluty danego kraju w oparciu o zestawienie szeregu walut krajów obcych; obecnie składa się on z dolara amerykańskiego, euro, funta brytyjskiego oraz jena japońskiego).

Tak znacząca międzynarodowa aprecjacja chińskiej waluty odbyłaby się głównie kosztem dolara. Chiński rząd podejmuje także inne wyraźne kroki w tym kierunku. W czerwcu tego roku zaktualizował wartość posiadanych rezerw złota aż o 57 %, czyli nieco ponad 600 ton. W lipcu miała miejsce kolejna aktualizacja, tym razem o 1,1 % (19 ton). O ile wcześniej Ludowy Bank Chin aktualizował złote rezerwy raz na sześć lat, lipcowa aktualizacja miała miejsce dlatego, że ubieganie się o włączenie danej waluty do koszyka SDR pociąga za sobą wymóg regularnego publikowania stanu własnych rezerw, w tym złota.

Warto zwrócić uwagę na kolejność kilku wydarzeń, które miały miejsce w tym miesiącu. Agencja Reutersa poinformowała, że w raporcie z początku sierpnia MFW zawarł zapowiedź opóźnienia włączenia juana do koszyka walutowego SDR. Kilka dni później, 11 sierpnia, Ludowy Bank Chin zdewaluował juana o niemal 2 %. Z kolei 19 sierpnia MFW w oficjalnym głosowaniu potwierdził, że koszyk walutowy pozostanie niezmieniony do września przyszłego roku. Wciąż brak oficjalnego potwierdzenia, że znajdzie się w nim chińska waluta.

Być może zawirowania na chińskiej giełdzie oraz dewaluacja chińskiej waluty to w sporej mierze efekt prowadzonych przez świat finansów „negocjacji”, w których najwidoczniej coś poszło nie tak. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że Chiny zrewanżowały się Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu oraz Stanom Zjednoczonym, ponieważ dewaluacja juana jest ciosem w inne światowe gospodarki, głównie amerykańską, posiadające decydujące głosy w MFW. Zmiany w koszyku walutowym SDR dokonywane są co 5 lat (ostatni raz aktualizacja miała miejsce w 2010 roku), tym bardziej zaskakująca jest decyzja MFW o przedłużeniu jego funkcjonowania w niezmienionym kształcie o kolejny rok.

Państwo Środka będzie musiało poczekać na dołączenie swojej waluty do prestiżowego, światowego grona, podejmuje jednak na przestrzeni ostatnich lat szereg innych kroków w tym kierunku. Pekin zawarł m.in. wiele porozumień walutowych na całym świecie, w Szanghaju utworzona została strefa wolnego handlu, a od końca lipca bieżącego roku można używać juana jako zabezpieczenia gotówkowego na prestiżowej londyńskiej giełdzie metali LME.

Źródło: Portal PCh24.pl / tekst: Tomasz Tokarski
fot. Pixabay

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany