Jestem szczęśliwa

Jestem szczęśliwa

Od 48 lat śpiewa w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Jest wolontariuszką. Aktywnie działa w kobiecym stowarzyszeniu. Chodzi po górach, zdobywa szczyty. A werwy, energii i radości życia mógłby jej pozazdrościć niejeden dwudziestolatek. Z Bożeną Szczerbal, śpiewaczką operową, rozmawia Magda Wieteska.

Magda Wieteska: Jak się zaczęła Pani przygoda z muzyką?
Bożena Szczerbal: Początki mojej muzycznej przygody, która jest jednocześnie moją wielką pasją, sięgają Zespołu Pieśni i Tańca „Wielkopolska”. Potem, w 1965 r. dostałam propozycję angażu w Operetce Poznańskiej, w której przepracowałam dwa lata. Później z kolei wyjechałam na rok do Szczecina, do Teatru Muzycznego. A do Poznania wróciłam za namową mamy. I tak, nieprzerwanie, tu pracuję. Od 48 lat.

M.W.: Czy przejście na emeryturę było bolesnym przeżyciem?
B.S.: Nie, ponieważ nadal pracowałam w teatrze. Do 1993 r. na umowę o pracę, później na trzy czwarte etatu, potem na pół, teraz z kolei pracuję na umowę o dzieło. Więc nadal robię to, co kocham.

M.W.: Ale śpiewanie to nie jedyny Pani zawód…
B.S.: Mój pierwszy zawód to technik-technolog odzieży. Mama mi tak powiedziała: „Ty, dziecko, najpierw skończ technikum odzieżowe, a potem zrób maturę, bo jakby coś nie wyszło z tym śpiewaniem, przynajmniej fach będziesz mieć w ręce”.

M.W.: Mama miała dobrą radę, bo szycie przyniosło Pani nawet nagrodę w popularnym programie telewizyjnym…
B.S.: Tak, zdobyłam pierwsze miejsce w programie Xymeny Zaniewskiej „Stawka większa niż szycie”.
Poza tym krawiectwo okazało się bardzo praktyczną umiejętnością. Za komuny nic w sklepach nie można było dostać, więc szyłam i dla siebie, i dla znajomych. Zresztą, do dzisiaj szyję. Jak coś potrzebuję, to siadam po prostu do maszyny.

M.W.: Za komuny kupowało się na przykład pieluchy tetrowe, farbowało i szyło z nich podkoszulki, sukienki… Pamięta Pani jakąś rzecz, którą stworzyła Pani z materiału przeznaczonego do innych celów?
B.S.: Z pieluch tetrowych nie szyłam, ale uszyłam kiedyś z materiału drelichowego spódnicę z klinem ze skosu.

M.W.: W jaki sposób dba Pani o kondycję, o głos?
B.S.: Ćwiczenia, ćwiczenia… Chociaż w domu nie ćwiczę, bo zdaję sobie sprawę, że sąsiedzi by tego nie wytrzymali. Więc idę na spacer do lasu. To ma podwójną korzyść, bo ja bardzo lubię chodzić. Po lesie, po górach. Razem z córką i mężem obchodzimy Pieniny i zaliczamy wszystkie szczyty. Już 20 lat tak chodzimy, cała rodzina złapała bakcyla.

M.W.: Jest Pani bardzo zajętą osobą, bo działa jeszcze w stowarzyszeniu i wolontariacie.
B.S.: Od pięciu lat jestem wolontariuszką i śpiewam w szpitalu onkologicznym na Garbarach, w Pomarańczarni, w klubach dziennego pobytu seniorów. W listopadzie śpiewałam podczas setnych urodzin pana z domu seniora. Sam do mnie zadzwonił, poprosił – nie mogłam odmówić! To jest zresztą bardzo szarmancki starszy pan, w ogóle niewyglądający na swój wiek. Śpiewałam na tej uroczystości z wielką przyjemnością. Zresztą, to mi zawsze daje ogromną satysfakcję i frajdę. To mój sposób na życie – robić to, co się lubi, bo wtedy człowiek jest szczęśliwy. Ja jestem szczęśliwa.

M.W.: Jest w Pani tyle energii, że mogłaby nią Pani obdarować niejednego młodego człowieka!
B.S.: Młodzi są dziś zmęczeni, ale ja się im wcale nie dziwię. Taki mają charakter pracy – wyścig szczurów, praca w korporacjach, prawie nie odchodzą od telefonu. Wracają do domów wykończeni fizycznie i psychicznie, zwłaszcza psychicznie, i nie mają już siły, żeby o czymś myśleć, czymś się zająć.
Ale pamiętajmy, że dystans przychodzi wraz z wiekiem, tego się nie ma w wieku 20 lat.

M.W.: Wolontariat w szpitalu onkologicznym to nie jest łatwa sprawa…
B.S.: Nie jest, ale tym bardziej warto, żeby zobaczyć uśmiech na twarzach chorych ludzi, dać im chwilę wytchnienia, zapomnienia o problemach, bólu, cierpieniu, niepewności.
Zresztą, ja jestem bardzo otwarta na świat, na ludzi. Działam w stowarzyszeniu „Babigraj”, takim kobiecym stowarzyszeniu, tu u nas, w Poznaniu. Przychodzimy i każda z nas coś robi: jedna na drutach, druga szydełkuje, trzecia robi wycinanki.
Trzeba wychodzić do ludzi, szczególnie, gdy się jest już na emeryturze, nie ma się tylu obowiązków związanych z pracą, rodziną, wychowaniem dzieci. Są kluby seniora, uniwersytety trzeciego wieku – to jest wspaniała oferta dla emerytów. I warto sobie uświadomić, że człowiek na emeryturze to jest taki sam człowiek, jak ten, który pracuje – tyle że ma więcej wolnego czasu. Jest we mnie przekonanie, że każdy z nas ma jakieś zainteresowania. Mamy tylko jedno życie, drugiego w prezencie nie dostaniemy, więc róbmy to, co nam sprawia przyjemność, daje radość, co nas spełnia.
Ja się cieszę każdym dniem, ludźmi, których spotykam, takich pogodnych, którzy nie narzekają. Chcę jeszcze trochę pożyć, byle tylko zdrowie dopisało.

M.W.: Więc tego Pani życzę. Bo całą resztę już Pani ma.

Zaproszenie dla seniora na warsztaty śpiewacze
Teatr Wielki w Poznaniu, we współpracy z Centrum Inicjatyw Senioralnych, ogłaszają otwarty nabór chętnych osób czujących zamiłowanie do śpiewu, do udziału w cyklu warsztatów śpiewaczych. Warsztaty będą odbywać się w Teatrze Wielkim od 16 marca do 25 maja. Zostaną zwieńczone wspólnym wykonaniem pieśni Stanisława Moniuszki na schodach opery poznańskiej.
Szczegółowe informacje i zgłoszenia:
Centrum Inicjatyw Senioralnych, Poznań, ul. Mickiewicza 9a tel. 61 847 21 11

Źródło: „Gazeta Senior” Poznań luty-marzec 2016
fot. Archiwum Teatru Wielkiego w Poznaniu

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany