Jeszcze nie dostałem skierowania na emeryturę

Jeszcze nie dostałem skierowania na emeryturę

Jeden z najbardziej znanych satyryków w kraju. Założyciel wrocławskiego kabaretu Elita. Z wykształcenia inżynier elektryk, z zamiłowania i pracy zawodowej komik, aktor, konferansjer. Miłośnik dobrej kuchni i golfa.
Od roku na emeryturze, choć jak mówi, kwoty z ZUS są tak nikłe, że nie zauważa zmiany w swoim statusie zawodowym…
W rozmowie z Magdą Wieteską Tadeusz Drozda opowiada o swoim życiu zawodowym i prywatnym.

Magda Wieteska: Jak minął Panu ostatni rok?
Tadeusz Drozda: Tak, jak napisałem o tym na swojej stronie internetowej, uspokajając moich fanów, że nie jest ze mną źle. Rodzinnie sytuacja jest stabilna, nie przybyło mi wnuków ani zięciów. Jedna córka jeszcze stanu wolnego. Zawodowo też stabilizacja, nie udało mi się wrócić do telewizji publicznej, ale przygarnęła mnie SUPERSTACJA, gdzie co tydzień się mądrzę w programie „Drozda na weekend”.

M.W.: Z wykształcenia jest Pan inżynierem elektrykiem. Czy pracował Pan kiedykolwiek w wyuczonym zawodzie?
T.D.: Niestety, Polska jest krajem, gdzie niemal nikt nie pracuje w wyuczonym zawodzie. Byłem jakiś czas kierownikiem technicznym jednej z firm estradowych, ale to miało niewiele wspólnego ze studiami.

M.W.: Kabaret Elita, który założył Pan wraz z Janem Kaczmarkiem, w latach 70-tych i 80-tych święcił największe triumfy, a znany jest i występuje do dziś. Skąd wziął się pomysł na taki akurat rodzaj rozrywki? Bo nie jest tajemnicą, że zdawał Pan, i to dwa razy, do szkoły teatralnej…
T.D.: Do szkoły teatralnej mnie nie przyjęto, ale zawsze ciągnęło wilka do lasu. Dobrze się stało, bo politechnika, którą skończyłem, uczy przede wszystkim myślenia, a to jest najważniejsze w moim obecnie wykonywanym zawodzie.

M.W.: Opuścił Pan zespół Kabaretu Elita, rozpoczynając indywidualną karierę artystyczną. Występował Pan w telewizji, na znanych festiwalach. Pana autorskie programy – Dyżurny Satyryk Kraju, Śmiechu Warte, Herbatka u Tadka były znane wszystkim Polakom. W 1998 r. wygrał Pan w plebiscycie miesięcznika „Sukces” na najbardziej lubianego Polaka. Jak wspomina Pan tamten czas?
T.D.: Każdy znakomicie wspomina czasy młodości, a szczególnie, kiedy są przepełnione sukcesami.

M.W.: W pewnym momencie zniknął Pan jednak z ekranu. Co się stało, jak Pana kariera artystyczna wygląda obecnie?
T.D.: Pańska łaska na pstrym koniu jeździ. W Polsce artysta zależy w całości od urzędników, wystarczy, że przyjdzie głodna pensji i zaszczytów nowa masa partyjna i wszyscy, którzy byli wcześniej, uznawani są za wrogów. Nie mamy w telewizjach (nawet prywatnych) fachowych managerów. Wszystko jest z nadania partyjnego. Moje programy bywały w telewizji publicznej i to jest moje nieszczęście. Teraz pokazuję się od czasu do czasu w niszowej telewizji SUPERSTACJA.

M.W.: Ma Pan żonę, tę samą od ponad 40 lat. Poznaliście się Państwo jeszcze w szkole podstawowej. Proszę zdradzić, jaka jest recepta na utrzymanie w szczęściu tak długiego związku?
T.D.: Nie narzucać się drugiej osobie przesadnie. Nasz związek podtrzymywały moje dłuższe lub krótsze wyjazdy na trasy koncertowe.

M.W.: Oprócz występów Pana pasją jest golf i kuchnia. W której z tych dziedzin najlepiej się Pan czuje?
T.D.: Trudno porównać, każda z tych dziedzin sprawia mi przyjemność.

Jerzy Drozda

M.W.: A ulubione smaki, może jakieś przepisy?
T.D.: Nie ukrywam, że jestem smakoszem. Na swojej autorskiej stronie zamieściłem kilka przepisów na ulubione dania. Np. żeberka a la Tadeusz Drozda. Aby je zrobić, potrzebnych nam będzie około 1,5 kg niezbyt tłustych żeberek, które powinny wyglądać jak akordeon, 2 łyżki miodu, 3 kostki rosołowe, 1 kostka maggi, 2 ząbki czosnku, 1/2 szklanki czerwonego, wytrawnego wina, sól i vegeta. A teraz przystępujemy do dzieła. Żeberka należy umyć, pokroić w kawałki, włożyć do rondla i gotować w osolonej wodzie aż do chwili, gdy będą na wpół miękkie. Potem osączyć i włożyć mięso do żeliwnego garnka lub brytfanny. W osobnym, niedużym garnku zagotować wodę i rozpuścić kostki rosołowe. Rosół lekko schładzamy, dodajemy miód, wino oraz przyprawy. Gotujemy przez chwilę, aby sos zgęstniał. Sosem polewamy żeberka i przykrywamy rondel. Teraz stawiamy go na małym ogniu i od czasu do czasu mieszając, gotujemy aż żeberka będą całkiem miękkie. Wtedy wyjmujemy je z sosu, przypiekamy lekko na grillu. I jemy!

M.W.: Ma Pan trzy córki, jest Pan już też dziadkiem. Jak odnajduje się Pan w tej roli? Czy rozśmiesza Pan swoje wnuki, tak jak całą rzeszę Polaków?
T.D.: W domu zachowuję się naturalnie, czasami wyjdzie mi jakiś żart, ale się na dowcipy nie silę. Na estradzie muszę, bo publika płaci za to kupując bilety.

M.W.: Emerytura dla wielu aktywnych zawodowo ludzi bywa czasem małym końcem świata. Jak wyobraża Pan sobie własną? Jakie ma Pan marzenia, plany?
T.D.: Ja już jestem na emeryturze od roku, ale kwoty z ZUS są tak nikłe, że nie zauważam, że jestem. W naszym zawodzie artystę na emeryturę może wysłać jedynie publiczność. Póki co nie dostałem skierowania.

Tadeusz Drozda poleca do jedzenia…
Tortilla serana
SKŁADNIKI:
6 jajek, 20 dag suchej kiełbasy, 2 papryki – czerwona i zielona, oliwa z oliwek
WYKONANIE:
Kiełbasę bez skórki pokroić w cienkie plasterki. Paprykę umyć, oczyścić z nasion, pokroić w kosteczkę. W rondlu rozgrzać 2 łyżki oliwy i dusić kiełbasę i paprykę na małym ogniu. Ostudzić, wymieszać z roztrzepanymi jajkami i smażyć tortillę z obu stron na rozgrzanej oliwie.

…i do śmiechu
Przychodzi starsza pani do banku, podejmuje wszystkie pieniądze i wychodzi. Po chwili wraca i wpłaca całą kwotę na swoje konto.
– Po co pani to zrobiła? – pyta pracownik banku.
– A, bo z wami nigdy nic nie wiadomo! Przeliczyć musiałam.

Marian do kumpla:
– Żona żali się, że nie kupuję jej kwiatów. Szczerze mówiąc, ja nawet nie wiedziałem, że ona ma jakieś kwiaty do sprzedania.

 

Źródło: „Gazeta Senior” Poznań kwiecień-maj 2016

Nowszy artykuł

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany