Ku przestrodze. Skype – wyłudzanie pieniędzy od seniorek.

Od dwudziestu lat jestem wdową. Kiedy nadeszła emerytura, a dzieci się już usamodzielniły, stwierdziłam, że należy pomyśleć o sobie. Zaczęłam szukać drugiej osoby. Może nie z myślą o wielkiej miłości, ale chciałam znaleźć kogoś, kto by choć trochę dał mi uczucia i bliskości. Podzielał ze mną moje zainteresowania. Lubię pogadać, lubię się bawić, chodzić na ciekawe spotkania do teatru. Szukam kogoś, kto poszedłby tam ze mną.

Skype_ku przestrodze dla seniorów

Skype a wyłudzanie pieniędzy od seniorek

Znalazłam portal internetowy…

Znalazłam portal internetowy, gdzie można ze sobą rozmawiać, poznawać się, wymieniać w większości swoje poglądy. Niestety, mężczyźni przeważnie są egoistyczni. Pragną tylko seksu, nie chcą się angażować, iść z kobietą przez życie. Przecież my nie żądamy od nich małżeństwa, nie te czasy. Już nie jest tak, jak za naszych babek, że do bycia razem potrzebujemy urzędowego glejtu na całe życie. Chcemy tylko trochę uczucia i zainteresowania swoją osobą. Z doświadczenia wiem, że nawet gdy mężczyzna z pozoru chce umówić się na randkę bez podtekstów seksualnych, to i tak w końcu wychodzi, do czego dąży, i to od razu, przy pierwszym spotkaniu.

Miłosne listy od Anglika

Pewnego razu, na Skypie, zaproponował mi rozmowę Anglik, przebywający na misji wojskowej w Syrii. A że interesuję się tematyką Bliskiego Wschodu, podjęłam rozmowę. Dostawałam od niego piękne, miłosne listy; pisał, że mu się podobam, że gdy mnie zobaczył na zdjęciu, to od razu się zakochał. Deklarował, że chce ze mną spędzić resztę życia i to na moich warunkach, w Polsce albo w Anglii. Przedstawił mi nawet swojego syna, który ma siedemnaście lat i potrzebuje matki. Jako że jestem bardzo ostrożna, znam życie, poszukałam w Internecie doniesień o misjach. Tam znalazłam informację, że żołnierze w bazach wojskowych się nudzą. Wyszukują adresy kobiet z Polski, wiedząc, że tu panie są kochliwe. Rozkochują je w sobie, a potem wyłudzają pieniądze. Podjęłam z nim tę „grę”, żeby sprawdzić, czy i ja mam do czynienia z oszustem. Kiedy napisał nagle, że przyleci do Polski, zapytałam, czy potrzebuje zaświadczenia i pieniędzy na podróż? Obraził się i nie pisał cały dzień. Ale po jakimś czasie znowu się odezwał. Znowu pisał, jak mnie kocha i chce ze mną spędzić resztę życia. Znowu pisał listy po polsku i po angielsku. Po pewnym czasie jednak „wyszło szydło z worka”. Stwierdził, że musimy porozmawiać o jego synu. Muszę mu poradzić, co ma zrobić. Chętnie się zgodziłam. Moje przypuszczenia się sprawdziły, potrzebował pieniędzy dla swojego syna na czesne, ponieważ zostało podniesione, a z bazy wojskowej nie można wysłać przekazu pieniężnego. Zaczęłam mu radzić, jak to zrobić przez Internet i dodałam, że od płacenia rachunków dzieci jest ojciec. Miałam mu pomóc, przesyłając 1500 dolarów. Odpisałam, że takiej sumy na oczy nie widziałam i spytałam, czy wie, jakie są realia finansowe w Polsce. Stwierdził, że można pożyczyć i stale zaniżał sumę. Doszło do 200 dolarów. Odpisałam, że nie mam nawet jednego dolara. Po pewnym czasie znów się odezwał.

Dwie sroki za ogon

I wszystko by dalej może się toczyło, gdyby nie to, że mój adorator działał prawdopodobnie na wielu frontach. Wysłał do mnie znów pytanie, czy mu pomogę, ale w języku słowackim. Zrozumiałam więc, że się pomylił. Wtedy już postanowiłam tę sprawę definitywnie zakończyć. Napisałam mu, że nie można chwytać dwóch srok za ogon. Że jest oszustem, który naciąga kobiety na pieniądze. Najpierw chciał mnie przekonać, że to nieprawda. Ale ja już byłam przekonana o jego nieszczerości i złych intencjach. Napisałam, że takie „zabawy” są karalne i może za to odpowiedzieć przed sądem, a nawet pójść do więzienia. Wtedy dopiero się zaczęło. Pytał, czy jestem głupia i zarzekał się, że jest brytyjskim oficerem. Na koniec nawet zaczął mi grozić, że może mnie zabić. Wtedy odpowiedziałam, że to też jest karalne i że idę do prokuratury. Dodałam, że jeżeli rzeczywiście jest oficerem, to jego kariera legnie w gruzach. Wtedy w niewybredny sposób wyprosił mnie ze swojego Skype’a i zablokował swoje konto.
Tak się skończyła moja przygoda z oszustem. Było to ciekawe, życiowe doświadczenie, którym chciałabym się podzielić z kobietami. Mam nadzieję, że panie, do których zgłosi się taki amant, dzięki mojej przestrodze uchronią się od niepotrzebnej nadziei i wydatku.

tekst: Zofia Sawikowska

foto: Fotolia

źródło: Gazeta Senior Poznań/Wielkopolska, sierpień-wrzesień 2016.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany