Kulinarne szlaki na Dolnym Śląsku

Czasy, kiedy w plecaku była konserwa turystyczna i manierka z herbatą, już nie wrócą. Teraz turyści po wędrówkach górskim szlakiem zasiadają w restauracjach i posilają się lokalnymi specjałami.

Barbara Jakimowicz-Klein i Zbigniew Koźlik

Barbara Jakimowicz-Klein i Zbigniew Koźlik

W cieplejszych regionach Europy już od jakiegoś czasu organizowane są szlaki gastronomiczne, na których można sprawdzić, jak smakują jadło i napitki wytwarzane według tradycyjnych dla regionu przepisów. Także na Dolnym Śląsku restauratorzy i gospodarstwa agroturystyczne zauważyli, że fast foody są nudne. Teraz osoby mające coś do powiedzenia w lokalnej gastronomii wyszukują przepisy i organizują spotkania, by atrakcyjny turystycznie i licznie odwiedzany region proponował posiłki oparte na lokalnej kuchni.

Zawierucha polityczna sprawiła, że na Dolny Śląsk przyjechały wraz z przesiedleńcami kuchnie z połowy Europy. Na obszarze województwa spotkacie potrawy zarówno z greckim, jak i ukraińskim rodowodem, polskie pierogi z kapustą i grzybami i żydowskie chałki wypiekane z ciasta formowanego z warkocza. To kuchnia jest przecież jednym z ważniejszych osiągnięć kulturowych.

Kaczka w buraczkach

Karpie z Milicza tak zdominowały świąteczne stoły, że już nikt sobie nie wyobraża wigilii bez karpia w galarecie lub smażonego z chrzanem, albo pieczonego w piekarniku podlewanego masłem. Karp zawłaszczył polskie świąteczne stoły dopiero po wojnie. Wcześniej to raczej szczupak po polsku faszerowany był potrawą świąteczną. Różne były kuchnie: włościańska, mieszczańska, dworska, a różniły się zwykle ilością kosztownych przypraw i sposobem podania, bo surowce podstawowe były zwykle te same. W smaku zając kłusownika i ten ustrzelony przez myśliwego różnią się tylko ilością śrutu, bo buraczki smak mają taki sam. Wszyscy wiedzą, że zając w buraczkach, a nie kaczka. Pewno dlatego szef kuchni w hotelu Plaza Zbigniew Koźlik proponuje kaczkę właśnie w buraczkach z ich lekko ziemistym smakiem oraz zupę z pokrzyw z orzechami nerkowca. Entuzjaści śmietanowych sosów mogli zachwycać się konsystencją pierogów z kapustą polanych aksamitnym, intensywnym w smaku sosem z borowików.

Niebo z Gottwaldówki

Jedną z entuzjastek lokalnych kuchni jest Barbara Jakimowicz-Klein, archeolog, etnograf i autorka licznych książek kucharskich. Na konferencji zatytułowanej „Smaki Dolnego Śląska” opowiadała między innymi o potrawie nazywanej Niebo, której można spróbować w Gottwaldówce. To taki skansen w malowniczym zakątku w górach, w paśmie Krowiarek. To tam, wśród górskich łąk, można spotkać czarnego bociana, naoglądać się cudownych widoków i zjeść wyśmienite potrawy. Są już przewodniki i sieć współpracujących ze sobą gospód, karczm, restauracji.
O budowaniu wizerunku Zielonej Doliny i nowoczesnych sposobach produkcji żywności mówił profesor Tadeusz Trziszka, rektor Uniwersytetu Przyrodniczego. Agnieszka Hajbura-Michałowska opowiadała zebranym o małopolskich szlakach kulinarnych. Na Dolnym Śląsku, przy wsparciu Urzędu Marszałkowskiego i pomocy Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej, dla pasjonatów takiej formy spędzania czasu szlaki dopiero powstają. Oczywiście nie wystarczy samo jadło do dobrze skomponowanego posiłku. Napoje, w tym piwa rzemieślnicze i wina z miejscowych winiarni, nalewki, ratafie i słynne na Europę miody pitne. Mamy w czym wybierać, by przyjemnie zakończyć posiłek. Wytwórcy win i nalewek narzekają na niedostosowane prawo i wskazują jako przykład Austrię, gdzie ilość produkowanego alkoholu uzależniona jest od ilości posiadanych drzew owocowych, przez co przepisy są mniej rygorystyczne niż w Polsce i rozwijają lokalną wytwórczość, a spady owocowe się nie marnują.
Każdy musi sam rozstrzygnąć, czy żyje po to, by jeść, czy też je, aby żyć. Przy obu poglądach i tak warto odżywiać się porządnie, wszak jesteśmy tym, co jemy.

tekst i zdjęcia: Jerzy Dudzik

kaczka w buraczkachprzystawka

 

CATEGORIES
Share This

COMMENTS

Wordpress (0)
Disqus ( )