„Lekarka dusz”

Gra nieprzerwane od 60 lat. Większości widzom znana jako nestorka rodu w najpopularniejszym polskim serialu. Ale Teresa Lipowska to wszechstronna artystka – znana nie tylko z dużego i małego ekranu, ale także radia, teatru, teatru telewizji, dubbingu. Przez wiele lat była związana ze słynnym Kabaretem Dudek. Pomimo skończonych 80 lat wciąż jest aktywna zawodowo. O życiu, rolach, rodzinie i wypoczynku rozmawia z Magdą Wieteską.

fot. Publicat S.A. Oficjalne premiera książki w Warszawie w księgarni przy Hożej (Bookbook).

Teresa Lipowska

Magda Wieteska: Trudno Panią zastać w domu. Wydawca Pani książki przyznał, że go to wcale nie dziwi…
Teresa Lipowska: Rzeczywiście, raczej nie siedzę w domu. Kilka dni temu wróciłam z sanatorium. Dwa lata temu na nowo odkryłam moje ukochane strony – Augustów. Przez lata jeździliśmy tam z mężem, a nie wiedziałam o istnieniu sanatorium. Pojechałam podleczyć trochę stawy, kręgosłup. Przez te dwa tygodnie bardzo wypoczęłam. Już sam widok drzew, przez które prześwitywało jezioro, mocno mnie zrelaksował. Miałam ćwiczenia na basenie, okłady z borowiny, a po południu rowerem objeżdżałam okolice. Na rowerze jeżdżę od czwartego roku życia, na co dzień po swoim osiedlu i Lesie Kabackim, bardzo to lubię.

M.W.: Jest Pani niezwykle zajętą osobą i, co rzadko spotykane u aktorów z 60-letnim stażem, wciąż aktywną zawodowo. Nie myślała Pani o tym, aby zwolnić, „polenić się” na zasłużonej emeryturze?
T.L.: Nie. Mam dużo zajęć, bo lubię aktywność. Oprócz grania nieprzerwanie od 17 lat w „M jak miłość” jeżdżę na spotkania autorskie, teraz związane z promocją mojej książki, ale nie tylko. Lubię poezję i od kilku lat czytam wiersze dla publiczności. Repertuar dobieram w zależności od widzów – czasem jest to Herbert, Miłosz, Szymborska, a czasem poezja, która trafia do wszystkich ludzi, nawet tych mniej wysublimowanych – czyli Asnyk, Mickiewicz. Czytam także wiersze mniej znanych poetów.

M.W.: A proza? Lubi Pani książki?
T.L.: Uwielbiam. Nie mam jednak jednego ulubionego gatunku. Nie czytam kryminałów. Lubię sięgać po książki o medycynie, ale nie fachową literaturę, tylko beletrystyczną. Lubię też psychologiczne książki związane z dziećmi. Ale czytam różne rzeczy. Teraz na przykład książkę o bogini tańca, Bronisławie Niżyńskiej, siostrze słynnego tancerza Wacława. Mam bibliotekę na swoich ukochanych Kabatach i zaprzyjaźnioną panią bibliotekarkę, która nierzadko poleca mi książkowe pozycje.

M.W.: Czy czuje Pani żal za niespełnionym marzeniem o byciu lekarzem? Zdawała Pani na studia medyczne…
T.L.: Składałam równocześnie dokumenty na medycynę i do szkoły teatralnej. Najpierw były wyniki z Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi – dostałam się, więc wycofałam papiery z uczelni medycznej. Ale nie żałuję, choć w mojej rodzinie są silne tradycje lekarskie – siostra była lekarzem, lekarzami są mój bratanek i siostrzenica. Mam wielki podziw dla tego zawodu i bardzo go szanuję. Ale nie żałuję, że nie jestem lekarką, bo zostałam „lekarzem dusz”. Tak mi się szczęśliwie potoczyło życie zawodowe, że aż do emerytury, bez żadnych przerw, pracowałam na etacie. Jak to mówią w naszym środowisku, nigdy się nie utopiłam. Zresztą to mnie trzyma – praca, która jest moją wielką przyjemnością i daje mi mnóstwo satysfakcji.
Póki zdrowie będzie, na brak propozycji pewnie nie będę narzekać.

M.W.: Została Pani aktorką bardzo wcześnie, bo w wieku 20 lat, gdy ukończyła Pani szkołę teatralną. Czyli miała Pani 16 lat, gdy dostała się na studia… Jak to się stało?
T.L.: W czasie wojny uczyła mnie mama, po wojnie miałam pójść do drugiej klasy. W tamtym czasie istniały szkoły 11-latki, czyli siedem klas szkoły podstawowej i cztery klasy liceum ogólnokształcącego. Przeszkadzałam jednak na lekcjach, a ponieważ moje wiadomości wykraczały poza naukę w drugiej klasie, przeniesiono mnie do trzeciej. A potem, mając niecałe 16 lat, zdałam maturę.

M.W.: Jak się Pani czuła w towarzystwie starszych kolegów, również przyszłych aktorów?
T.L.: Chciałam im dorównać! (śmiech). Chociaż młoda, byłam bardzo dojrzałą osobą, wojna i trudne czasy powojenne mocno nas naznaczyły. Co ciekawe, zawsze dostawałam role starszych od siebie kobiet. Proszę sobie wyobrazić, że mając 26 lat, grałam matkę mojego równolatka!

M.W.: Grała Pani w teatrze, filmie, serialach, występowała w radiu, kabarecie, dubbingu. Czy te działania można jakoś rozgraniczyć i dokonać wyboru – które z miejsc scenicznej prezentacji było lub jest Pani najbliższe?
T.L.: Nie, tego nie można rozgraniczyć. Teatr jest podstawową rzeczą dla aktora, uważam, że od niego powinna zaczynać się każda aktorska droga.

M.W.: A role? W którymś z wywiadów powiedziała Pani, że nie dostała roli życia.
T.L.: To nie tak – nie miałam jednej wymarzonej roli, że chciałabym np. zagrać Ofelię czy Marię Stuart. Trochę jednak boleję nad tym, że nie ma u nas ról dla starych kobiet. Mnie się i tak udało, bo gram w jedynym serialu, w którym jest prababcia.

M.W.: Jest Pani postrzegana jako ciepła, optymistyczna osoba i w takich rolach obsadzana. Chociaż w filmie „Tato” zagrała Pani trochę czarny charakter…
T.L.: W „Tacie” byłam kontrowersyjną postacią, ale broniącą siebie i swojej filmowej córki. Jestem optymistyczna i z zasady dobra, chociaż przyznam, że chętnie pograłabym również właśnie takie czarne charaktery…

M.W.: W programie „Niedziela z..” realizowanym przez TVP Kultura przypomniano Pani role. Okazało się, że w wielu z nich miała Pani dużo dzieci. Jednak na prawdziwe macierzyństwo musiała Pani trochę poczekać…
T.L.: Tak, przez 10 lat staraliśmy się z mężem o dziecko. Gdy zdecydowaliśmy się na adopcję, zaszłam w ciążę. To najlepsza premiera mojego życia. Mój syn, który dziś ma 42 lata, jest moją dumą i radością. To prawy, uczciwy i dobry człowiek, na którego zawsze mogę liczyć. Niedawno zemdlałam w nocy, znalazłam się na ziemi. Gdy się ocknęłam, zadzwoniłam do syna. Po 10 minutach już był, pomimo późnej pory i odległości, bo nie mieszkamy tak blisko siebie.

M.W.: Podobno kiedyś czytała Pani wnuczkowi bajkę – jak profesjonalna aktorka, wcielając się w role. Jednak po chwili wnuczek poprosił, żeby czytała Pani normalnie, jak mamusia. Jaką jest Pani babcią?
T.L.: Rzeczywiście tak było (śmiech). A jaką jestem babcią? Myślę, że dobrą, bo bardzo kocham swoje wnuczki – 9-letnią Ewunię i 13-letniego Szymka. Chociaż na pewno nie tak bardzo typową ze względu na mój charakter pracy. Bardzo chętnie bywam z nimi, jak tylko mogę. Ale moje życie zawodowe nie pozwala być mi z nimi tak często, jak bym chciała.

M.W.: Z okazji jubileuszu urodzin oraz pracy zawodowej ma Pani jeszcze więcej zajęć niż zazwyczaj. W jaki sposób regeneruje Pani siły? Jak dba Pani o zdrowie i dobrą formę?
T.L.: Nie stosuję żadnej diety. Odkąd zmarł mój mąż, rzadko gotuję. Zazwyczaj kupuję kawałek mięska w dobrej garmażerii i sama przygotowuję do tego różne surówki. Zawsze jest u mnie dużo zieleniny w lodówce. Staram się tylko ograniczać pieczywo i słodycze i nie jeść o zbyt późnej porze. Niestety, to ostatnie zalecenie w moim przypadku, gdy próby czy nagrania kończą się o różnych godzinach, nie zawsze jest realizowane. Do kosmetyczki chodzę nie częściej niż dwa razy w roku.
Mój sposób na dobrą formę to praca i zadowolenie. Uśmiech, słońce i rower. Spotkania z ludźmi. Spotkania z rodziną.

M.W.: Pięknie dziękuję za rozmowę i życzę zdrowia, radości i satysfakcji.

Teresa Lipowska Nad rodzinny albumem

 

Napisz do bohaterki wywiadu lub autorki rozmowy
e-mail: biuro@mediasenior.pl
poczta: Gazeta Senior, ul. Kazimierza Wielkiego 9/301, 50-077 Wrocław (z dopiskiem Teresa Lipowska lub Magda Wieteska)

Słowa kluczowe
Starszy artykuł

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany