Żeby ludzi aktywizować, trzeba ich lubić.

Kiedy moje pokolenie było trzydziestoparolatkami, fabryki domów pracowały pełną mocą produkcyjną. Wytwarzały betonowe panele, z których jak z klocków LEGO ustawiano całe osiedla bloków mieszkalnych. W każdym z tych bloków było – jak powszechnie wiadomo – siedemdziesiąt osiem  mieszkań większych, mniejszych i najmniejszych.

Do mieszkań tych zupełnie nieprzydatne okazały się tradycyjne meble. Z powodów gabarytowych. Zaprojektowano więc wielofunkcyjne „meblościanki”, dopasowane rozmiarami do standardowych ścian w tych mieszkaniach. Wówczas to, w latach siedemdziesiątych, po lewej stronie Wisły od Opola do Słupska i Szczecina, rozjaśniała gwiazda Swarzędza. Małego miasteczka z tradycjami stolarskimi przytulonego do granicy Poznania. Swarzędz był potentatem w produkcji mebli tradycyjnych. Z litego drewna, a nie tandetnych płyt wiórowych – jak „meblościanki”. Posiadanie mebli swarzędzkich i to „na wysoki połysk” było często nobilitacją w statusie towarzyskim. Ja także miałem taką biblioteczkę z lustrem w barku! Hit owych lat.

Stał w Swarzędzu dom emerytów…

Dzisiaj w Swarzędzu nie warczą maszyny stolarskie, a symboliczne, kilkumetrowe drewniane krzesło sterczy na głównym skrzyżowaniu przed dawną fabryką mebli, jako pamiątka. Młode pokolenie nawet go tak nie kojarzy. W tej i owej uliczce jeszcze szyldy małych producentów, ale dawnej sławy już nie ma. Jest za to ponad siedem tysięcy fachowców na emeryturze, co stanowi około piętnastu procent wyborców. Liczna grupa społeczna. Jaka jest jej aktywność? Jak zaznacza swoją obecność w pejzażu społecznym? Jak władze samorządowe zabiegają o ich względy?
W roku 2002 przejęliśmy ze Spółdzielni Mieszkaniowej – mówi Agnieszka Maciejewicz, zastępca dyrektora Ośrodka Opieki Społecznej w Swarzędzu – klub emerytów. Była to grupa o postawach biernych, trzeba stwierdzić (słychać wahanie w głosie, czy aby to określenie kogoś nie urazi).
No właśnie! Dlaczego niektóre organizacje emerytów funkcjonują biernie, formalnie, schematycznie – inne natomiast dynamicznie, atrakcyjnie, wielokierunkowo? Kilka lat temu, jak pamiętam, w Bielawie na Dolnym Śląsku członkowie Uniwersytetu Trzeciego Wieku (800 członków, liczba nie do wiary jak na tak małe miasteczko) zbuntowali się przeciwko przerwie wakacyjnej, tak frapowały ich rozliczne programy swoją atrakcyjnością. Dla odmiany podobne organizacje w niektórych innych miastach funkcjonują w sposób mało zachęcający. Jaki zatem czynnik determinuje atrakcyjność form pracy? Takie oto dywagacje czynimy z panią dyrektor.

10 klubów seniora

Obecnie w mieście i gminie Swarzędz pracuje dziesięć osiedlowych i wiejskich klubów seniora koordynowanych przez Centrum Aktywizacji Seniora, finansowane przez Ośrodek Pomocy Społecznej. Każdy z nich, zgodnie z życzeniami klubowiczów, ma oprócz różnych zmiennych form aktywności, główny profil tematyczny. A profile są różnorakie: nordic walking, kulinaria, Akademia Piękna (kosmetyka), muzyka, wspólne śpiewanie, podróże małe i duże, plastyka, praca z komputerem, aerobic, rowery, gimnastyka, taniec w kręgu, dekoratornia, Aqua aerobic, grupa teatralna, kabaret, trening pamięci, gry planszowe, redakcja portalu internetowego (swarzedzkisenior.pl), haft i koronkarstwo, spotkania literackie… – stop! Co to znaczy, spotkania literackie? – pytam Małgorzatę Pawlik, koordynatora Centrum Aktywizacji Seniora, zwanego też trochę pretensjonalnie „Klubem Młodych Duchem”. –Analizujecie „Jakubowe księgi” Olgi Tokarczuk, analizujecie światowe trendy literackie czy prezentowana jest tam własna twórczość?
Jeden z panów – objaśnia koordynatorka – organizuje i prowadzi takie spotkania, realizując swoją pasję. Na przykład na niedawny Dzień Matki, najpierw była rozmowa uczestników spotkania o matkach, o obrazie matki w naszej pamięci, o matczynej duszy – a potem – pan czytał wiersze różnych poetów o matkach. To było wzruszające. Spotkania takie odbywają się co kwartał. Inna osoba, terapeutka z zawodu, prowadzi relaksację pod hasłem „taniec w kręgu”. To wzbudza zainteresowanie.

Taki coaching rozwojowy

– Jak pani ogarnia ten ogrom różnorodnej tematycznie, różnorodnej w formach, prowadzonej w wielu grupach równocześnie, pracy seniorów?
– To nie tak biegnie – rozmówczyni koryguje moje nieprawidłowe wyobrażenie – ja nie mogę i nie byłabym w stanie prowadzić wszystko osobiście. Moją rolą jest wykorzystanie klawiatury ambicji, emocji, kwalifikacji i potrzeby działania, wypełniania czasu naszych dwustu członków. Inspiruję, zachęcam, wspieram w działaniu każdego, kto przejawia jakąkolwiek inicjatywę. Taki coaching rozwojowy. Grupa kabaretowa „Cellulit” na przykład sama wymyśliła program, z wielkim powodzeniem realizowany w przedszkolach miejscowych i Poznania. Panie same i na własny koszt poszyły stroje, przebrały się za zwierzątka i grają program „Wesołe zoo”. Dzieci szaleją w radosnych emocjach, panie także. Chcecie coś innego na aktywność umysłową niż rozwiązywanie krzyżówek w samotności? Proszę bardzo: zorganizujcie grupę gier planszowych, a my kupimy takie gry. Naszym celem przewodnim – mówi pani Pawlik – jest aktywizowanie seniorów według tego, co ich interesuje, a nie według tego, co my uznamy za interesujące dla nich. Ludziom trzeba dać szansę realizowania się w tym, co oni lubią. Jeśli jakaś forma działania gaśnie, nie utrzymujemy jej na siłę. Szukamy nowej, wydobywając pomysły z ludzi.

Podróże małe i duże

Dominika Bazaniak prowadzi cykl pod nazwą „Podróże małe i duże”. Pytam, jak to robi. Zaczyna opowiadać szczegóły. Objaśniam, że ja pytam raczej o koncepcję. Na ogół bowiem w takich klubach ktoś opowiada o własnych podróżach, ilustrując prelekcje slajdami przedstawiającymi krajobrazy, architekturę lub osobliwości. A pani?
– Ja się koncentruje na aspektach kulturowych – mówi pani Dominika. – Jeśli omawiam jakiś kraj, to opowiadam o specyfice kulturowej różniącej tej kraj od innych. W sferze społecznej, obyczajowej, kulinarnej, egzystencjalnej, życia rodzinnego i tak dalej. Pomaga mi wiedza wyuczona (jestem kulturoznawcą), ale też sięgam do literatury i pomocy obcokrajowców. W Poznaniu nie jest problemem znalezienie studentów z najprzeróżniejszych krajów, których proszę o pomoc. Są chętni. Ostatnio sporo dowiedziałam się o życiu Wietnamczyków. I to opowiadam naszym ludziom, ilustrując filmikami.

„A wyszło z seniorami”

Szymon Dziwisz jest w połowie drogi do statusu emeryta. Zawodowy muzyk (Akademia Muzyczna), dyrygent chóru w Poznaniu, nauczyciel muzyki w szkole. W Centrum Aktywizacji Seniora prowadzi kilka form.
– Składając ofertę pracy dodatkowej, myślałem o dzieciach – mówi. – A wyszło z seniorami. Byłem zakłopotany. Tu potrzebny był inny, nieznany mi repertuar. Jakaś „Głęboka studzienka”, „Zachodzi słoneczko”, „Gdzie strumyk płynie z wolna” czy „Zachodni wiatr…”. Nigdy z czymś takim się nie zetknąłem. Zmusiło mnie to do szukania tekstów, szperania za nutami, uczenia się zupełnie nieznanego. Dzisiaj, po sześciu latach, mamy opracowany repertuar na około 250 piosenek harcerskich, wojskowych, partyzanckich, ludowych, estradowych, towarzyskich…
– A jak się panu pracuje z seniorami? – pytam.
– Seniorzy lubią śpiewać – odpowiada pan Dziwisz. – Ja zaś wprowadzam przy okazji elementy edukacyjne, np. z emisji głosu, terminologii muzycznej. Śpiew jest elementem profilaktyki zdrowia: uwalnia emocje, relaksuje, ułatwia wymianę gazową w płucach, zwiększa dotlenienie mózgu, pogłębia więzi międzyludzkie w grupie.

Twórczy „Cellulit”

Muzyk prowadzi także zespół kabaretowy „Cellulit”. Jedna z pań pisze teksty, a on melodie i tło muzyczne.
– Zespół jest bardzo aktywny twórczo – mówi. – Cechuje się dużą gotowością działania. To mobilizuje także mnie.
Dzielę się spostrzeżeniem, że jest koniec czerwca. Na ogół spada w tym czasie frekwencja.
– Oczywiście – podchwytuje pani Małgorzata. – Z początkiem maja, bo komunie, od połowy maja – bo praca na działkach, no a podczas wakacji…
– Mówiła pani, że na czas wakacji macie propozycje jednotygodniowe…
– Tak, mamy tygodniowe warsztaty dla chętnych. Filmowe, fotograficzne, krawieckie, twórczego pisania, kosmetyczne i inne. No i w każdą środę o dziewiątej trzydzieści wspólne jazdy na rowerach.
– A jak z instruktorami? Nie ma kłopotów z ich znalezieniem?
– Jak mówiłam, nie zaczynamy od tego, co ludziom dać. Bazujemy na tym, co ludzie sami proponują, że zrobią – odpowiada pani Pawlik. – Ludzie są chętni pokazać, że coś umieją, chętni podzielić się wiedzą, zdolnościami, umiejętnościami, czymś, co rozwijali przez długie lata. To im podnosi poczucie własnej wartości. Emeryt także potrzebuje prestiżu, który kiedyś zaspokajał proces pracy zawodowej. Ludzi trzeba wyłuskać, zmotywować, docenić – wówczas nie boją się być liderami tematu. Trzeba mieć klawiaturę do takiego instrumentu, jakim są ludzie. A poza tym ludzi trzeba lubić. Razem z nimi cieszyć się ich osiągnięciami, zaangażowaniem, budować podziw dla tego, co potrafią. Wówczas praca z nimi jest przyjemnością, a efekty wspólną radością.
Rozmowę przerywa wejście interesanta. Emeryt jest dla Małgorzaty priorytetem. Przeprasza i na korytarzu coś mu objaśnia, wskazując na liczne tablice z fotografiami obrazującymi działalność Centrum Aktywizacji Seniora. Redaktor zamyka notatnik.

Seniorzy w SwarzędzuSeniorzy w SwarzędzuSeniorzy w SwarzędzuSeniorzy w SwarzędzuSeniorzy w SwarzędzuSeniorzy Swarzędz

Tekst i zdjęcia: Andrzej Wasilewski

źródło: Gazeta Senior Poznań/Wielkopolska, sierpień-wrzesień 2016.

CATEGORIES
TAGS
Share This

COMMENTS

Wordpress (1)
  • Robert 3 lata

    Pewnie, że trzeba lubic działania z seniorami, by wspierać ich aktywnosc. Nasz klub działa prężnie, mamy zajęcia i muzyczne i gimnastyczne, rozwojowe, ale weszlismy tez we wspólpracę z domem seniora http://goldental.pl w zakresie rehabilitacji.

  • Disqus (0 )