Dusza kobiety – w roli głównej Małgorzata Rynarzewska

Dusza kobiety – w roli głównej Małgorzata Rynarzewska

Małgorzata Rynarzewska tworzy od zawsze, w jej malarstwie dominują kobiety. Pracuje z seniorami, młodzieżą i dziećmi, również niepełnosprawnymi. O swojej pracy, twórczości, marzeniach opowiada Marii Orwat.

Małgorzata Rynarzewska była projektantką mody w Polsce i za granicą, malowała kolumny otaczające miejsce medytacji w Indiach. Jej obrazy są sceną jednej aktorki i jej rekwizytów: kapeluszy, woalek, wachlarzy, barwnych futer.

Maria Orwat: Kiedy zaczęłaś malować?
Małgorzata Rynarzewska: Tworzę od zawsze. Wiem, że brzmi to banalnie, bo przecież każdy z nas tworzy od zawsze. Nigdy nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca. I nagle pojawiła się w moim życiu moda. Fascynacja materiałem, splotem, miękkością, mięsistością, połyskliwością. Wkrótce nowa przestrzeń to teatr życia, ale też teatr profesjonalny, scenografia, przestrzeń i światło reflektorów. I znów nowa fascynacja kolorem, przestrzenią, farbą.

Małgorzata Rynarzewska "Kapelusz"

Małgorzata Rynarzewska „Kapelusz”

M.O.: Skończyłaś Akademię Ekonomiczną i Akademię Sztuk Wizualnych, dlaczego połączyłaś tak różne kierunki, jakie korzyści z tego wyniosłaś?
M.R.: Najpierw ukończyłam Akademię Ekonomiczną – to tak trochę dla rodziców, trochę z niewiedzy. Mój tata chciał, żebym była lekarzem – zawód zupełnie nie dla mnie, więc postanowiłam skończyć ekonomię. Akademię Sztuk Wizualnych skończyłam już dla siebie. To było to, co ciągnęło mnie zawsze i po prostu wbrew wszystkim zrealizowałam swoje marzenie. Ukończyłam projektowanie wnętrz i ogrodów.

Ponadto ukończyłam kurs Vedic Artu, wykorzystuję tę starożytną wiedzę w pracy z dziećmi – malarstwo intuicyjne to droga rozwoju. A rozwój najlepiej zaczynać od najwcześniejszych lat.

Kiedyś przeczytałam takie zdanie, że niektórzy artyści, żeby nie odlecieć zupełnie, muszą i najczęściej kończą kierunki ścisłe. I ja to chyba zrobiłam.

M.O.: W Twoim malarstwie dominują kobiety. Dlaczego tylko one?
M.R.: To pytanie wielokrotnie padało, a ja nie znałam odpowiedzi – po prostu, gdy stawałam przy sztaludze, niezależnie co chciałam malować, pojawiała się kobieta. Jedyna odpowiedz, która do mnie przyszła: to reakcja na prace w dużym gronie mężczyzn: moda – mężczyźni, teatr – mężczyźni.

Chciałam w malarstwie pokazać świat kobiet, istot delikatnych i wrażliwych, a jednocześnie silnych i zdecydowanych, bo odważnie budujących siebie, własne życie. Nie maluję portretów konkretnych kobiet. Sięgam do duszy kobiety, do tego, co nas leczy. To wynik obserwacji kobiet pojawiających się w moim życiu, ale też tych spotykanych na ulicy, w kawiarni.

Na płótnach kobiety są samotne, wychodzące na spotkanie… Mężczyźni pojawiają się rzadko, zwykle znajdują się gdzieś obok, w sposób ledwo nakreślony, anonimowy, funkcjonują zawsze na tle zjawiskowej kobiety. To taki mój wybór, by nie definiować kobiety przez mężczyznę, a raczej… mężczyznę przez kobietę. Moje obrazy są sceną jednej aktorki i jej rekwizytów: kapeluszy, woalek, wachlarzy, barwnych futer.

Małgorzata Rynarzewska "Linearność"

Małgorzata Rynarzewska „Linearność”

M.O.: Pracowałaś artystycznie w różnych kierunkach, projektowałaś modę w Polsce i Niemczech, w Teatrze Polskim w Poznaniu, w Studio Filmów Animowanych, czy mogłabyś o tym opowiedzieć?
M.R.: Za malowniczość dzianin otrzymałam w Niemczech nagrodę Domu Towarowego „Horten”. O mojej pracy w tych instytucjach mogłabym snuć niekończące się opowieści, ale najważniejsze było spotkanie ze wspaniałymi ludźmi, jak Jadwigą Mydlarską-Kowal, Aleksandrą Semenowicz, Jackiem Bunschem, Piotrem Cieplakiem, Pawłem Łysakiem, Romanem Kordzińskim, Johanem Kubickim, Barbarą Gronuś-Dutko i wieloma innymi, którzy wywarli ogromny wpływ na to, gdzie teraz jestem i jaka jestem.

M.O.: Spotkałyśmy się, jako wolontariuszki, w stowarzyszeniu pomocy osobom po udarach i urazach mózgu CEREBRUM. Rehabilitowałyśmy podopiecznych sztuką. Prowadziłaś zajęcia z koloroterapii, ja z artekinezjologii, masażem dźwiękiem kamertonów, terapią tańca i tańcami w kręgu. Jakie doświadczenie z tej pracy wyniosłaś?
M.R.: W ośrodku czułam się cudownie. Spotkałam wielu życzliwych ludzi, otrzymałam pomoc w bardzo trudnym momencie życia. Właśnie to doświadczenie pomaga mi dziś pracować z dziećmi niepełnosprawnymi. Praca w ośrodku zaowocowała też moim wyjazdem do klasztoru, do Indii. Było to cudowne spotkanie z inną kulturą, cudownymi kobietami w pięknych kolorowych strojach, duchowością przenikającą każdy skrawek życia, uśmiechem, tańcem, naturalnością. I nawet tam przydała się moja umiejętność malowania – w prezencie urządzaliśmy kaplice dla guru, malowałam kolumny otaczające miejsce medytacji. Było to niezwykle przeżycie.

Małgorzata Rynarzewska "Czy to...ja"

Małgorzata Rynarzewska „Czy to…ja”

M.O.: Stworzyłaś autorski program dla dzieci i młodzieży „Edukacja Globalna przez Sztukę”. Skąd pomysł na taką działalność i jaki był oddźwięk wśród uczestników?
M.R.: Temat przyszedł do mnie jak wiele rzeczy pojawiających się w moim życiu. Nauczycielka ze szkoły podstawowej powiedziała, że ogłoszono konkurs na temat „Edukacja Globalna”, wtedy zaproponowałam, by dodać „przez sztukę”, bo tylko takie ujęcie tematu było mi bliskie. Organizatorom tak spodobał się dopisek, że konkurs ogłoszono właśnie pod tą nazwą, która funkcjonuje do dziś. Oddźwięk był ogromny. Przez 10 lat przez pracownie muzealne przewinęły się wszystkie szkoły powiatu szamotulskiego, przedszkola, Szkoła Społeczna w Poznaniu. Uruchomiliśmy zajęcia dla trudnej młodzieży ze szkoły w Szamotułach i myślę, że powiedzenie „sztuka łagodzi obyczaje” tu znalazło swoje uzasadnienie.

M.O.: Sądzisz, że ta edukacja choć w części zmieni spojrzenie młodzieży na rzeczywistość, w której żyjemy, na umiejętność dostrzegania piękna w prostocie, na odłożenie komórek i posłuchania swojego serca lub siebie nawzajem?
M.R.: Miałam ogromną satysfakcję, gdy dziewczyny (była ich większość w klasie) zaczęły słuchać, odkładając komórki i przyniosły nauczycielce pieniądze, aby pójść na film „Frida Kahlo”. Miałam wykład na temat problemów kobiet w świecie sztuki i na temat tego, jak po śmierci te kobiety, które za życia były spychane na margines przez swoich mężów, po śmierci są bardziej od nich sławne – Frida Kahlo, Katarzyna Kobro.

M.O.: Czy piękno naszej planety nie jest sztuką? Czy człowiek musi przyporządkowywać ją swoim egoistycznym celom, mordując zwierzęta, ptaki, wyrzynając drzewa, zaśmiecając ziemię?
M.R.: Wszystko w szeroko pojętym wszechświecie jest najpiękniejszą sztuką, stworzoną inną niż ludzką ręką. To z przyrody czerpiemy inspiracje, to ona, miksując barwy, nigdy się nie myli. Czy można w przyrodzie spotkać dysonans kolorystyczny? Nie, zawsze panuje harmonia. To stąd malarze uczą się formy, faktury i barwy.

Na drugą część pytania muszę odpowiedzieć zdecydowanie NIE, człowiek nie tylko nie może tego robić, ale wręcz jest to zabronione. Czy jest na świecie malarz, który oddałby piękno przyrody w całej jej krasie? Ja nie znalazłam takiego dzieła, nawet analizując dzieła najlepszych mistrzów. To tylko marne namiastki cudownej rzeczywistości.

M.O.: Pracujesz też na Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Szamotułach, co tam robisz?
M.R.: Prowadzę zajęcia z malarstwa. Ponadto staram się przybliżyć nieco wiedzy z zakresu historii sztuki i uczę patrzenia. Myślę, że ogromnym zaniedbaniem naszych czasów jest brak umiejętności patrzenia, dostrzegania szczegółu, a tym samym niedostrzeganie piękna.

M.O.: Obie jesteśmy już seniorkami i ciągle widzę w Tobie te same piękne, błyszczące oczy, przez które patrzy Twoja artystyczna dusza. Co teraz robisz? Jakie masz plany?
M.R.: Oprócz zajęć z seniorami, uczniami prowadzę zajęcia z malarstwa dla dzieci ze szkoły specjalnej. Dzieci te uczestniczą jako wykonawcy na gali rozdania nagród konkursu „Znaki wiary” – to fantastyczna forma integracji osób zdrowych i upośledzonych.

Moje plany to na dzień dzisiejszy raczej marzenie – chcę powołać pracownio-galerię, do której każdy mógłby przyjść, zrobić choć malutki krok w kierunku poznania sztuki i twórczości. Pracownia mogłaby leczyć różnym rodzajem sztuki malarstwem, muzyką, poezją, tańcem. A wszystko po to, by nasze życie stawało się bogatsze i piękniejsze.

 

Wywiad przeprowadziła Maria Orwat, a ukazał się on w papierowym wydaniu: Gazeta Senior 1/2018.  Po więcej inspirujących wywiadów zapraszamy do kolejnego numeru. 

Przypominamy, że Gazeta Senior jest dostępna w płatnej prenumeracie za pośrednictwem Poczty Polskiej, a zamówienie można składać w każdej placówce pocztowej na terenie całego kraju do 25 lutego 2018 r. Więcej informacji TU.

 

CATEGORIES
TAGS
Share This

COMMENTS

Wordpress (0)
Disqus (0 )