Michał Bajor: nie mam ciśnienia na popularność

Michał Bajor: nie mam ciśnienia na popularność

Charakterystyczna twarz i charakterystyczny głos, trudny do pomylenia z innym artystą. Z Michałem Bajorem – aktorem i piosenkarzem, znanym z takich przebojów, jak m.in. „Taka miłość w sam raz”, „Nie chcę więcej”, „Ogrzej mnie” – rozmawia Magda Wieteska.

Michał Bajor pochodzi z Opola, z aktorskiej rodziny – jest synem Ryszarda Bajora i starszym bratem Piotra Bajora. To laureat wielu nagród i wyróżnień, na estradzie zadebiutował w 1973 r., zdobywając główną nagrodę na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. Wciąż nagrywa płyty i koncertuje. Na ostatniej płycie pt. „Od Kofty… do Korcza” znajdują się najważniejsze utwory w muzycznym życiu artysty.

Magda Wieteska: „Najlepszy aktor wśród piosenkarzy i najlepszy piosenkarz wśród aktorów” – tak możemy przeczytać na Pana stronie internetowej. W której roli lepiej się Pan czuje – występując na deskach teatru, na planie zdjęciowym czy podczas koncertów?
Michał Bajor: Myślę, że po tylu latach pracy mogę pozwolić sobie na stwierdzenie, że najlepiej czuję się jako Michał Bajor. I to zarówno na scenie, estradzie, w filmie, czy w telewizji. Sądzę, że jeśli chodzi o moją działalność artystyczną, zapracowałem sobie na to, że jestem jakimś znakiem wywoławczym dla tych na „tak” i dla tych na „nie”. Na pewno też udowodniłem wielokrotnie, że w każdej z tych wymienionych w pytaniu dziedzin starałem się i wciąż staram zagrać rolę czy zaśpiewać piosenkę, jak najlepiej potrafię i zawsze z bardzo poważnym podejściem do mojej publiczności.

M.W.: Wychował się Pan w aktorskiej rodzinie. Czy myślał Pan kiedykolwiek o innym niż artystyczny pomyśle na siebie?
M.B.: Wychowałem się w rodzinie pedagogiczno-artystycznej. Wszyscy bliscy i ja również wiedzieliśmy, że będę na scenie, ale miałem też plany zostania nauczycielem, gdyby mi się nie powiodło artystycznie. W sumie pedagog to też w jakimś sensie aktor, który musi wiarygodnie zagrać swoją rolę przed całą klasą słuchaczy (uśmiech).

Michał Bajor

Michał Bajor – płyta pt. „Od Kofty… do Korcza

M.W.: Po raz pierwszy wystąpił Pan publicznie, jako mały chłopiec, w roli wilka w przedstawieniu „Czerwony Kapturek”. Pamięta Pan tę rolę? Miał Pan tremę? Jaka była reakcja publiczności?
M.B.: To było w teatrzyku, który prowadził mój Tato. Musiałem być wiarygodny, bo dzieci były bardzo przejęte, oglądając mojego wilka i trochę się go bały, ale na końcu zdejmowałem lalkową głowę drapieżnika, pod którą była moja głowa i wszystkie dzieci się śmiały. Dostawaliśmy też, jako młodzi aktorzy, pierwsze honorarium w postaci cukierków krówek (śmiech).

M.W.: Jako zaledwie 17-latek wystąpił Pan w filmie „Wieczór u Abdona” razem z wielką Beatą Tyszkiewicz. Zagrał Pan jej… kochanka. Jak Pan wspomina to doświadczenie?
M.B.: O, to wspaniałe wspomnienia. Po pierwsze to debiut telewizyjny światowej dziś sławy Agnieszki Holland, a po drugie wspomniana królowa ekranu, Beata Tyszkiewicz, której zbierałem zdjęcia w liceum. Wszystkie chłopaki w klasie mi zazdrościli. Obie Panie bardzo mi doradzały i były niezwykle serdeczne i pomocne. Tak, to bardzo wspaniały okres, pełen wrażeń i emocji na prawdziwym planie filmowym. I tam właśnie Beata Tyszkiewicz po zakończonych zdjęciach powiedziała mi, cytuję: „Zedrzesz, dziecko, buty w filmie”. I wywróżyła. Zagrałem potem w kilkunastu filmach u najwybitniejszych polskich reżyserów, a także w filmie niemiecko-węgierskim i bułgarskim. Ten pierwszy pt. „Hanussen” nominowany był do Oskara, w kategorii filmów zagranicznych, więc to też była dla mnie ogromna satysfakcja.

M.W.: Na Pana koncertach pojawia się zawsze więcej kobiet niż mężczyzn. Bilety szybko się rozchodzą. Czy przygotowując się do występów, myśli Pan o swojej publiczności? Chyba inaczej śpiewa się dla damskiej widowni niż dla męskiej czy mieszanej…
M.B.: Na całym świecie to właśnie kobiety tworzą kulturę, bo mają na to, co naturalne, więcej wyobraźni, ale też i czasu. Trudno oczekiwać, żeby facet, który zajmuje się utrzymaniem domu, zabezpieczeniem rodziny, planowaniem przyszłości dzieci, po pracy wracał do domu, siadał w fotelu i puszczał płyty z piosenkami literackimi albo szedł wieczorem na tego typu koncert. I ja to rozumiem. Ale czasami po koncercie spotyka mnie niespodzianka, bo przyprowadzony przez żonę z okazji np. rocznicy ślubu mówi mi przy autografach, że nie przepadał za takimi piosenkami, ale przyjdzie za rok. To cieszy, bo kontakt z artystą i tym repertuarem na żywo powoduje zupełnie inne emocje.

M.W.: Czy ma Pan swój ulubiony utwór z własnego repertuaru?
M.B.: Och, nie potrafiłbym dzisiaj odpowiedzieć na takie pytanie. Już nie. Kilkadziesiąt ról, dwadzieścia płyt, kilkaset piosenek. Bez szans. Dzisiejszy młody artysta posiadający na swoim koncie dopiero np. dwie płyty i trzy role, może się odnieść do takiego wyboru ulubionej piosenki czy roli. Na pewno większość piosenek, które nagrałem, chciałem zaśpiewać. Może parę wykonałem z powodu jakiegoś ukłonu w stronę autorów, a potem odrzuciłem, ale tym bardziej są w zapomnianej szufladzie historii mojego repertuaru.

Michał Bajor

Michał Bajor – płyta pt. „Od Kofty… do Korcza

M.W.: Jest Pan bardzo popularnym artystą. Czy ta rozpoznawalność dała się Panu kiedyś we znaki?
M.B.: Nigdy nie miałem ciśnienia na popularność. Bardzo szybko musiałem się jednak do tego przyzwyczaić. Mam bardzo charakterystyczną twarz, jak i również repertuar. W sumie wszędzie, gdzie bywam, jestem rozpoznawalny. Ludzie na osoby publiczne reagują bardzo różnie, ale w większości sympatycznie. Myślę, że nawet jak nie przepadają za danym wykonawcą, to wolą udać, że go nie znają, niż okazywać niechęć. I dobrze. Oczywiście czasami chce mi się wmieszać w anonimowość, ale prawie nigdy się to nie udaje. Dlatego tak lubię zagraniczne podróże, gdzie większość osób mnie nie zna, a polscy turyści są na obczyźnie podwójnie mili dla swoich artystów.

M.W.: Jak Pan wypoczywa, ładuje akumulatory?
M.B.: Sen, obowiązkowo 9 godzin, od dziesięcioleci. Dobre kino, muzyka, książka. Spotkania z przyjaciółmi i wspomniane w poprzedniej odpowiedzi podróże, które chyba najbardziej mnie mobilizują. I regularne ćwiczenia fizyczno-terapeutyczne podtrzymujące moją formę.

M.W.: Marzenia Michała Bajora?
M.B.: Jeżeli mógłbym teraz sobie czegoś życzyć, to zatrzymania jak najdłużej tego, co mam teraz, od zdrowia, przez spokojną karierę, do kolejnych realizacji marzeń, czego życzę i Pani, i Czytelnikom.

M.W.: Dziękuję w imieniu swoim i Czytelników. I życzę spełnienia pragnień!

Wywiad ukazał się w papierowym wydaniu: Gazeta Senior 8/2018.

CATEGORIES
TAGS
Share This

COMMENTS

Wordpress (0)
Disqus (0 )