Moje koleżanki 60+

Jest pedagogiem specjalnym, andragogiem i gerontologiem, a od kilku miesięcy – nowym kierownikiem Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Uniwersytecie Wrocławskim.
Autorka ponad 40 publikacji naukowych dotyczących głównie starości. Prowadziła badania wśród polskich seniorów emigrantów w Szwecji.
Dr Małgorzata Malec-Rawiński w rozmowie z Lindą Matus opowiada  o planach na nową kadencję w jednej z najstarszych placówek w kraju. O swojej wizji, marzeniach i pierwszych projektach dla seniorów.

dr Małgorzata Malec-Rawiński

Początki

Linda Matus: Jak czuje się Pani w roli nowego kierownika UTW w UWr.?
Małgorzata Malec-Rawiński: „Odziedziczyłam” ten uniwersytet mając tyle lat, ile ten uniwersytet i być może to jest dobra wróżba. Mimo że jestem związana z tą placówką już od wielu lat, to będzie dla mnie spore wyzwanie.

L.M.: Od kiedy jako badacz zajmuje się Pani starością i starzeniem się?
M. M-R.: W zasadzie od czasu, kiedy zaczęłam pracować na uniwersytecie i poznałam dr Wnuk. Zaczęłyśmy współpracować przy projektach związanych ze starością.
 
L.M.: Czy to był pierwszy kontakt ze starością w kontekście naukowym?
M. M-R.: Tak i to ona zauważyła, że ten temat mnie interesuje. Można powiedzieć, że zaraziła mnie starością, co brzmi nieco przewrotnie. Już wtedy dr Wnuk, która odchodziła na emeryturę, zachęcała mnie do wzięcia pod swoje skrzydła naszego UTW. Ale aby być tutaj dla seniorów, trzeba mieć doświadczenie, znać potrzeby, oczekiwania i problemy, z którymi seniorzy się zmagają. A ja nie czułam się wtedy gotowa.
Tak wyglądały moje początki. Starość mnie zafascynowała i badawczo poszłam za tym. Seniorzy mają w sobie ogromny potencjał mądrości, wiedzy, doświadczeń. Badania dały mi możliwość przygotowania się do tej roli. To była mnie duża lekcja pokory.
 
L.M.: A dziś?
M. M-R.: Kiedy to pytanie wróciło po 10 latach, w chwili kiedy kończyła się kadencja poprzedniemu kierownikowi dr. Kobylarkowi, musiałam ponownie rozważyć tę kwestię. Przyznaję, że „kosztowało mnie to kilka nieprzespanych nocy”, ale ostatecznie to pan Rektor podjął decyzję i sam zaproponował nowe stanowisko, a ja tym razem odpowiedziałam – tak. W UWr wszystkie miejsca mają swoją kadencyjność,  także w UTW,  które jest w strukturach UWr,  a zmiany co jakiś czas są potrzebne.
Gdy wchodzi się na „rozpędzony statek”, bo takim jest nasz uniwersytet, to trzeba zweryfikować, co dzieje się tu dobrego, co jest ważne z punktu widzenia słuchaczy i co warto kontynuować, a co ewentualnie poprawić. Dużym atutem tego miejsca jest fakt, że placówka została oddana w ręce seniorów i jej działanie jest napędzane ich energią. Chcę pokazać, że ja tu jestem dla nich i chcę im oddać tę przestrzeń we władanie.
 
L.M.: Dwie rzeczy, które chciałaby Pani zrobić na pewno.
M. M-R.: Chciałabym bardziej otworzyć uniwersytet trzeciego wieku na otaczający go świat. Abyśmy nie byli zamknięci w czterech ścianach uczelni, a nasi słuchacze, którzy są wizytówką tej placówki, mieli szansę zostać zauważeni.
Pierwsza taka współpraca już się narodziła. Dzięki pani Beacie Rakowskiej z Wrocławskiego Teatru Współczesnego słuchacze UTW będą brali udział w warsztatach teatralnych, które pani Beata zrealizuje na deskach wspomnianego teatru. Zaprosiłam także Ilonę Zakowicz i jej grupę dyskusyjną, aby tę inicjatywę kontynuowała pod szyldem Cafe UTW.
Dużym wyzwaniem jest dla mnie zmiana kobiecego wizerunku UTW. Często mówi się, że uniwersytet trzeciego wieku ma twarz kobiety, i to prawda. Zadaję sobie pytanie, co zrobić, aby więcej mężczyzn znalazło się w naszym gronie. To z pewnością będzie wymagało stworzenia męskiej oferty. Chcę przeprowadzić diagnozę potrzeb i stworzyć propozycję nowych zajęć ze szczególnym uwzględnieniem oczekiwań panów, aby w perspektywie kolejnych lat wyjść z pomysłami, które będą dla nich interesujące.
Z drugiej strony mam świadomość, że ilu słuchaczy, tyle potrzeb.

Inspiracje

L.M.: Pomówmy o doświadczeniach, które są dla Pani inspiracją do wprowadzenia zmian.
M. M-R.: Przez wiele lat „krążę” wokół tematu starości, starzenia się oraz miejsca seniorów w społecznościach lokalnych, a w 2010 r. otrzymałam stypendium Swedish Institute, gdzie prowadziłam badania wśród seniorów imigrantów. Przyglądałam się, jak starość wygląda w Szwecji.

L.M.: Jakie spostrzegła Pani najważniejsze różnice?
M. M-R.: Najbardziej zaskoczyło mnie, że w Szwecji prawie w ogóle nie mają uniwersytetów trzeciego wieku. Wydawać się to może dziwne, bo to rozwinięty kraj. W dodatku, jak wskazują różne rankingi, najlepiej zestarzeć się w Szwecji. W sumie naliczyłam tam trzy takie placówki. Dzieje się tak pewnie dlatego, że szwedzcy seniorzy są wtopieni w społeczeństwo, są równoprawnymi członkami społeczeństwa. Stąd też moja ogromna chęć wyjścia z naszymi seniorami poza mury uczelni. Bo to ludzie, którzy wciąż mają coś ciekawego do pokazania, do podzielenia się swoimi bogatymi i różnorodnymi doświadczeniami z młodszymi pokoleniami, a przede wszystkim ciekawi świata i mocno zaangażowani w poznawanie nowych rzeczy – uczenie się.
Co ważne, w Szwecji uczenie się przez całe życie nie jest tylko pięknym hasłem. Na uniwersytecie sztokholmskim w tej samej ławce siedziałam ja i pani, która ma 65 lat i również była zainteresowana zrobieniem doktoratu. Obie miałyśmy do niego takie samo prawo.
Innym pomysłem, który chciałabym zaczerpnąć ze Szwecji, jest wolontariat seniorów w szkołach. Dzięki temu nauczyciele otrzymują wsparcie od starszych osób, a dzieci obcują z przyszywaną babcią lub dziadkiem i uczą się starości. Dlaczego to jest takie ważne? W Szwecji nie ma domów wielopokoleniowych, młodzież szybko opuszcza rodzinne gniazdo, a rodzinność nie jest tak silnie kultywowana, jak w naszym kraju. Można powiedzieć, że Szwedzi mają rodzinę społeczną, z którą niekoniecznie wiążą ich więzy krwi. Oczywiście w tym miejscu trzeba dodać, że każda kultura ma swoje plusy i minusy, ale w Polsce zaczynamy obserwować podobne zjawiska.
Ciekawostką jest, że seniorzy w Szwecji wyglądają bardzo młodzieżowo, choć nie farbują włosów i nawet niewiele kobiet się maluje. Sporo starszych osób ubiera się na sportowo,  noszą plecaki i wygodne buty. Na szwedzkich siłowniach seniorzy ćwiczą obok młodych osób i nikt się temu nie dziwi. W miejscach publicznych mamy tam cały przekrój wiekowy. Opieka nakierowana jest na utrzymanie samodzielności i wspieranie seniora w jego miejscu zamieszkania do najpóźniejszej starości.
To pokazuje, że wiek naprawdę nie ma znaczenia. To jest kwestia chęci komunikowania się, wyrażania swoich potrzeb. Każdy etap naszego życia jest obarczony jakimiś zadaniami, ale to my albo wykonujemy te zadania, albo nie.

Przyszłość wrocławskiego UTW – marzenia
 
L.M.: Jak wyobraża sobie Pani przyszłość wrocławskiego UTW?
M. M-R.:  Aby był bardziej międzygeneracyjny i w przyszłości stał się jednostką badawczą dla młodych ludzi, którzy chcą nauczyć się starości i mieć także koleżanki i kolegów 60+.
W swojej pracy zajmowałam się także aktywizacją społeczności lokalnych. Jestem przeświadczona o tym, że mniejsze miejscowości czy wsie potrzebują wsparcia, bo miasta się obronią.  Dlatego napisaliśmy projekt, który, jeżeli zostanie pozytywnie rozpatrzony, pozwoli nam „wyciągnąć rękę” do mniejszych uniwersytetów, właśnie takich, którym często brakuje możliwości rozwoju. Nasz UTW, jako lider z dużym doświadczeniem i zapleczem np. kadrowym, może się tym podzielić.
Chodzi mi po głowie współpraca z akademią sztuk pięknych. Choć jestem badaczką, to drzemie we mnie duch niezrealizowanej artystki. Tutaj już powstają piękne rzeczy, a ich autorzy mogliby posmakować bycia na innej uczelni i poznania mistrzów tego zawodu.
Myślę również o współpracy z politechniką w kontekście przyciągnięcia panów.
Jeżeli chodzi o współpracę z biznesem, to jestem zainspirowana filmem pt. „Praktykant”. Być może to jest jakiś pomysł na przyszłość, aby dawać podobne możliwości poprzez nasz uniwersytet trzeciego wieku. Mogłyby to być szkolenia, dzięki którym seniorzy nabyliby kompetencje, które pozwoliłyby im być przydatnymi w biznesie. UTW mógłby być pomostem, który „przywraca” ich do życia we współczesnym świecie społeczeństwa uczącego się, daje niezbędne dziś umiejętności społeczne, pewność siebie i możliwość podpatrywania rówieśników.

L.M.: Odnoszę wrażenie, że te wyzwania są źródłem wielu radości.
M. M-R.: Gdybym mogła robić tylko to w życiu, to robiłabym to z dwojoną energią i jeszcze większą przyjemnością, ale niestety nie zdjęto ze mnie innych obowiązków jako adiunkta. To taki mój mały postulat do pana rektora. Bo dla mnie bycie kierownikiem UTW to stawanie się, w kontakcie z seniorami, kimś więcej niż było się wczoraj. To bycie sobą z szacunkiem dla innych, ich umiejętności, wykonywanej pracy, wiedzy, mądrości i doświadczeń, które każdy z nas nosi w sobie. To ciągłe uczenie się w wielu obszarach. To inspiracja do poszukiwania nieodkrytych jeszcze „lądów”, do których warto „popłynąć”, a to wszystko wymaga czasu.

fot. Bogusław Rawiński

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany