Moje miejsce zamieszkania – moja mała ojczyzna

Moje miejsce zamieszkania – moja mała ojczyzna

Pani Irena Kawczyńska, wrocławianka, słuchaczka Uniwersytetu Trzeciego Wieku UWr, uczestniczka warsztatów dziennikarskich, została laureatką konkursu pt. „Moje miejsce zamieszkania – moja mała ojczyzna” skierowanym do dolnośląskich seniorów. Gratulujemy i poniżej zamieszczamy wyróżnioną pracę wraz ze zdjęciami wykonanymi przez autorkę.

Wrocław jest od prawie 50 lat moim domem i nie wyobrażam sobie, bym to zmieniła. Przyjechałam tutaj po maturze ze Szczecina – miasta pięknego i ciekawego. Żal było opuszczać, ale jak to w młodości – nowe fascynuje.
Wrocław zauroczył mnie niemal od razu, bo miał, jak i Szczecin, moc zieleni i wody. Nie zwróciłam uwagi na brzydkie kamienice i rosnące betonowe osiedla – liczyli się ludzie młodzi tak jak ja, weseli, szczęśliwi. Bo Wrocław był i jest miastem młodości. To mnie niezmiennie zachwyca.
Lubię chwalić się moim miastem, puchnę z dumy, gdy odwiedzający mnie przyjaciele podziwiają np. nasz Rynek czy odnowiony gmach Opery. Pamiętam, jak po Rynku jeździły tramwaje, a potem, z upływem lat stawał się miejscem spotkań, spacerów i imprez.
To tu właśnie umawiamy się ze znajomymi na kawę, tutaj rozpoczynają się przewodnickie wycieczki po mieście, imprezy muzyczne.

Ale najpiękniejsze miejsca dla mnie to nasze parki, a mamy ich dużo. Kocham Ogród Botaniczny, w którym spędzam wiele czasu z książką i aparatem fotograficznym. Na Ostrowiu Tumskim, na mostku umawiałam się na randki jak wielu, wielu młodych od zawsze do teraz. To magiczne miejsce. Podobno jest tu czakram mocy, jeden z niewielu na ziemi.
Wspomniany Ogród to jak kamień szlachetny w pierścionku miasta. Tutaj studenci spokojnie uczą się, mając do dyspozycji dziesiątki ławek ze stolikami w cichych zakątkach, tutaj mamy z wózeczkami uciekają od zgiełku miasta. A gdzie zobaczymy zabytkowe latarnie gazowe, które każdego wieczora zapala ręcznie tajemniczy czarny pan?
Tak, zdecydowanie moje ulubione od zawsze miejsca to nasze parki.
I rzeki – mamy przecież we Wrocławiu Odrę, Oławę, Ślężę i Widawę. A na nich niepowtarzalne duże i mniejsze ciekawe mosty i urocze kładki.

Bez zieleni parków miasto nie byłoby tak atrakcyjne i przyjazne naszym potrzebom.
Parki – Południowy, mój najmilszy, i inne mają po ponad 100 lat. Ogromne, nieraz egzotyczne drzewa, stawy – to miejsca odpoczynku, ale i aktywności fizycznej. Nie dziwią już grupy ludzi ćwiczących jogę albo tai chi, wędrujących z kijaszkami.
Wspomnę drugi mój ulubiony – to Park Wschodni, do niedawna znany tylko ludziom z jego pobliża, a teraz gdy jest zadbany, staje się miejscem ucieczki od gwaru miasta, bo nie jest typowym parkiem z alejkami, bardziej przypomina las. Na Oławce w nim płynącej są łabędzie i inni wodni mieszkańcy, a w gąszczu starych drzew dziesiątki ptaków wyśpiewują swoje trele. Można zapomnieć, że niedaleko tętni niespokojnym życiem wielkie miasto. Wspomnę Park Szczytnicki – najpiękniejszy. Ponoć plasuje się w pierwszej dziesiątce parków w Europie. To była moja pierwsza fascynacja, wracam w to miejsce często i prowadzę tam zawsze moich przyjezdnych przyjaciół.
Oczywiście zauważam inne walory mego miasta, bo pięknieją stare domy pieczołowicie remontowane. Zauważam wznoszące się nowe budynki, choć to akurat nie zawsze mnie cieszy z różnych powodów (jednym z nich jest ból, gdy widzę wycinkę pięknych drzew).

Kocham moje miasto również za niepowtarzalną możliwość uczestniczenia w ważnych wydarzeniach kulturalnych, a zwłaszcza muzycznych. Tu też mam powód do dumy, gdy z odległych miejsc przyjeżdżają znajomi na koncerty Wratislavia Cantans, na Jazz Nad Odrą, Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Dialog”, PPA i inne ważne wydarzenia kulturalne. Nie bez powodu w roku 2016 będziemy Europejską Stolicą Kultury.
Wiele jest miejsc w moim mieście, które można nazwać magicznymi – takie są one dla mnie.
Warto chodzić na wycieczki po mieście z przewodnikami, bo nawet mieszkając tu całe życie wciąż można odkryć coś nieznanego.
Które miasto, tak jak nasze, ma Dzielnicę Czterech Wyznań? Które ma ponad 100 mostów?
Nieraz będąc w jakimś małym miasteczku z jego ciszą, ładem i spokojem, pomyślałam przez moment – „fajnie byłoby tu mieszkać na stare lata”. Ale nie – to we Wrocławiu jest MÓJ DOM. W hałaśliwym, pośpiesznym, z korkami na ulicach. Tutaj żyje się barwnie i energicznie.
A gdy zmęczy ten hałas i spaliny, zawsze można uciec na moje zielone wyspy, jakimi są parki, które znalazłam 50 lat temu; do filharmonii, na koncerty w Akademii Muzycznej – to doskonałe ładowanie akumulatorów. Polecam.

tekst i foto: Irena Kawczyńska

fot1 - Kopia fot3 - Kopia fot2 - Kopia

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany