Najpiękniejsze wiersze o wrocławskich rzekach

„Rzeko dzieciństwa, rzeko z tatarakiem”, „co z gór wypływasz i zdążasz do morza”, „rankiem tajemnicza, figlarna południem” – to fragmenty zwycięskich wierszy na najpiękniejszy utwór poetycki o wrocławskich rzekach. Rzekach, które „są grodu ozdobą”.

14 października 2016 roku w Centrum Seniora odbył się finał konkursu literackiego na najpiękniejsze wiersze, których tematem przewodnim były rzeki Wrocławia. – Nadesłane prace cechowały się dużą ekspresyjnością, były pełne emocji i jednocześnie nostalgii. Zachwyciły jury, które miało problem z przyznaniem trzech pierwszych miejsc – mówiła Ewa Rapacz, prowadząca konkurs.
Tematyka utworów wpasowana została w zaaranżowaną scenerię, która oddała atmosferę piękniej jesieni z poszumem płynącej rzeki. Zwycięzcami konkursu zostali: pan Tadeusz Gałgan (pierwsze miejsce), pani Leokadia Bajrakowska (wyróżnienie) oraz panie Agnieszka Dubaniowska i Renata Zagajczyk-Kociemska (ex aequo trzecie miejsce).

Konkurs literacki - finał

Nie taki ze mnie Gałgan

Z Tadeuszem Gałganem, laureatem konkursu literackiego rozmawiają Helena Zuterek i Linda Matus

Konkurs literacki - finał

Od lewej Helena Zuterek, Tadeusz Gałgan, Linda Matus. Wywiad z laureatem nagrody głównej Panem Tadeuszem Gałganem podczas uroczystości wręczenie dyplomów.

Linda Matus: Od dawna zajmuje się Pan poezją?
Tadeusz Gałgan: Nie zajmowałem się w swoim życiu poezją, bo nie miałem na to czasu. Z zawodu jestem kierowcą mechanikiem. Poszedłem na emeryturę i pierwszy raz spróbowałem swoich sił w konkursie organizowanym przez Kaufland. Udało się, dostałem nagrodę, to była płyta z poezją. Od tego się sprawa zaczęła. Brałem udział w różnych konkursach i przynosiły to rezultaty. Mam ze trzydzieści dyplomów. Nie tylko wrocławskie, ale i ogólnopolskie. Na przykład w Bydgoszczy, w konkursie organizowanym przez panią Barbarę Olszewską prowadzącą fundację Arka Bydgoszcz – w ich konkursie zająłem kilka razy punktowane miejsca. Nagrodą był wyjazd, a nawet kilka.

L.M.: Poezja to jest także metoda na ciekawe życie na emeryturze.
T.G.: We Wrocławiu 90-tka organizowała konkurs wspomnieniowy. Zająłem tam pierwsze miejsce. W konkursie Biblioteki Dolnośląskiej otrzymałem kilka dyplomów w konkursach wspomnieniowych.

L.M.: Z takim niedowierzaniem Pan o tym mówi. Czy temat tego konkursu, czyli rzeki Wrocławia, miał znaczenie?
T.G.: Mieszkam we Wrocławiu od 1962 r. Rzeki Wrocławia nie są mi obce, coś o nich wiem. A w czynnej służbie wojskowej byłem marynarzem, stąd te powiązania, które trochę ułatwiły mi pracę.

L.M.: Czy prace powstają pod temat, czy najpierw do szuflady, a później są wyciągane na światło dzienne w odpowiednim momencie?
T.G.: I tak, i tak. Konkursy mobilizują mnie, aby coś napisać. Choć czasami, jak mam przerwę we śnie, coś mi przychodzi do głowy. Należy to zapisać, bo jak nie zapiszę, to już sobie nie przypomnę. Więc trzeba wstać i zapisać tę myśl. Gdy mam już tę myśl na papierze, to wtedy wszystko mi się przypomni.

Helena Zuterek: Coś niebywałego – w środku nocy!
T.G.: To należy do przyjemności, bym powiedział.

L.M.: Czy to jest Pana jedyne emeryckie hobby? Czy ma Pan jeszcze inne pasje?
T.G.: Podróże, dokąd zdrowie dopisuje, a mam już blisko 79 lat.

H.Z.: Pan chyba żartuje!
T.G.: To widać.

L.M.: Właśnie nie widać.
T.G.: Jestem człowiekiem przedwojennym, urodziłem się w czerwcu 1938 roku w pięknej miejscowości na obrzeżach Kazimierza Dolnego. A Kazimierz to jest miejsce artystów i malarzy. Ta wrażliwość u mnie tam się wytworzyła.

L.M.: To skąd ten zawód, iście techniczny?
T.G.: To jest temat na książkę, którą już napisałem i opracowałem u introligatora, żeby to nie zostało zatarte. Wydałem także legendę o swoim nazwisku. To rzadko spotykane nazwisko Legenda mówi o królu Kazimierzu i jego sympatii Esterce, a całość jest powiązana z moim nazwiskiem.

H.Z.: Mam dobrą rękę do debiutów.
T.G.: Wykształcenie zdobyłem, już pracując. Takie były czasy, nawet nauczyciele nie mieli odpowiedniego wykształcenia. O tym się dzisiaj nie mówi, ale my, starsi ludzie, byliśmy tego świadkami. Ja na przykład pamiętam zapalenie pierwszej żarówki w mojej miejscowości. To było 1952 r. Wcześniej lekcje odrabiałem przy lampie naftowej. Dokąd żyję, można te wiadomości wydobyć.

L.M.: Proszę pisać, zachować to dla potomnych.

Niecnota 

Wrocławiu, Wrocławiu,
Wrocławiu niecnoto
Zwabiłeś tu rzeki
Urzekłeś pieszczotą.
Kochają się w tobie
Niczym w królewiczu
Są grodu ozdobą
I częstych też zgrzytów
Pienią się niezmiernie
Przy każdej zaporze
Żadna nie chce odejść
By zasilić morze
Tobie służą wiernie
A my korzystamy
Żagle naszych łodzi
Chętnie napinamy.
Bielą się trójkąty
W lustrzanej przestrzeni
Szanty marynarskie
Wrocław bardzo ceni.
A tych siedem rzek
Jak siedem kochanek
Kocha teraz Wrocław
I marynarz Janek.

źródło: Gazeta Senior Wrocław/Dolny Śląsk listopad- grudzień 2016 r. 

foto. Michał Dębiński

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany