Najważniejsze to nie drzewieć!

Najważniejsze to nie drzewieć!

Znana i lubiana. Starsze pokolenie od razu kojarzy ją z pamiętną rolą Jagny w „Chłopach”, młodsze – głównie z serialami: „Na dobre i na złe”, „Pierwsza miłość”, „Barwy szczęścia”, „Galeria”.
Ma 76 lat i nadal czynnie uprawia aktorstwo – gra nie tylko w filmach i serialach, ale również w teatrach, występuje też w objazdowym Babskim Kabarecie. Cztery razy wychodziła za mąż, ma dwie wspaniałe córki i… wiele planów na przyszłość. Z Emilią Krakowską rozmawia Magda Wieteska.

Magda Wieteska: Wielu aktorów mówi, że wcale nie chcieli być aktorami, ale tak się ich losy potoczyły… Tymczasem Pani już w wieku 8 lat wiedziała, że chce być aktorką.
Emilia Krakowska: Nie, nie wiedziałam, ale marzyłam, żeby nią zostać. Chociaż miałam też alternatywę, bo gdy mama mnie zapytała, co będę robić, gdybym jednak nie została aktorką, od razu odpowiedziałam: To będę pracować w sklepie. A dlaczego właśnie w sklepie? Bo będą przychodzili do mnie ludzie, a ja ich będę pytała: „Co dla pani, co dla pana, czym mogę służyć?”. Drugie zdanie mojej mamy, które pamiętam odnośnie tego tematu, brzmiało: Jeśli chcesz być aktorką, interesuj się wszystkimi dziedzinami życia (sztuką, kulturą, sportem), bo nie wiadomo, jaką rolę przyjdzie ci zagrać.

Chłonąc i obserwując życie według wskazań mamy cieszyłam się, że kiedy otrzymywałam propozycję ról czy to dentystki czy chłopki, nie sprawiało mi kłopotu przygotowanie się do nich. Pamiętam, jak moja wieloletnia dentystka, gdy zagrałam rolę dentystki u Andrzeja Wajdy, powiedziała mi: „Ach, Emilko, niby miałaś zamknięte oczy, a ty mnie obserwowałaś!”.
Interesowałam się sportem, tańczyłam, pływałam, skakałam ze spadochronem, grałam w tenisa, wiosłowałam. W AZS-ie należałam do czwórki ze sternikiem.
Zainteresowanie ludźmi, światem, kulturą, sztuką procentowało i procentuje mi do dziś.

M.W.: Jest Pani nadal w świetnej formie, co widać na scenie Wrocławskiego Teatru Komedia. Szczupła, szybka, zwinna…
E.K.: Ale nie zawsze tak było. W pewnym momencie pomyślałam sobie, że skoro jestem wygimnastykowana, uwielbiałam tańczyć, pływać (przez wiele lat nosiłam w torebce kostium kąpielowy, bo zawsze mógł się przydać, i przydawał się) – że to mi wystarczy, uważałam, że to będzie na zawsze. Więc ograniczyłam spacery, wędrówki. I co się okazało? Że jestem niesprawna, zaczynam drzewieć! (o tym drzewieniu pięknie powiedział Goethe, że jak człowiek stoi w miejscu to drzewieje).
Powróciłam więc do aktywności fizycznej. Bardzo motywowała mnie w tym moja córka, która jest wspaniałą rehabilitantką. Jest też doskonałym psychologiem. Poinformowała mnie, że jej 85-letnia pacjentka zapytała: Czy pani mamusia też się gimnastykuje tak jak ja? Taką moja córka miała metodę pedagogiczno-wychowawczą!

M.W.: Zachowanie dobrej formy pomimo upływu lat to nie tylko dbałość o kondycję fizyczną…
E.K.: Oczywiście! Trzeba mieć jeszcze zainteresowania i obowiązki.

M.W.: Obowiązki? Na emeryturze? Przecież to okres, kiedy ludziom właśnie odpadają obowiązki i mają wolny czas.
E.K.: Kochanie! To wam, młodym się wydaje, że jak dojdziecie do emerytury, to wszystkie obowiązki wam odpadną. My musimy to wszystko nadal kontynuować, ale trochę wolniej. I tym sposobem wszyscy nie mamy czasu.
Jeżeli podczas czynnego zawodowo życia nie mamy dodatkowych zainteresowań, tylko wyłącznie to, co jest związane z wykonywanym zawodem, to po odejściu na emeryturę nie wiemy, co ze sobą zrobić. I dlatego wielkim osiągnięciem społecznym jest organizacja uniwersytetów trzeciego wieku.
Bardzo ważne jest również to, aby czerpać z doświadczeń seniorów. Teraz nie cenimy tego, co się nazywa doświadczeniem. Wolimy postukać w komputer i znaleźć potrzebne nam informacje. Nie jestem wrogiem cywilizacji, ale wykorzystujmy nowe technologie tylko w takim zakresie, w jakim nam są potrzebne. Basia Kraftówna oszczędza swoją obecność przy komputerze, bo naciskając ten guzik musi czekać, a czas tak szybko biegnie.
Dbać o zdrowie, zmysły, żeby odczuwać świat – to jest nasza najlepsza modlitwa i dziękczynienie za życie.

M.W.: A propos zmysłów, zmysłów miłości, namiętności – miała Pani czterech mężów…
E.K.: I mam dwie wspaniałe córki. Jestem bardzo szczęśliwą matką. Moje córki marzyły i dążyły do tego, aby stworzyć swoje domy i rodziny. I udało im się, mają wspaniałych mężów.
A z moimi mężami – mogę powiedzieć, że ich marzenia nie pokrywały się z moimi. Nie wiedzieć czemu mężczyźni zawsze pragnęli pojąć mnie za żonę, jakby widzieli we mnie wzór małżeńskich cnót. Ale to były ich pragnienia i tęsknoty. Mój zawód nie należy do łatwych, jest też czasochłonny. Dlatego też wybierałam mężów niepracujących w mojej branży. Poza tym bywam czupurna.

M.W.: Na hasło „dzieciństwo” widzi Pani…
E.K.: Ja jestem dziecko wojny. To są straszne i traumatyczne wspomnienia. Moje dzieciństwo to był Poznań pod okupacją niemiecką. W miejscach publicznych nie wolno było używać języka polskiego. Mieszkałyśmy z mamą w strasznych warunkach, wysiedlono nas, gnieździłyśmy się po piwnicach, komórkach. Ale do tej komórki mama przyciągnęła pianino i za kromkę chleba uczyła dzieci grać. Sztuka to był ten oddech bardzo wtedy potrzebny człowiekowi. Tak było, jest i będzie, bo sztuka jest potrzebą człowieka, bez względu na warunki, w jakich żyjemy.

M.W.: Czym jeszcze jest dla Pani sztuka?
E.K.: Przesłaniem – żeby podnosić na duchu, mówić o radości życia, istnienia. Bo nieszczęścia i tak nadejdą, nie trzeba ich wywoływać.

M.W.: Widziałam Panią ostatnio w spektaklu „Przyjazne dusze” granym we Wrocławskim Teatrze Komedia. Pani rola, choć niewielka, wzbudziła wielki aplauz publiczności. Również słuchacze UTW w UWr, uczestnicy warsztatów dziennikarskich, które prowadzę, byli zachwyceni Pani grą.
E.K.: To mnie bardzo cieszy, dziękuję. Uwielbiam tę sztukę, bo nie jest wyłącznie lekką komedyjką, ale niesie przesłanie. Co istotne, podoba się i starszym, i młodym. Pod jej dużym wrażeniem był pewien młody mężczyzna, który poprosił o zgodę na to, aby mógł wejść po spektaklu na scenę i… oświadczyć się swojej narzeczonej. Dyrektor się zgodził i przy całej widowni obecnej na sali odbyły się publiczne oświadczyny.

Emilia Krakowska na scenie

Spektakl „Czysta komercja”, fot. Marek Grotowski

M.W.: Jakie ma Pani plany na najbliższy czas?
E.K.: Cały czas jestem zajęta. I szczęśliwa, że tak jest, bo czuję się potrzebna. Gram w teatrze, w serialu, jeżdżę z Babskim Kabaretem Old Spice Girl razem z Lidką Stanisławską i Basią Wrzesińską. Jeździmy po całej Polsce, nierzadko pokonując dziennie 400, 500, 600 kilometrów. Już za kulisami słychać, jak ludzie cieszą się na nasze występy. Bo śmiech, uśmiech jest u nas towarem deficytowym. I dla nas to jest właśnie największe spełnienie: przynosić ludziom radość.

M.W.: Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę Pani dalszych spełnień – i tych małych, codziennych i tych, które powodują, że widzowie uwielbiają przychodzić na Pani występy.

Źródło: „Gazeta Senior” Kraj maj-czerwiec-lipiec 2016

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany