Nie ma lekcji, bo wykopki.

Któż ze starszego pokolenia nie pamięta radosnego okrzyku na szkolnym korytarzu: „Hurra! Nie ma lekcji – jedziemy na wykopki”.

Wykopki

Wykopki ziemniaków były corocznym rytuałem naszych lat szkolnych na przełomie września i października. Państwowe Gospodarstwa Rolne cierpiały na brak rąk do pracy w okresach sezonowego spiętrzenia niektórych prac polowych. Jednym z takich zadań gospodarczych były wykopki ziemniaków, których uprawa zajmowała duże obszary. Wówczas, z polecenia władz, dyrektorzy szkół posyłali młodzież szkolną na pomoc. Na wykopki jeździły starsze klasy szkół podstawowych oraz wszystkie klasy szkół średnich, zwłaszcza znajdujących się na wsiach lub pobliskich miasteczkach. Były to przede wszystkim technika rolnicze, leśne, rachunkowości rolnej, mechanizacji rolnictwa, licea pedagogiczne i ogólnokształcące.

Smak pieczonych ziemniaków

Dla nas, uczniów, była to wielka frajda. Przez tydzień chodziliśmy do szkoły, a lekcji nie było. Rano pod szkołę podjeżdżały ciężarówki z ławkami wewnątrz lub traktory z przyczepą. Z hałasem pakowaliśmy się na te pojazdy, by po kilkunastu kilometrach „kolebania się” dojechać na pole. Tutaj brygadzista z PGR wielką tyczką mierzył odcinki pracy dla każdej pary zbieraczy. Była to doskonała okazja, by „w parze” pobyć „z TĄ dziewczyną”. Około południa miała miejsce przerwa na drugie śniadanie. Traktor przywoził na pole nieodmiennie bułki z masłem i żółtym serem oraz kawę zbożową. Często nauczyciel pozwalał rozpalić ognisko z suchych łęcin ziemniaczanych, więc pieczone ziemniaki stanowiły atrakcję.

Jesienne słońce na polach

Końcem przerwy śniadaniowej było odpalenie traktora ciągającego kopaczkę. Kopaczka ruszała, sypiąc na pole wydobyte z ziemi „gołe” ziemniaki, a my, schylając plecy, ruszaliśmy w ślad pozbierać do koszy to, co maszyna wysypała. Kto prędzej wyzbierał swoją działkę, miał trochę luzu, zanim maszyna powróciła. Pary zafascynowane sobą nadmiarowo, na ogół nie nadążały ów luz sobie wypracować. Zmęczeni, ale radośni tą odskocznią od szkolnej ławy kończyliśmy pracę, ze śmiechem i hałasem pakowaliśmy się na pojazdy i wracaliśmy do domów, ciesząc się, że jutro znowu nie ma lekcji – są wykopki w rozleniwiającym ciepełku jesiennego słońca. Fajnie było, prawda?

Tekst i zdjęcia: Andrzej Wasilewski

CATEGORIES
TAGS
Share This

COMMENTS

Wordpress (0)
Disqus ( )