Peregrynacje językowe

W każdym niemal uniwersytecie trzeciego wieku seniorzy uczą się modnego obecnie języka angielskiego. Dowiadują się przy tej okazji, że język ten ma liczne odmienności terytorialne: angielski amerykański, australijski, szkocki, walijski, brytyjski, irlandzki, Oxford English. Ten ostatni jest wzorcem poprawności.

Zosiaki 2

U nas taki wzorzec ma nazwę języka literackiego i dawniej był cechą wymaganą w manierach bycia, nieistniejącej już w dawnej formie – warstwy społecznej zwanej inteligencją. W tym miejscu nasuwa się pytanie, jaki jest obecnie wzorzec poprawności w moim ojczystym języku polskim. Wszak aktualny polski język potoczny składa się z mieszaniny: polszczyzny uzupełnianej wyrażeniami ze slangów więziennych czy wojskowych, zwrotów angielskich, wyrażeń komputerowych (np. zamiast „pójdę tam” – „zaloguję się” itd.), doraźnych udziwnień młodzieżowych przejmowanych także przez dorosłych (np. „sie ma”), ozdabianych wulgaryzmami. Nawet na uniwersytecie nie ma już dawniejszych pouczeń na seminariach czy egzaminach: „Proszę nie mówić językiem ulicy, ludzi wykształconych obowiązuje poprawna polszczyzna”.

Gwara kaszubska, śląska, poznańska

Mamy w Polsce narzecze kaszubskie czy śląskie, śpiewną melodię zdań na Podlasiu, odszedł w mrok historii oparty na dowcipności żargon warszawskiego Powiśla, lwowska ludowość Wrocławia czy też rubaszna gwara poznańskiej ulicy. O ile Kaszuba czy Ślązaka da się zrozumieć mimo zniekształceń fonetycznych w brzmieniu poszczególnych słów, to poznańszczyzna oprócz specyfiki akcentowej charakteryzowała się wieloma słowami i określeniami zupełnie niezrozumiałymi dla mieszkańców innych regionów czy też mieszkańców Poznania funkcjonującym powyżej poziomu „ulicy”.
Niestety, nie ma już w języku obiegowym ani gwary warszawskiej, ani poznańskiej, tak jak odszedł w mrok historii folklor, który je stworzył. Czasem jedynie spotkać można z rzadka, budzące ciekawość i pogodny uśmiech – relikty lokalnej specyfiki językowej tych miast w wydaniu raczej kabaretowym niż użytkowym. Dla ilustracji załączamy, podpatrzoną na ścianie pewnej restauracyjki stylizującej na dawną poznańską ludowość, parafrazę powszechnie znanego wiersza Juliana Tuwima w gwarze poznańskiej.

Stoi i stacji wielgachno bana
cało w łoliwie je utytłana.
Para z ni bucha i poświstuje
a palocz cingim wefni hajcuje.
Wuchte wagonów mo zahaczone
wef każdym klunkrów je nawalune.
Jest tych wagunów coś ze śtyrdzieści
Wcale nie wiada co się tam zmieści.
W pirszym wagónie kole wynglarki
jadum z Poznania same Kaczmarki.
Jadzie tyż kundziu i z Wildy szczony
a każdy śrupie z tytki binbony.
Wef drugiem szkieły i ejber łysy
śtyrech górali i dwa hanysy.
Potym je proszczok, owce i kunie
Wszysko to w trzecim jadzie wagónie – i tak dalej.

autor: Andrzej Wasilewski

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany