Jan Adamski: Polscy mężczyźni noszą za duże marynarki

Jan Adamski: Polscy mężczyźni noszą za duże marynarki

Jan Adamski. Z wykształcenia inżynier, z doświadczenia manager, założyciel kultowej firmy produkującej gry planszowe. Posiadł ogromną wiedzę i sporo życiowego doświadczenia nie tylko w sprawach dotyczących mody. Znalazł nowoczesny i atrakcyjny sposób dzielenia się swoją pasją. Ponadczasowe zasady i tajniki klasycznej elegancji przybliża seniorom-rówieśnikom oraz kolejnym pokoleniom. Choć nie wierzył, że ktokolwiek będzie zainteresowany tym, co robi, bije rekordy popularności. Poznajcie Jana Adamskiego – dziś znanego blogera modowego.

Linda Matus: Podobno do pisania bloga namówił Pana syn?
Jan Adamski: Tak, to prawda. Zawsze podobało mu się, jak dobieram stylizacje i twierdził, że byłoby fajnie, gdybym publikował je w internecie. Uważałem, że to nie ma sensu. Po pierwsze dlatego, że w internecie znajdziemy wiele blogów, po drugie z tego powodu, że są one tworzone przez ludzi młodych i atrakcyjnych. Nie sądziłem, że znajdą się chętni do oglądania 60-latka w kolorowych ubraniach. Zdecydowałam się, ponieważ doszedłem do wniosku, że przecież nie muszę pisać wyłącznie o modzie. Stworzyłem blog, na którym co prawda moda męska jest najbardziej wyeksponowana, ale poruszam wiele innych tematów, które mnie pasjonują.

L.M.: Blog ma już ponad 2 lata. Kiedy poczuł Pan, że jest Pan popularny?
J.A.: Liczba czytelników rosła systematycznie, ale po rozmowach z innymi blogerami wiem, że to tempo było dość szybkie. Nie pamiętam jakiegoś przełomu, ale ostatnio faktycznie obserwuję, że media bardziej zainteresowały się moją osobą.

L.M.: Aby prowadzić blog, trzeba dość swobodnie czuć się w sieci. Jakie były Pana wcześniejsze doświadczenia z internetem?
J.A.: Dość amatorskie. Nie oglądam telewizji, nie słucham radia. Mój kontakt ze światem odbywa się poprzez prasę i przez internet właśnie. Dlatego sporo korzystam z komputera i internetu, ale wcześniej nie miałem nawet konta w żadnym medium społecznościowym.

L.M.: Pana popularność nie ma granic. Instagram, fotograficzny serwis społecznościowy przyniosły Panu rozpoznawalność za granicą?
J.A.: Tak, i szybko przyrasta mi tu liczba followers-ów. Broniłem się przed tym. Jeden z moich kolegów blogerów zrobił mi taki dowcip i założył w moim imieniu konto na tym medium. Napisał kilka zdań o mnie, wstawił pierwszych kilkanaście zdjęć. Przekazał mi hasło i kazał publikować. Spodobało mi się to. Podoba mi się to, że Instagram pozwala na dwustronny kontakt, podobnie jak Facebook.

L.M.: Blog, konto na Facebook-u i na Instagram-ie to już praca na cały etat.
J.A.: Rzeczywiście tak to wygląda, tym bardziej, że przyjąłem ambitny plan i tu chyba jestem wyjątkiem wśród blogerów, że publikuję co najmniej raz dziennie, a bywają dni, że pojawiają się dwa, a czasem nawet trzy wpisy.
Wśród nich są wpisy krótkie, które przygotowuję przez godzinę, ale są też dłuższe, których przygotowanie zajmuje mi nawet do 30 godzin. Do tego dochodzą maile, komentarze, na które trzeba odpowiadać. Przyznaję, że pochłania to mnóstwo czasu.

L.M.: Jak wygląda praca blogera od kuchni: czy to są wyłącznie Pana własne ubrania i dodatki, czy może także prezenty od firm? Szafiarki chętnie przyjmują prezenty, które później reklamują na blogu.
J.A.: Przyjąłem zasadę, że nie współpracuję z firmami na zasadzie barterowej (tzn. że bloger dostaje jakąś część garderoby od firmy i o niej pisze). Taką współpracę wykluczam. Jeżeli mam pewną koncepcję na kolejny wpis i czegoś mi do niej brakuje, to zdarza się, że zwracam się do firmy, która ma taką rzecz i proponuję, że wykorzystam to w konkretnym wpisie.

L.M.: Czy planuje Pan przekuć bloga w dodatkowe źródło przychodów na emeryturze?
J.A.: Nie myślałem o tym w ten sposób, ale blog stawał się coraz bardziej wymagający, a ja miałem coraz mniej czasu dla firmy, która była dla mnie źródłem dochodów. Zacząłem więc poszukiwać możliwości zarobkowania na blogu. Takie możliwości się znalazły i w tej chwili już większość czasu poświęcam blogowi i jednocześnie większość moich przychodów z niego pochodzi.
Zarabiam również na tzw. działalności okołoblogowej. Prowadzę szkolenia na temat męskiego ubioru, które pewnie nie cieszyłyby się taką popularnością, gdybym nie prowadził poczytnego bloga. Tego typu szkolenia oferują swoim pracownikom korporacje. Podczas takiego spotkania dzielę się szeregiem praktycznych rad, jak zawsze wyglądać stosownie do okoliczności i unikać błędów; ostatnio prowadziłem szkolenie w klubie dżentelmenów.
Warto dodać, że to nie jest łatwy chleb. Żeby dojść do etapu pierwszych pieniędzy na blogu trzeba lat pracy bez żadnych widoków na te pieniądze. To trudne. Blogerów w Polsce są tysiące, ale blogerów, którzy zarabiają na swoich blogach może setka.

L.M.: Sympatie i antypatie modowe Jana Adamskiego?
J.A.: Nie patrzę na projektantów i na marki. Staram się kupować to, co najbardziej odpowiada mojej wizji stylu. Ale niewątpliwie są osoby będące dla mnie wzorem. Bardzo podoba mi się włoski styl, dlatego Lino Ielizzi czy Luca Rubinacci są dla mnie inspiracją. Po latach miałem okazję nie tylko poznać Lucę, ale i zaprzyjaźnić się z nim. To są ludzie, którzy mają bardzo innowacyjne spojrzenie na modę, ale przez pryzmat klasyki. Takie podejście bardzo mi odpowiada, ponieważ w modzie męskiej cenię sobie klasykę i sam staram się trzymać tych uniwersalnych zasad.

L.M.: Lubi Pan kolory, to widać na blogu. Czy te kolory są dobrze przyjmowane przez polskich, szarych w większości, mężczyzn?
J.A.: Z tym jest tak, jak z każdą inną sprawą. Jednym się podobają, a innym nie. Niektórym podobają się bardzo. Tak bardzo, że określenie entuzjastyczna reakcja to za mało.
Połowę czytelników stanowią kobiety. Gdy rozmawiam z kolegami blogerami, to oni mają podobne doświadczenia. Zwykle około 1/3 czytelników męskich blogów stanowią panie.

L.M.: Jak Pan to wytłumaczy?
J.A.: Kobiety z reguły bardziej niż mężczyźni interesują się modą. Dodatkowo zależy im, aby ich partnerzy dobrze wyglądali, więc starają się mieć wiedzę na ten temat, aby móc doradzić swoim mężom, partnerom, chłopakom. W salonach mody męskiej nagminnie wręcz zdarzają się sytuacje, gdzie pan stoi z boku, a partnerka wybiera garnitury i to ona decyduje „bierzemy ten”.

L.M.: Czy w tej sytuacji dostrzega Pan nadzieję dla polskich mężczyzn?
J.A.: Wiele zmienia się na lepsze. Od kilku lat obserwuję dość istotną zmianę. Dodatkowo bardzo dużą otuchą napawa fakt, że młode osoby interesują się modą. Uczestniczę w grupach dyskusyjnych np. na Facebooku, które mają nawet po kilka tysięcy członków, większość to osoby do 20 roku życia, a toczą zażarte dyskusje, np. czy poszetkę należy składać z prawej na lewą, czy z lewej na prawą.
W okresie przedstudniówkowym zamieszczam wpisy o tym, jak się ubrać na tę okazję i one cieszą się wręcz gigantyczną popularnością. Dostaję także w tym czasie całą masę pytań. Ci młodzi mężczyźni, którzy kupują pierwszy w życiu garnitur, szukają informacji, jaki on powinien być. To jest bardzo pozytywne.
Personel salonów odzieżowych jest także coraz lepiej wyedukowany i przygotowany do pełnionej funkcji.

L.M.: Gdyby dziś miał Pan znów 20 lat, to na jaki styl postawiłby Janek Adamski?
J.A.: Trudno mi powiedzieć, choć zawsze ciągnęło mnie do stylu klasycznego. Chyba w tym kierunku bym poszedł. Choć jak patrzę na swoje stare zdjęcia sprzed 40 lat, trudno znaleźć mi fotografię, na której byłbym ubrany w coś innego niż dżinsy i t-shirt. Takie czasy to były. Wzorce były wtedy bardzo ubogie, staraliśmy się naśladować stylizacje podpatrzone w kinie i telewizji. Mieliśmy inny poważny problem: zaopatrzenie sklepów w czasach PRL-u było dramatyczne, trudno było cokolwiek kupić. Kiedyś zwykłe dżinsy trzeba było zdobyć, a cena takich klasycznych dżinsów graniczyła z absurdem.

L.M.: Czy małżonka Małgorzata, która skrywa się za obiektywem, podziela Pana zamiłowanie do mody? W jakim stylu czuje się najlepiej?
J.A.: Przykłada wagę do ubioru, ale ja nie bardzo się znam na damskich stylach. Myślę, że jest to styl elegancki. Uwielbia szpilki. Ma ich dużo. Od czasu do czasu żona przewija się na zdjęciach, które publikuję.

L.M.: Największy błąd modowy polskich mężczyzn?
J.A.: Rozmiar. Większość mężczyzn kupuje ubrania w zbyt dużym rozmiarze. Nie potrafię powiedzieć, z czego to wynika, ale marynarki są zbyt szerokie w ramionach, za długie i mają za długie rękawy. Mężczyzna w takiej marynarce wygląda fatalnie. Niech pani spojrzy na dowolne zdjęcie ministra spraw zagranicznych. Panuje także zamiłowanie do za długich spodni. Pozostaje tylko kwestia, czy są one za długie o 5 czy 15 cm, bo i takie się zdarzają.
Aby dobrze wyglądać trzeba przede wszystkim kupować ubrania we właściwym rozmiarze. Wiem, że to nie jest łatwe, bo stojąc przed lustrem i mając obok sprzedawcę zainteresowanego tylko tym, aby towar sprzedać, trudno liczyć na jego obiektywną opinię.
Każdy mężczyzna powinien znać kilka trików, które pozwolą ocenić czy rozmiar jest właściwy.

L.M.: „Must have” dla seniora według Adamskiego.
J.A.: Po pierwsze, każdy mężczyzna powinien mieć co najmniej jeden garnitur, a wielu mężczyzn, którzy mają właśnie tylko jeden garnitur, popełnia błąd i wybiera garnitur czarny. Owszem, czarny garnitur jest bardzo elegancki i sprawdza się w stylizacjach wieczorowych, ale kompletnie nie nadaje się na dzień. Jeżeli ma to być tylko jeden garnitur, to niech on będzie granatowy. Wtedy dobrze spełni funkcję garnituru formalnego i garnituru dziennego.
Kolejna sprawa to casualowa marynarka, czyli taka nieco swobodniejsza niż garniturowa, np. z naszywanymi kieszeniami. Idealną będzie tzw. blezer. W najbardziej klasycznej wersji jest to granatowa marynarka z metalowymi guzikami, którą można nosić np. z szarymi wełnianymi spodniami. Tak powstaje zestaw klubowy – elegancki, ale mniej formalny niż garnitur. Można do tej marynarki założyć dżinsy albo beżowe chinosy i mamy zestaw casualowy, który można uzupełnić krawatem, ale można też nosić bez krawata.
Wspomniałem o spodniach – podstawa to wełniane szare spodnie, dżinsy i beżowe chinosy. Pozostały nam buty. Wypadałoby mieć przynajmniej dwie pary. Czarne oxfordy na eleganckie okazje i brązowe, typu derby albo brogsy – do zastosowań dziennych, mniej formalnych.
Biała koszula i ciemny krawat to najbardziej elegancki zestaw. Zasada jest prosta: im jaśniejsza koszula, tym jest bardziej elegancka. Modne ostatnio czarne koszule są nieeleganckie. Jasna koszula i np. popielaty krawat też mogą wyglądać dobrze, ale odbiór zestawu jest lepszy, jeśli krawat mocno kontrastuje z koszulą.
I to jest absolutnie podstawowy zestaw.

L.M.: Czy lubi Pan określenie senior?
J.A.: Moim zdaniem jest to określenie neutralne. Taka jest kolej rzeczy, że się starzejemy. Nie ma na to rady, ale w każdym okresie życia można odnaleźć coś ciekawego. Również w wieku senioralnym można robić ciekawe i pasjonujące rzeczy.

L.M.: Czego Panu życzyć?
J.A.: Może tego, aby mój blog rozwijał się, aby miał jak najwięcej czytelników, a ja frajdy z jego prowadzenia.

Blog znajdziecie pod adresem: janadamski.eu

 

Słowniczek modowych pojęć
Casual (casualowy) to luźny, nieformalny styl.
Chinosy to klasyczne spodnie z miękkiego materiału, z dwiema ukośnymi kieszeniami z przodu i dwiema wpuszczanymi z tyłu. Jak wiele innych elementów męskiej garderoby, pierwotnie powstały na potrzeby wojska. W tym przypadku – dla amerykańskich żołnierzy walczących pod koniec XIX wieku z Hiszpanami o Filipiny.
Blezer to po prostu marynarka (może być jedno, jak i dwurzędowa), o luźnym, sportowym kroju, wykonywana z miękkiej tkaniny.
Brogsy to męskie klasyczne półbuty ze zdobieniami (perforacjami, ząbkowaniami, przeszyciami, ażurowaniami). Ich nazwa pochodzi z języka irlandzkiego – „brog” oznaczał ciężkie, mocne buty.
Derby to męskie buty wizytowe, ich charakterystyczną cechą jest stosunkowo gładka forma bez ażurowań oraz otwarta przyszwa.
Must have – z ang. „musisz mieć” to popularne w świecie mody określenie na elementy garderoby, które warto mieć.
Oxfordy to klasyczne męskie buty, należące do najbardziej eleganckich. Ich cechą chrakterystyczną jest zamknięta przyszwa. Idealnie pasują do garniturów wieczorowych, a także smokingów (ale wtedy muszą być czarne, w żadnym wypadku brązowe).
Przyszwa to przednia część cholewki buta, z którą łączy się obłożyna, czyli część tylna. Obłożyna (w skład której wchodzi część z dziurkami na sznurówki) może być naszyta na wierzch przyszwy (wtedy mówimy o otwartej przyszwie), lub wszyta pod spód (wtedy mamy buty z zamkniętą przyszwą).
Poszetka jest ozdobną chusteczką wkładaną do górnej kieszonki w marynarce.

Jan Adamski 5Jan Adamski 4Jan Adamski 6Jan Adamski 7Jan Adamski 9Jan Adamski 8Jan Adamski 11Jan Adamski 10Jan Adamski 1Jan Adamski 2Jan Adamski 3

 

Blog znajdziecie pod adresem: janadamski.eu

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany