„Są dwa światy i nas jest dwoje…”

„Są dwa światy i nas jest dwoje…”

On jest chory, a ona poszła na uniwersytet trzeciego wieku. W klubach seniora w osobnych salach siedzą kobiety, w osobnych mężczyźni. Ona chce go zdobyć, a on jest pasywny. W drugiej części debaty o problemach feminizacji starości rozmawiają dr Walentyna Wnuk i Robert Pawliszko.

Linda Matus: W pierwszej części debaty ustaliliśmy, że to kobiety będące na emeryturze mają bardziej naturalną potrzebę kontaktów społecznych. A mężczyzna wychodzi do ludzi najczęściej dopiero wtedy, gdy mu zaczyna czegoś brakować. Bo do momentu, kiedy żona jest w domu, to wszystkie jego potrzeby są zaspokojone: kontaktu z drugim człowiekiem, partnerstwa, przyjaźni…

Robert Pawliszko:
Niektóre potrzeby są nieuświadomione. Być może w długim dystansie życia koszty status quo bywają większe niż koszty zmian? On nie ma świadomości, że można żyć inaczej. Bo być może w domu żyje jak w złotej klatce, ma wszystko.
Myślę o jeszcze jednej rzeczy, znowu na podstawie obserwacji, ale znam takie kluby seniora, w których naprawdę jest bardzo dużo mężczyzn. Ale jak te kluby wyglądają? One nie funkcjonują tak, że wszyscy znajdują się przy jednym stole albo w jednym pomieszczeniu. Chyba, że jest jakaś uroczystość, to wtedy tak. Natomiast normalne spotkania robocze wyglądają w ten sposób, że jest część damska i tam kobiety mają swoje zajęcia, i jest część męska. One nie są fizycznie odgrodzone, że są pozamykane drzwi, nie. Mężczyźni i kobiety słyszą się nawzajem, niewerbalna komunikacja jest zachowana, ale nieprzesadnie. Natomiast rzeczywiście mężczyźni grają w szachy, brydża, a kobiety…

Walentyna Wnuk: Bezpieczne towarzystwo. Czują się nawzajem bezpiecznie…

R.P.:
Ale to bezpieczeństwo polega też na tym, że oni mają świadomość, że w razie czego obok jest żona albo koleżanka, która może zrobić herbatę, pomóc. One z kolei wiedzą, że w każdej chwili mogą przyjść i poprosić o przesunięcie stołu. Ta świadomość powoduje, że te kluby fajnie funkcjonują. Poszanowanie dwóch światów, stworzenie odpowiedniej aranżacji,… i w tym znów olbrzymia rola kobiet. To kobiety mają ten instynkt, który w sposób zawoalowany pozwala przemycić komunikaty trafiające do mężczyzn. Bo gdyby było tak, że one na siłę powiedzą: chodź tam, będziesz mógł pograć, to on nie pójdzie.

W.W.:
Mężczyźni lubią teraz być adorowani, doceniani, zauważeni. I te mądre kobiety, które to dają mężczyznom, ich pozyskują. Ale często też doświadczam braku tolerancji dla dojrzałych mężczyzn ze strony kobiet. One sobie same wystarczają. Mówią: A co tam będziemy robić ze starymi dziadami! Taki to nie zatańczy, marudzi, kawy nie postawi, tylko chętnie przychodzi, napije się tej kawy, błota naniesie do domu. Czasem trzeba mu podpowiedzieć: po drodze masz cukiernię, wstąp i kup tam ciasto.

R.P.:
Wracamy znowu do modelu socjalizacji kulturalnej. To, o czym mówi pani doktor, to już jest efekt. Ale wcześniej on był skupiony tylko na swojej pracy zawodowej, dzióbał jakąś wąską dziedzinę i świat go nie interesował. A ona z kolei cały czas funkcjonowała także społecznie, może nawet nie dlatego, że chciała, ale że rola kobiety ją do tego zmusiła. Więc nie miała żadnego problemu z wytworzeniem pewnych więzi społecznych. Nie miała też problemu, żeby później te więzy na nowo zawiązywać. A on wręcz przeciwnie. Tak więc zgadzam się, że w momencie, kiedy kobieta spotyka się z grupą podobnych sobie, to się denerwuje, że facet przyłazi nie wiadomo po co, że jest zagubiony jak we mgle i tylko naniesie tego błota i narobi im roboty.

„Boimy się, że będziemy złowieni”
W.W.: Mężczyźni w większym stopniu niż kobiety poddają się stereotypom. I wtedy mówią: A tam, nie będę się wychylał, już jestem stary, po co ja tam pójdę? Chcę mieć święty spokój. Zachowawcza postawa jest dla nich optymalna. Bo mężczyźni – proszę mi wybaczyć, ale ja to mówię na podstawie badań – są leniwi. I to lenistwo narasta. On w przydeptanych kapciach, cztery piloty w rękach, dobre jedzenie w lodówce. I w zadaszeniu domowym naprawdę dobrze się czują sami ze sobą.

R.P.:
Ale kto do tego doprowadził? Czy on sam jest winny, że tak został ukształtowany? Czy też rzeczywiście wcześniej było tak, że jego dominacja nad partnerką spowodowała, że miał ją na każde zawołanie ?
W.W.: Przyczyna takiej postawy jest wielowymiarowa. I na pewno miniony związek z partnerką, sposób traktowania miały na to wpływ. Ale też obserwuję, że wielu mężczyznom jest dobrze samym i nie starajmy się na siłę ich aktywizować.
Na pewno tym, którzy mają pasję, jest łatwiej, bo oni z tą pasją mogą zaistnieć w grupie nawet samych kobiet. Mężczyzna szuka środowiska podobnego do siebie, w którym będzie się czuł bezpiecznie. A środowisko kobiet w żaden sposób takie nie jest…

R.P.:
W jego odczuciu nie jest bezpieczne. Zadałem kiedyś mężczyznom pytanie: dlaczego nie chcecie chodzić do klubów seniora? Oni odpowiedzieli wprost: boimy się, że będziemy złowieni. Czują się obiektem jakiejś nadmiernej adoracji i oni się tego boją, nie chcą. To jest znowu nawiązanie do tego, o czym wspominała pani doktor, że mężczyźni nie są wylewni, jeśli chodzi o pokazywanie swoich emocji i nie bardzo sobie życzą, żeby ktoś wobec nich takie emocje przejawiał.

W.W.:
Oni chcą być zdobywcami, a nie zdobywani. Teraz kobiety czasem się bardzo lansują, ale w taki sposób, który dla mężczyzn jest nie do przyjęcia.
Bo mężczyzna, który szuka partnerki, tzw. oblatywacz, to był w klubie trzy razy, rozejrzał się i poleciał do drugiego. Szuka partnerki, bo jest sam. I to jest normalne, naturalne i pozytywne. Ale nie wtedy, gdy jest przez kobietę zdobywany: A nie zatańczysz ze mną? A kawy mi nie postawisz? A nie przytulisz się do mnie? Kobiety czasem potrafią być wręcz nachalne. A jeszcze jak ten mężczyzna wydaje się atrakcyjny, to zaczyna się rywalizacja, gra o jego względy.
Ale mężczyzna zadaje również sobie pytanie, czy sprawdzi się w bardzo różnych wymiarach oczekiwania kobiety.

R.P.:
No tak, on jest stary. Jego siły witalne, umysłowe, intelektualne niestety się obniżają. Bardzo mocno przeżywa to, że staje się mniej atrakcyjny. Ma swoje tajemnice, jak my wszyscy. Bo starość ma swoje tajemnice związane ze zdrowiem, funkcjonowaniem. I on wcale nie chce, żeby to odkryto.

Dobre relacje w „babińcu”
L.M.: Czy w środowisku wyłącznie kobiecym da się budować zdrowe relacje? Co robić, żeby to dobrze funkcjonowało pomimo tak silnej feminizacji?

R.P.: Tutaj chyba płeć nie ma nic do rzeczy. Ja bym na to spojrzał troszkę inaczej. Dla mnie feminizacja starości to kilka problemów. Tych organizacyjnych, a więc budowanie infrastruktury, która pozwoli tej znaczącej części seniorek odnaleźć swoje miejsce i, mówiąc kolokwialnie, zagospodarować swój potencjał. Ale feminizacja, i to ta naturalna, o której mówiliśmy, a więc krótsze życie mężczyzn, dłuższe życie kobiet, powoduje, że kobiety wcale nie są w lepszej sytuacji materialnej. Wręcz przeciwnie, w Polsce system emerytalny i kariery zawodowej jest tak skonstruowany, że kobiety mniej zarabiają, a później mają niższe emerytury. Poza tym feminizacja starości oznacza także, że to na psychice i barkach kobiety spoczywa problem dzieci. Matka zawsze pozostanie matką do końca świata, choćby nie wiem, ile dziecko miało lat. Przyszła raz do mnie ponad 70-letnia pani, która bardzo się martwi o swoją 50-letnią córkę, bo ta nie ma pracy. Czyli nie ma mężczyzny, z którym by się mogła tym podzielić.
I jeszcze jedno: feminizacja starości to też tzw. podwójna starość. To znaczy, że w wieku osiemdziesięciu lat jest zdecydowanie mniej mężczyzn niż kobiet, bo kobiety żyją średnio 10 lat dłużej i muszą się nimi opiekować najczęściej córki, rodzina. Więc to jest kolejny problem – opiekuńczy.

W.W.: Tak, ale często mężczyźni, już będąc w związkach, zawieszają się na swoich partnerkach i te partnerki, żeby troszkę odpocząć od choroby, odetchnąć, pobyć w innej aurze, zapisują się na uniwersytet, co wcale nie wyklucza tego, że ona wciąż się opiekuje mężem. Ale on często już tak jest skupiony na swojej chorobie, że nawet nie może wynieść śmieci, pójść do sklepu. Do lekarza też sam nie pójdzie. I w rezultacie ona jest ubezwłasnowolniona. Klub seniora czy uniwersytet jest dla niej odskocznią, jest potrzebny dla jej zdrowia psychicznego, chęci odreagowania codziennością. Życie buduje też odwrotne scenariusze.

R.P.:
Ale to też jest stres, czy ona dobrą decyzję podejmuje.

L.M.:
Co rodzina czy sąsiedzi powiedzą. On taki biedny, chory, a ona na uniwersytecie przesiaduje.

W.W.:
Z moich badań wynika, że udział w UTW poprawia relacje rodzinne. Więc jak im pomóc? Ja myślę, że oferta, szczególnie w klubach seniora, jest właściwie skierowana do kobiet. Mężczyźni nie znajdują tam zajęć, które tematycznie byłyby dla nich ciekawe, bardziej męskie, jak kolekcjonerstwo, kluby dyskusyjne.

L.M.:
Ale nie patrzmy na te zgrupowania kobiet z niezdrowym żalem czy politowaniem jak na jakiś problem. Bo to dobrze świadczy o kobietach, że doskonale czują się w swoim gronie, bardziej się rozumieją, chociażby tą potrzebę oderwania się od domu.

W.W.:
Jest bardzo wiele kobiet, które chodzą na zajęcia, a ich mężczyźni są w domu i nie dochodzi z tego powodu do konfliktu.

R.P.:
No to może chodzi o to, żeby nie próbować zadekretować udziału mężczyzn w życiu społecznym. To powinny być naturalne procesy. Oczywiście możemy pokusić się i powinniśmy zabiegać o to, żeby tworzyć przestrzeń dla tych, którzy poszukują, bo jeszcze nie wiedzą, że gdzieś mogą się lepiej poczuć, ale nie na siłę.
Edukacja w zakresie kształtowania i rozbudzania potrzeb związanych z aktywnym, a nie biernym sposobem spędzania czasu wolnego seniorów, powinna się rozpoczynać zanim człowiek będzie miał tego czasu więcej. Ten etap życia (zgodnie z Ustawą o osobach starszych dopiero co podpisaną, to 60+) raczej kobiet nie zaskakuje, jak wynika z naszej rozmowy, natomiast często wywołuje frustracje u mężczyzn.

Wysłuchała Linda Matus
Źródło: „Gazeta Senior” Wrocław styczeń-luty 2016

CATEGORIES
TAGS
Share This

COMMENTS

Wordpress (0)
Disqus ( )