Są takie dni w tygodniu, kiedy wspomina się dawne festiwale muzyczne

Są takie dni w tygodniu, kiedy wspomina się dawne festiwale muzyczne

Przedstawiamy poetę, autora tekstów znanych piosenek, a także producenta filmowego. To Pan Andrzej Kuryło, twórca takich przebojów, jak Chcę wyjechać na wieś, czy Są takie dni w tygodniu. Za piosenkę Nie pojadę z tobą na wieś zdobył główną nagrodę na Festiwalu Piosenek i Piosenkarzy Studenckich w Krakowie. Utwór nagrała Teresa Tutinas, która wówczas studiowała we Wrocławiu. Dla niej wraz z kompozytorem Bogusławem Klimsą ułożył kilka znanych w środowisku studenckim piosenek.

Pisał m. in. dla Anny Jantar Gdzie nie spojrzę Ty, Ireny Santor Wiara przenosi góry, Ireny Jarockiej Zwariowany dzień, Krzysztofa Krawczyka Byłaś mi nadzieją, Urszuli Sipińskiej Pamiętam nas, Skaldów Dopóki jesteś, Majki Jeżowskiej Od rana mam dobry humor, Haliny Kunickiej Czekaj mnie, wypatruj mnie i Jerzego Połomskiego Tak daleko nam do siebie. W czasie studiów udzielał się w teatrze Kalambur oraz w studenckim klubie Pałacyk we Wrocławiu. Dziś Pan Andrzej Kuryło na łamach Gazeta Senior opowie o swojej twórczości, współpracy z gwiazdami polskiej sceny muzycznej oraz o przyjaźniach, które przetrwały aż do dziś.

Linda Matus: Pana historia jest bardzo ciekawa. Proszę opowiedzieć o jej początkach i o Pańskich sukcesach.
Andrzej Kuryło: W czasach studenckich współpracowałem z teatrem Kalambur oraz z klubem Pałacyk we Wrocławiu. Na początku mojej kariery panowało takie przekonanie, że tekstu do piosenki nie da się czytać bez muzyki. W latach 60-tych w studenckim Pałacyku odbywał się znany Ogólnopolski Turniej Jednego wiersza. Był to konkurs o wysokiej randze. Napisałem wówczas dwa teksty do piosenek i zdobyłem główną nagrodę. Jeden z tych utworów nazywał się Nie pojadę z Tobą na wieś.
Teksty do piosenek pisałem bez muzyki, dopiero potem tworzono do nich podkład muzyczny. Dzisiaj takiej techniki już się nie stosuje. Dziś też już bardzo rzadko ktoś prosi mnie o gotowy tekst. Ale w tamtych czasach nasza branża była niewielka, liczyła kilkaset osób, w skład których wchodzili wykonawcy, zespoły, autorzy, kompozytorzy i menadżerowie. Spotykaliśmy się wszyscy na festiwalach w Opolu, Kołobrzegu i w Sopocie. Natomiast Festiwal Piosenek i Piosenkarzy odbywał się w Krakowie. Była to bardzo ciekawa impreza i warto zaznaczyć, że istnieje do dzisiaj.
Otrzymałem również wyróżnienie za tekst od Programu Pierwszego Polskiego Radia. Ta nagroda była dla mnie najważniejsza. Nie dość, że wręczył mi ją Kazimierz Rudzki, to na dodatek dostałem czterozakresowe radio Guliwer. Bardzo się z niego cieszyłem. Proszę pamiętać, że w tamtych czasach radioodbiorniki czterozakresowe nie były jeszcze tak powszechne.

L.M.: Czy nadal Pan tworzy? Jakie ma Pan plany na przyszłość?
A.K.: Cały czas piszę utwory i wciąż sprawia mi to przyjemność. W dalszym ciągu współpracuję z wykonawcami z dawnych lat, np. z Felkiem Andrzejczakiem, czy Andrzejem Rybińskim. Ubolewam jednak nad wpływem internetu, ponieważ uważam, że doprowadził on do zniszczenia przemysłu płytowego, który był zawsze podstawą egzystencji twórców. Często powtarzam pół żartem, że trzy największe nieszczęścia świata XX wieku to: Hitler, Stalin i internet. Sporo czytałem na temat internetu i widzę, że ilość złych zjawisk zachodzących w nim zaczyna przewyższać te dobre. Nie mówię, że globalna sieć nie ma plusów. Odkąd żona namówiła mnie, żebyśmy spróbowali zapoznać się z tym internetem, znajduję tu wiele ciekawych rzeczy, na przykład 1001 utworów, które powinieneś usłyszeć przed śmiercią. Wspólnie z żoną przeglądamy strony internetowe poświęcone różnym zakątkom świata, również takim, które już zwiedziliśmy. Wspominamy spędzone chwile i przygody z każdej wyprawy. Niektóre utwory powstały właśnie podczas podróży. Tekst Lizbona Goodbye napisałem dla Felka Andrzejczaka podczas jednego z moich wyjazdów. Ale zdrowie odmawia mi posłuszeństwa. Mam już 72 lata i swoje już właściwie zrobiłem.

L.M.: Festiwale to idealne miejsce, by móc poznać ciekawe osoby. Podczas tych wspaniałych lat zawarł Pan wiele nowych znajomości. Proszę powiedzieć, kogo miał Pan przyjemność spotkać?
A.K.: Przez wiele lat środowisko studenckie nadawało ton polskiej piosence. Na festiwalu w Krakowie poznałem Ewę Demarczyk. Na deskach krakowskiej sceny triumfowali także: Marek Grechuta, Zdzisława Sośnicka, Urszula Sipińska oraz Maryla Rodowicz – cały kwiat polskiej piosenki. Moje znajomości z artystami trwają do dzisiaj. Przez ten czas narodziły się również przyjaźnie. Choćby z Urszulą Sipińską, z którą pracowałem pięć lat. Nasza znajomość zaczęła się na giełdzie studenckiej piosenki w Opolu. Napisałem dla Urszuli dużo tekstów. Piosenki takie jak Są takie dni w tygodniu, czy Chcę wyjechać na wieś, do dziś cieszą się dużą popularnością.
Na przełomie lat 60-tych byłem opiekunem studenckiego klubu Wyższej Szkoły Ekonomicznej. Wszyscy zachwycaliśmy się wtedy twórczością Bułata Okudżawy. Trafiały do nas jego pieśni, był dla nas mistrzem. Poznałem Bułata, gdy pracowałem jako dyrektor Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Miałem wtedy zamiar sprowadzić go do Polski. Postanowiłem więc, że do Wrocławia zaproszę Elenę Kamburową oraz Bułata. I udało się. Spotkanie odbyło się w Teatrze Kameralnym, w którym Okudżawa zaśpiewał trzy utwory. Tak mu się spodobał przegląd, że kiedy zaproponowałem zorganizowanie gali z jego udziałem, poświęconej jego twórczości, zgodził się natychmiast. Gala przeszła do historii.
Popularność piosenek liczy się też ilością coverów. Jednym z takich utworów jest piosenka Krzysztofa Klenczona Nie przejdziemy do historii, która do dziś uznawana jest za sztandarową. Mnożą się również publikacje na temat jego utworu, pisał o nim m.in. w swojej książce Dariusz Michalski.
Przez te wszystkie lata napisałem około tysiąca tekstów. Jeśli chodzi o covery, to ostatnio zespół De Mono nagrał piosenkę W tym domu straszy. Utwór ten zdobył główną nagrodę w Opolu. Jak dobrze pamiętam, piosenkę Ireny Jarockiej Otwórz serce nagrał piosenkarz z branży disco polo, a utwór Ocalę Cię Janusza Kruka z zespołu 2 plus 1 – Reni Jusis. Przez wiele lat pracowałem z wrocławskimi zespołami: Romuald i Roman, Nurt oraz Pakt.
Obecnie współpracuję z Mietkiem Jureckim. Razem ze Sławkiem Wierzcholskim piszemy utwory na jego płyty oraz dla innych wykonawców.

L.M.: A jak wygląda to teraz? Czy zdarzają się okazje, by spotkać znajomych z festiwali?
A.K.: Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Z przyjaciółmi z krakowskiego środowiska widuję się do dzisiaj we Wrocławiu na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Na festiwalach w Krakowie i w Opolu spotykaliśmy się wszyscy, całą ekipą. To były piękne czasy. Niestety, teraz nie ma takiego miejsca, w którym mógłbym spotkać znajomych ze środowiska muzycznego. Ostatni raz na festiwalu byłem w latach 90-tych. Występowałem wtedy dwukrotnie w roli jurora. Można powiedzieć, że na tym etapie zakończył się mój udział w festiwalach.

L.M.: Proszę na koniec powiedzieć, czy przeczuwał Pan, że któryś z napisanych utworów okaże się przebojem?
A.K.: Gdyby wszyscy wiedzieli, że coś będzie przebojem, to wszyscy pisaliby przebój. Często zdarzyło mi się pomylić, myśląc, że piosenka, którą dostałem może być dobrym materiałem na szlagier. Jednak czasami wyczuwam ten właściwy moment. Kiedy dostałem piosenkę Chcę wyjechać na wieś przeczuwałem sukces. Powiedziałem wtedy Urszuli – zdaje się, że mamy materiał na przebój. Najczęściej jednak hit rodzi się sam, niezależnie od chęci autorów.

Red. AP

Słowa kluczowe

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany