Seniorzy nie mają być grzeczni

Catharina Ingelman-Sundberg jest archeologiem podwodnym, dziennikarką i pisarką. Przez wiele lat pracowała dla Svenska Dagbladet (gazeta), obecnie całkowicie oddaje się pisaniu. W 1999 r. została uhonorowana nagrodą literacką imienia Larsa Widdinga. Prawa autorskie do bestsellerowych „Seniorów w natarciu” – zabawnej historii pięciu emerytów z domu seniora Diament sprzedano do 26 krajów, a opowieść o dziarskich emerytach doczekała się kontynuacji w postaci dwóch kolejnych tomów. Jej książki sprzedały się już w ponad 2 milionach egzemplarzy!
Z autorką powieści rozmawia Linda Matus.

Catharina Ingelman_Sundberg_małe

O inspiracjach i źródłach

Linda Matus: Co było pierwszym impulsem, aby właśnie seniorów wziąć na warsztat i uczynić ich bohaterami kolejnej książki?
Catharina Ingelman-Sundberg: Jak byłam mała i dostawałam kieszonkowe, to szłam do sklepu z tzw. artykułami śmiesznymi i kupowałam przedmioty, które pomagały mi rozśmieszać innych. Chciałam napisać książkę z gatunku feel good, z którą ludzie będą czuć się dobrze i będą się dużo śmiać. Ale zależało mi także na tym, aby mieć ważny temat pod spodem. Dlatego napisałam książkę, która krytykuje społeczeństwo.

L.M.: Zaskoczyła mnie ilość trafnych spostrzeżeń dotyczących zachowania osób starszych, które odnalazłam w bohaterach książki. Wiem, że bardzo dokładnie przygotowuje się Pani do pracy przy książce, sięga do faktów historycznych. A skąd czerpała Pani wiedzę na temat seniorów?
C. I-S.: Pracuję na uniwersytecie, zawsze starannie się przygotowuję się i badam temat, który mam opisać. Dużo czasu spędziłam w dwóch domach opieki.
Ponadto dwadzieścia dwa lata pracowałam jako dziennikarka, bardzo dokładnie obserwowałam, co się dzieje w społeczeństwie i jak to jest przekazywane przez media. Z wykształcenia jestem archeologiem morskim, organizowałam i przewodziłam czternastu wyprawom morskim, gdzie przez kilka tygodni żyje się w bardzo wąskim i odizolowanym środowisku. Bardzo lubię też ludzi, lubię ich słuchać, obserwować. To pomaga.

L.M.: Czy bohaterowie „Seniorów w natarciu” mają swoje pierwowzory w rzeczywistości?
C. I-S.: Nie było takich wzorców, ale wybierałam typy osób, które chciałabym opisać, a główna postać wykazuje żenujące podobieństwo do autorki.

L.M.: Jak długo pracowała Pani nad pierwszą częścią? Sądząc po liście osób, którym Pani dziękuje, to musiało trochę trwać?
C. I-S.: Pisanie tego typu powieści rozśmieszających, tzn. z gatunku feel good, to jest moje prawdziwe ja. Po tym, jak napisałam wiele wystudiowanych, akademickich rzeczy, byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi, że wreszcie robię to, na co mam ochotę. Pisałam ją od stycznia do listopada 2011 r., biorąc w tym czasie tylko cztery dni wolnego.

O koncepcji książki

L.M.: Ciepła i sympatyczna komedia kryminalna, w której nie leje się krew, nie padają strzały, a bohaterowie są bardzo starzy. Niecodzienna koncepcja. Czy zanim książka stała się bestsellerem, spotkała się Pani z zarzutem, że to się nie sprzeda?
C. I-S.: Moje wydawnictwo nie chciało książki! Odmówili. Ale stwierdziłam, że może to jest dobry znak. Jeżeli nadchodzi coś nowego, to ludzi się tego obawiają. Ja wtedy zmieniłam gatunek, w którym pisałam. Ale miałam w zanadrzu taki panel testowy składający się z pięciu kobiet i pięciu mężczyzn, którzy znali i akceptowali ostateczny tekst książki.

L.M.: Czy nie odebrała Pani tej odmowy jako kolejny przejaw ageizmu?
C. I-S.: Nie. Pomyślałam, że odmawiają mi, ponieważ nikt wcześniej czegoś takiego nie napisał, nikt nie znał tego gatunku. Byłam tak naładowana energią i tak zdeterminowana, że wszystko poszło po mojej myśli.

L.M.: Czy pisała Pani książkę dla młodszych, czy starszych czytelników?
C. I-S.: Te książki podobają się zarówno młodym, jak i starszym. Czytelnicy są bardzo różni. I, co ciekawe, to co się sprawdza i trafia w przypadku młodych czytelników, nie sprawdza się w przypadku starszych. I na odwrót. Mój najstarszy czytelnik ma 101 lat.
Problem staje się powszechny, ponieważ świat się starzeje. Ta książka jest przede wszystkim krytyką naszego społeczeństwa. Doszłam do wniosku, że jeżeli chcę opisać to, co złego się dzieje, to nie mogę narzekać i muszę obrócić to w zabawną historię. Humor jest narzędziem, które pozwala dotrzeć do większej ilości osób.

O starości

L.M.: Polskim seniorom trudno będzie uwierzyć, że w Szwecji, kraju zamożnym, mają miejsce takie trudności. A jednak to one stały się dla Pani inspiracją.
C. I-S.: W pewnym momencie w moim kraju doszło do zmiany rządu. Nowe władze zezwoliły na sprzedaż szkół, przeszkoli i domów seniora prywatnym inwestorom i ta sytuacja wygenerowała poważne problemy. Partia rządząca chciała dobrze, ale była naiwna. To się odbiło na zwykłych ludziach, w tym na seniorach. Rzeczywiście przyszli bogaci biznesmeni, wykupili domy opieki, następnie zwolnili część personelu, co spowodowało, że starsi ludzie nie mogli wychodzić na spacery, byli kąpani raz w tygodniu. Zmniejszono budżet do tego stopnia, że ograniczono liczbę filiżanek kawy, które senior mógł wypić w ciągu dnia.
Wierzyliśmy, że jak pojawią się bogacze z innych krajów np. z Ameryki, to nam będzie jeszcze lepiej. A oni tylko zniszczyli system, który funkcjonował w Szwecji, a pieniądze przetransferowali do banków w swoich ojczyznach.
W Szwecji obok domów opieki mamy również pielęgniarki, które odwiedzają osoby starsze w ich mieszkaniach. W pewnym momencie wymierzono, ile średnio zajmuje seniorowi ubranie się, podanie lekarstwa i opiekunka mogła tylko tyle czasu spędzić u seniora.
Pracując jako dziennikarka, miałam okazję przekonać się, że więźniom zapewnia się lepsze warunki niż osobom starszym, np. siłownię, obowiązkowy spacer, dobre jedzenie. I doszłam do wniosku, że seniorzy muszą stać się przestępcami, aby poprawić swój byt.
Kiedy zaczynałam pisać, nie było świadomości w społeczeństwie, że jest aż tak źle. Przeraziło mnie to tak bardzo, że postanowiłam napisać książkę, która będzie krytykować takie zjawiska, ale jednocześnie będzie bawić.

L.M.: Czy sukces książki można poczytywać jako dostrzeżenie problemu, który rozlał się już w całej Europie?
C. I-S.: Faktem jest, że jesteśmy coraz starsi, a ja chciałam napisać książkę, w której to starsze osoby będą bohaterami. A przy okazji przestawiłam mechanizm, którym zniszczono społeczeństwo dobrobytu.

L.M.: Mając wiedzę na temat starości, systemu, czego Pani osobiście boi się w starości najbardziej?
C. I-S.: Nie boję się śmierci, ale nie chciałabym być bezradna, niesamodzielna.

L.M.: Jak wygląda Pani wymarzona emerytura?
C. I-S.: Moja wymarzona emerytura to praca na cały etat, wygodna kanapa, miła poduszka i nalewka z moroszek.

O przestępstwach seniorów

L.M.: Emerycka szajka jest niewidoczna dla otoczenia, nawet policja nie bierze ich pod uwagę jako potencjalnych przestępców. To daje seniorom szerokie możliwości do nadużyć. W Polsce coraz częściej słyszy się o prawdziwych przestępstwach popełnianych przez seniorów. Nie boi się Pani, że książka stanie się dla niektórych inspiracją?
C. I-S.: Faktem jest, że w pewnym momencie zaczęłam dostawać listy z więzienia, w których wytykano mi błędy w opisanych przestępstwach. Starannie planuję te zbrodnie, ale zawsze lokuję jeden błąd, który sprawi, że przestępstwo się nie uda. Bycie dziennikarką i historykiem dało mi narzędzia i możliwości. Mogłam dotrzeć do informacji, które normalnie trudniej byłoby zdobyć.
Chcę, aby te historie były żywe, barwne, wesołe. Nie używam w nich broni, wszyscy są wobec siebie uprzejmi. Nie jest łatwo wymyślić takie zbrodnie. Moi seniorzy po popełnieniu przestępstwa nie są nieporadni, a wielu prawdziwych przestępców bywa. Oni są starsi, mądrzejsi i np. po kradzieży spokojnie wracają do swojej codzienności.

L.M.: Odwiedzając różne kraje, w których ukazała się książka (przetłumaczono ją na 28 języków), jakie dostrzegła Pani różnice w odbiorze czy komentarzach do książki?
C. I-S.: Na przykład w Brazylii sporo rozmawiali ze mną o przestępstwach, w Polsce jesteście bardziej skoncentrowani na sprawach społecznych.

L.M.: Czy to jest pierwsza Pani wizyta w naszym kraju?
C. I-S.: Pierwsza. Podoba mi się i chciałabym wrócić, i zobaczyć jeszcze więcej.

L.M.: Czego Pani życzyć?
C. I-S.: Powodzenia z moim nowym projektem – nową książką. Mam nadzieję, że to z nią wrócę do Polski.

źródło: Gazeta Senior Kraj, październik-listopad 2016 r. 


 

Seniorzy w natarciu_okładkaCo robi grupka emerytów, którzy nudzą się w domu opieki? Którzy nie mogą pogodzić się z jedzeniem bez smaku, z brakiem ruchu, ze złym traktowaniem i z tym, że cały czas się na nich oszczędza. I którzy przypuszczają, że lepiej im będzie w więzieniu. Zakładają Emerycką Szajkę, żeby tak jak Robin Hood zabierać bogatym i rozdawać potrzebującym!

Märtha, Geniusz, Stina, Grabi i Anna-Greta zatrzymują się w luksusowym hotelu, żeby okraść kilkoro zamożnych gości. Sprawy nieco się komplikują i wkrótce Emerycka Szajka zostaje wciągnięta w rozgrywki przestępczego światka. I właśnie wtedy seniorzy zaczynają rozkręcać się na dobre! Przezabawna opowieść o tym, że prawdziwe życia zaczyna się około osiemdziesiątki!

TU możesz zamówić książkę „Seniorzy w natarciu” Cathariny Ingelman-Sundberg KLIKNIJ TUTAJ

Starszy artykuł

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany