Seniorzy to nie margines

Seniorzy to nie margines

Przed drugą wojną światową Konin był małym, powiatowym miasteczkiem wśród dóbr hrabiów Kwileckich. Okoliczne wioski były bardzo biedne. Ziemia piaszczysta, słaba. W samym mieście bezrobocie wielkie. Magistrat, szkoła, kilku rzemieślników, zakład naprawczy maszyn rolniczych. To wszystko. A ludzi sześć tysięcy. „Bieda była taka, że najczęściej jedliśmy gotowaną kaszę na sucho” – pisze ktoś we wspomnieniach. Wojna nic tu nie zmieniła.

Nikt już nie kopie ziemniaków „haczką”

I nagle, w latach pięćdziesiątych, dziesiątki potężnych buldożerów zaczynają ryć w polach drogę do dobrobytu. Jak kwiaty w maju, wśród łanów żyta wyrastają kopalnie, elektrownie, huta aluminium, fabryka maszyn górniczych i przedsiębiorstwa towarzyszące. Okoliczna ziemia staje się potrzebna pod przemysł i pod miasto obsługujące ten przemysł. Wioski znikają jedna po drugiej. Błyskawicznie wyrasta jak spod ziemi pięć osiedli mieszkaniowych, szkoły, restauracje, hotel, kawiarnie, amfiteatr, sklepy, baza autobusowa PKS, asfaltowe ulice… Ludzie ze wsi zostają prędko przesiedleni w zupełnie inny, nowy świat społeczny i cywilizacyjny. Nie ma już podwórka z psią budą, nie nosi się wody w wiadrach, nie doi krowy i nie kopie ziemniaków „haczką”. Jest M-4 w blokach, trawniki, woda w kranach, mleko z mleczarni, a ziemniaki w sklepach warzywnych. Nie ma konia, wozu, wideł i brony. Jest praca przy maszynach, aparaturze, warsztatach. Sama tylko kopalnia zatrudniała dziesięć tysięcy pracowników. Żywiła tyleż tysięcy rodzin. Górnictwo to były wysokie zarobki, „trzynastki”, „czternastki”, premie, własna służba zdrowia, sanatoria, ośrodki wypoczynkowe, górniczy dom kultury, technikum górnicze, przedszkola, żłobki, świąteczne gratyfikacje dla emerytów, fundusz socjalny, kolonie i zimowiska dla dzieci, stołówki zakładowe.

„Hutnik” istnieje tylko z nazwy

Elektrownia i huta niewiele pozostają w tyle. „Energoblok” to praca na kontraktach w Turcji, Libii, dla spawaczy i nie tylko. Praca dawała ludziom dobrobyt, komfort wygodnego życia, kolorowe telewizory, talony na samochody, pralki, lodówki… Ale też dla wielu, zwłaszcza pokolenia senioralnego, stwarzała dużą trudność mentalnego przestawienia się na nowy model życia. No bo jak tu suszyć pranie w jakiejś blokowej piwnicy, a nie na sznurach w słońcu?
I jak się już przestawili, to nagle z końcem XX wieku wszystko się urywa. Jak w bajce o złotej rybce. Kopalnia to już tylko tysiąc ludzi, jedna elektrownia już nie pracuje, fabryki nie ma, po „Energobloku” nawet pamięć zanikła, huta nie odgrywa już żadnej roli w nurcie miejskiego życia, a prężny dawniej dom kultury „Hutnik” istnieje tylko z nazwy. Na miejscu wielkiej bazy PKS stoją bloki mieszkalne, fabryki domów nie ma i tak dalej…

14 tysięcy emerytów

Wysokie bezrobocie jak przed wojną. Młodzież masowo wyjeżdża za granicę. Zostają emeryci, którzy budowali ten upadły dziś dobrobyt. Tę nowoczesność, która zatrzymała się wpół kroku. Stworzyli to miasto, jego chwałę i miejsce na mapie gospodarczej Polski. Emerytów jest tu czternaście tysięcy.
– Seniorzy to nie margines – mówi Jerzy Wojciechowski, zastępca przewodniczącego Miejskiej Rady Seniorów. – Jesteśmy ważną częścią społeczeństwa, ważną częścią miasta.
Rada Seniorów istnieje pięć lat. Drugą kadencję. Wojciechowski jest jej członkiem od roku. Poprzednia, jego zdaniem, była bierna. Jak Prezydent o coś zapytał, to Rada, będąc organem doradczym, odpowiadała. Najczęściej – nie pytał.
– Prezydent jest organem administrującym życiem skomplikowanego organizmu, jakim jest miasto – mówi Wojciechowski, który to rozumie, sam bowiem ma doświadczenie na wyższych szczeblach organizacyjnych. – I nie można oczekiwać, że będzie zajmował się wymyślaniem, co by tu dobrego zrobić dla emerytów. Dlatego uważam, że Rada powinna mieć charakter inicjatywny. To my powinniśmy wysuwać postulaty do rozpatrzenia przez Prezydenta. To my powinniśmy wpływać na politykę Urzędu Miasta wobec seniorów. To my powinniśmy formułować w imieniu seniorów potrzeby, a te, które nie wymagają ingerencji administracji samorządowej, rozwiązywać sami. To nie ten czas, gdy wszystko było dawane z góry, a inicjatywy obywatelskie niwelowano. Do takiego poglądu udało mi się przekonać prawie wszystkich czternastu członków Rady Seniorów.

Jak „Syrenką” jeździli nad jezioro w niedziele

Radę tworzą przedstawiciele siedmiu klubów, Uniwersytetu Trzeciego Wieku, Politechniki Trzeciego Wieku, przedstawiciel Państwowego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów, dwóch radnych i dwóch przedstawicieli Prezydenta. Wojciechowski jest z nadania prezydenckiego. Rada przyjęła kierunek na integrację międzypokoleniową. Żeby dziadek i babcia byli nie tylko elementem rodzinnej pomocy. Żeby byli postrzegani też jako ktoś mądry, godzien szacunku, ktoś, kto ma zasługi i świetną przeszłość za sobą. Młodzież powinna znać dokonania przeszłości i mieć świadomość, że te dokonania były tworzone przez konkretnych ludzi z tego samego bloku mieszkalnego, z tej samej ulicy, z tej samej rodziny.
– Dlatego rozmawiamy z oświatą, żeby od jesieni seniorzy byli zapraszani na lekcje wychowawcze do szkół. Niech opowiedzą w szkolnej klasie wnukom swoich sąsiadów, jak budowali tę szkołę i to miasto, tę elektrownię, gdzie pracuje ich ojciec, ten szpital, w którym pracuje ich matka, jakie były problemy przy budowie huty i jak je rozwiązywano. Seniorzy są w stanie przemówić do wyobraźni realiami, ciekawostką, anegdotą, i to lepiej niż podręcznik. Opowiedzą historię przez pryzmat dnia powszedniego rodzin – jak „Syrenką” jeździli nad jezioro w niedziele i że o wolnych sobotach nikt wówczas jeszcze nie marzył. Młodzież to zaciekawia. Już sprawdziliśmy. To ma być droga do budowania poczucia tożsamości lokalnej przez pryzmat dumy z dziadków i ojców.

Bo i ty będziesz seniorem

Podejście kelnerki przerywa nam rozmowę. Zamawiamy po soku owocowym. Rozmawiamy w „Pałacyku”. Zanim powstał dzisiejszy Konin, przy drodze do odległej od miasta o dwa kilometry stacji kolejowej, wśród pól stał sobie solo ładny dom ówczesnego nauczyciela. Teraz domek ten stoi przy głównym skrzyżowaniu siedemdziesięciotysięcznego miasta, rozbudowany na restaurację z kawiarnią i hotelikiem. Wystylizowany na pałacyk. Ładny.
– Opracowaliśmy ankietę, która ma nam dać obraz potrzeb, oczekiwań ludzi po sześćdziesiątce. Seniorów. Ale to nie członkowie Rady ani organizacje seniorskie będą prowadziły te badania ankietowe. Chcemy, żeby zrobiła to młodzież starszych klas gimnazjów i szkół średnich. Już domówiliśmy w dyrekcjach szkół, że młodzi pójdą z ankietami w miasto szukać emerytów, rencistów, samotnych i nie samotnych, nawiązywać z nimi rozmowy, wypytywać, poznawać osobiście, zgłębiać, co jest istotne w problemach najstarszego pokolenia, doświadczać osobiście, że to pokolenie istnieje, jak żyje, czego by chciało, a nie ma. „Potrzebujemy siebie nawzajem”. „I ty będziesz seniorem”. Tak brzmią moje hasła tego programu.

Na długość czasu filiżanki herbaty

Ten skromny, nierzucający się w oczy ani postawą, ani sposobem bycia inżynier, z lekka szpakowaty, od zawsze znany był z twórczego podejścia do stojących przed nim problemów. Dlatego w tym mieście oscylował zawsze w kręgach kierowniczych. Teraz także – niby emeryt, ale jeszcze pracuje jako organizator procesów informacyjnych o programach unijnych.
– Jest wielu ludzi samotnych – mówi – którzy mają poczucie, że młode rodziny odwróciły się od nich. Niekoniecznie z powodu negacji starości. Po prostu żyją innym rytmem życia. W świecie innych technologii, innego języka komunikacji powszedniej, w innym tempie. Wielopokoleniowość, zajmowanie się rodzicami mieszkającymi w tym samym domu – to czas przeszły, który odszedł do historii właśnie w tych blokowiskach, ciasnych jednorodzinnych M-3. Tym samotnym, starszym ludziom brakuje porozmawiania. Żonaty syn, nawet jeśli stosunkowo często zagląda, to na długość czasu filiżanki herbaty. Jest w mieście siedem klubów i dwa uniwersytety trzeciego wieku. Ale to są spotkania okazjonalne, nie zawierają intymności kontaktu w postaci pogadania o sprawach osobistych. My, Rada Seniorów, domówiliśmy, że jedna restauracja i jedna kawiarnia w określone dni po południu serwują seniorom kawę z ciastkiem za pięć złotych. Dwa lokale, bo w dwóch odległych częściach miasta.

Odprawić rytuał „wyjścia do miasta”

– Piękny gest właścicieli – mówię. – Można umówić się na spotkanie z kimś znajomym w domu, ale pretekst do wyjścia „na miasto” to coś więcej. Trzeba ubrać się, przyczesać, odprawić rytuał „wyjścia do miasta”. Mnie jednak frapuje ów pomysł integracyjny z młodym pokoleniem. Wymaga to przedsięwzięć długofalowych i modyfikowanych w formach. Ale bieg życia zapewne podsunie pomysły urozmaiceń?
– Program rzeczywiście jest długofalowy. Jest to mój osobisty sprzeciw wobec telewizji, która pokazuje starość wyłącznie w formie negatywnej. Starców schorowanych, niedołężnych, mieszkających w fatalnych warunkach, o fatalnej higienie, nieporadnych, prymitywnych, skrzywdzonych przez kogoś lub aparat państwowy. Brak obrazu przeciwwagi w młodych wyrabia zdeprecjonowany obraz starości. Chcę przez ten program pokazać młodzieży starość jako mądrość, jako spokojną refleksyjność, ludzi starych jako zadbanych, zaradnych, zainteresowanych rekreacją fizyczną, kulturalną, społeczną. Ludzi, którzy tworzyli przeszłość gospodarczą i społeczną, a ta jest platformą, na której rozwija się życie dzisiejsze. Życie tych młodych właśnie.
Rozmowa powoli schodzi na tematy towarzyskie. Gawędzimy o biegu dziejów, o tym, jak do Konina przysyłano najlepszych specjalistów z Połańca, Katowic, Bełchatowa, Kozienic, Turoszowa, Jaworzna… Dzisiaj są konińskimi emerytami, a ich głęboka wiedza fachowa i doświadczenie menadżerskie niepotrzebne nikomu. Błąkają się pełni frustracji. Ale czy nie dałoby się wykorzystać tego potencjału do zaciekawienia młodych ludzi gniazdem swego pochodzenia i historią gospodarczą regionu? – zastanawia się Jerzy Wojciechowski. Ja także.

Wojciechowski

Jerzy Wojciechowski, zastępca przewodniczącego Miejskiej Rady Seniorów w Koninie

Tekst i zdjęcia: Andrzej Wasilewski

źródło: Gazeta Senior Poznań/Wielkopolska, sierpień-wrzesień 2016 r. 

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany