Serce tak wali, że aż kiecka lata

Serce tak wali, że aż kiecka lata

Ostatnie miesiące były dla Happy Ladies, czyli leszczyńskich cheerleaderek 50+, niesamowicie pracowite. O zdobytym medalu, ciężkich treningach i planach na przyszłość opowiada pani Barbara Mroczkowska, założycielka, członkini i szefowa zespołu.

 

Ewelina Kodzis: Zacznijmy od najprzyjemniejszej rzeczy – Mistrzostwa Europy Cheerleaders 2014 w Manchesterze. Przywiozły Panie srebrny medal…
Barbara Mroczkowska: Srebrny medal i mnóstwo wspomnień, które zostaną z nami już na zawsze. Do występu przygotowywałyśmy się od kwietnia do lipca. Miałyśmy wspaniałą trenerkę, wicemistrzynię Europy, która ułożyła nam nową choreografię i dobrała odpowiednią muzykę. Trenowałyśmy z nią przez dwa dni, po osiem godzin. Później już same ćwiczyłyśmy trzy razy w tygodniu – i tak aż do czerwca. Przed samym wyjazdem spotykałyśmy się już co wieczór.

E.K.: Czyli było mnóstwo wytężonej pracy. Nie przejadł się Paniom taniec?
B.M.: Nie, taniec się nam nie znudził, mobilizowało nas ciągłe poczucie, że coś jest nierówno, coś może być zatańczone lepiej, coś trzeba jeszcze dopracować. Wierzymy, że trening czyni mistrza, zatem poświęciłyśmy dużo czasu na przygotowania. Nie chciałyśmy przynieść wstydu naszemu miastu, zwłaszcza, że wyjazd był sponsorowany przez władze samorządowe Leszna. Nie miałyśmy wyjścia, musiałyśmy wrócić z jakimś medalem, by udowodnić, że to były dobrze wydane pieniądze.

E.K.: Prezydent z pewnością jest teraz dumny?
B.M.: Tak, to prawda, składał nam gratulacje. Nasze zwycięstwo nie pozostało bez wpływu na promocję miasta, jesteśmy rozpoznawane i zapraszane do mediów. W Manchesterze zrobiłyśmy furorę. Przyznam, że kiedy podczas próby generalnej oglądałyśmy występy Angielek, to poczułyśmy się trochę niepewnie. Do tego ich zespół przewyższał nas stażem – my istniejemy od 2012, a one od 2005 roku. Jednak nasza choreografia była dynamiczna, z doskonałą muzyką i… widocznie miałyśmy to „coś”, co zadecydowało o tym, że zdobyłyśmy wicemistrzostwo. Pamiętam, że w oczekiwaniu na werdykt sędziów siedziałyśmy po turecku na podłodze. Wyniki były podawane po angielsku, a wiadomo, że nie każdy zna ten język. Jednak dosłownie chwilę po odczytaniu wyniku usłyszałam głośne „Basiu, mamy srebro!” i wtedy już nikt nie miał wątpliwości.

E.K.: Jakie były pierwsze reakcje?
B.M.: Krzyczałyśmy, płakałyśmy, cieszyłyśmy się. To było coś niezwykłego. W Lesznie również wielka radość, wszyscy nam gratulują. Jedna z koleżanek powiedziała mi: „Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że ja, mając ponad 60 lat, będę na mistrzostwach w Manchesterze i będę przeżywała takie chwile, to pomyślałabym, że plecie głupstwa”. Takie mistrzostwa to niesamowite emocje. Serce tak wali, że aż kiecka lata…

E.K.: Domownicy również? Te wszystkie treningi zabrały Paniom tak wiele czasu…
B.M.: Nasze rodziny to dla nas największe wsparcie. Mężowie, którzy odwożą i przywożą nas na treningi, dzieci i wnuki, które dopingują i oklaskują występy. Są z nas dumni i dają nam to odczuć. I pomyśleć, że kiedy zakładałam Happy Ladies, sądziłam, że będzie to taka grupa pań, które lubią odpoczynek w ruchu i wolą taniec od np. siłowni… A tu konkursy, grand prix, mistrzostwa…

E.K.: Jakie plany mają Happy Ladies na najbliższe miesiące?
B.M.: Będziemy w Krakowie, w Lesznie, w Poznaniu. Po naszym występie we Wrocławiu podczas inauguracji Dni Seniora otrzymałyśmy parę telefonów – seniorki pytały o możliwość zorganizowania warsztatów tanecznych i o kontakt z naszą trenerką. Może uda nam się ośmielić więcej pań i powstaną kolejne grupy cheerleaderek? Chciałybyśmy mieć z kim konkurować w grupie 50+. Uważam, że tutaj niezbędny jest dystans do siebie. Nie wolno się przejmować uszczypliwymi uwagami, złośliwościami. Pozytywne efekty tańca są tego warte. Jest powód, by wyjść z domu, spotkać się z koleżankami. Taniec wyzwala w człowieku mnóstwo pozytywnej energii, prowokuje do uśmiechu, sprawia, że nasz chód jest zgrabny i sprężysty. Aż chce się żyć!

Źródło: Czerwony Portfelik Senior, wydanie: Poznań październik-listopad 2014
foto: Marek Śnioch

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany