Spisz wspomnienia i wygraj

Spisz wspomnienia i wygraj

Uwielbiasz pisać? Chcesz doskonalić swój warsztat? Potrzebujesz wskazówek? Projekt „PISZEMY+” to coś dla Ciebie.

 

Trwa właśnie druga edycja warsztatów twórczego pisania dla osób powyżej 60. roku życia „PISZEMY+ ”. Warsztaty są bezpłatne, a skorzystać z nich może nawet 400 seniorów z kilkunastu polskich miast. „W czasie zajęć będzie można przećwiczyć różne techniki pisarskie, poeksperymentować z formą, porozmawiać o tym, dlaczego w ogóle warto zabrać się do spisywania rodzinnych opowieści i sprawdzić, czy sprawia nam to przyjemność. Przekonamy się też, że przedmioty – nie tylko wartościowe pamiątki, ale też rzeczy będące świadkami naszej codzienności – to dobry punkt wyjścia do rozpoczęcia swojej historii” – mówi Anna Błaszkiewicz ze Stowarzyszenia Dziennikarzy i Dokumentalistów „Koncentrat”, jedna z trenerek prowadzących warsztaty. Zgłaszać się mogą ci początkujący i ci bardziej doświadczeni. Wszyscy uczestnicy projektu otrzymają materiały szkoleniowe i dyplomy. Adepci sztuki pisarskiej zostaną również zaproszeni do udziału w konkursie literackim. Zadanie polegać będzie na spisaniu historii związanej z ważnym dla nich przedmiotem lub pamiątką. Czekają atrakcyjne nagrody w postaci zestawów nowości książkowych.

Zapisy
Na stronie www.piszemyplus.pl w zakładce „warsztaty” pojawiają się informacje o kolejnych terminach i miejscach spotkań. Wybierz najodpowiedniejszą dla siebie datę i miejsce i zapisz się mailowo: stowarzyszenie.koncentrat@gmail.com lub telefonicznie: 691 937 428.
Organizatorzy mają również specjalną ofertę dla klubów seniora, organizacji i instytucji działających na rzecz osób starszych, które chciałyby współorganizować jedno ze spotkań. W tym celu należy zebrać grupę 15 – 20 osób powyżej 60. roku życia, które są zainteresowane warsztatami i zaproponować miejsce, w którym mogłyby się odbyć warsztaty (spotkania trwają ok. 4 godzin).

W ubiegłorocznym konkursie jury przyznało sześć równorzędnych nagród głównych. Autorką jednego z nagrodzonych opowiadań jest pani Halina Kwaśna, członkini Latających Babć. Oto, co o jej historii zatytułowanej „Czarna jak smoła, magiczna” sądzi jeden z członków jury, prof. Michał Kuziak: „Znakomicie przedstawiona, łącząca emocje i zainteresowanie szczegółem materialnym świata, opowieść o przeżyciu z przeszłości i związanym z nim przedmiotem marzenia i pragnienia – stylową, dawną marynarką. Autorka posiada zdolność nie tylko plastycznego opisu, ale i zaciekawienia czytelnika opowiadana historią”. Nie pozostaje nam nic innego, jak zaprosić naszych Czytelników do lektury.

Czarna jak smoła, magiczna
Halina Kwaśna

Dawno, bo prawie pół wieku temu, Jan przywiózł mnie do swojego rodzinnego domu. Chciał, bym poznała jego bliskich. Stary drewniany dom z oszkloną werandą, jego piękne położenie, od pierwszej chwili urzekły mnie. Gdy jego rodzina przyjęła mnie z wielką serdecznością… poczułam się szczęśliwa. Dom, w którym mama i babcia Jana co tydzień piekły chleb na liściach kapusty. Do dziś pamiętam zapach i smak tamtego pieczywa. Dom pełen tajemniczych zakamarków, skrzypiących schodów i szuflad. Wszystko tu miało swój urok. Ciekawość zaprowadziła mnie na piętro, do małego pokoiku, w którym półki były wypełnione książkami, albumami i pakiecikami listów przewiązanych wstążeczką. – No to już przepadłam – westchnęłam, zabierając się do oglądania fotografii. Odłożyłam jednak zdjęcia. – Za wcześnie tak wdzierać się w rodzinną intymność – pomyślałam i poszłam na mroczne poddasze. Przez szczeliny dachu sączyło się światło, które słabo oświetlało skarby zalegające strych; rozpadający się kołowrotek, żelazko z duszą, dzieża, maselnica, ramy. Wszystko pokryte kurzem i pajęczyną. Moją uwagę przykuła duża szafa. Kiedy chciałam ją otworzyć, jedno skrzydło wypadło z hukiem, płosząc myszy, które uciekały z piskiem. W czeluściach szafy wisiały przeróżne ubrania. Od razu wpadła mi w oko. Czarna jak smoła, gładka, miła w dotyku. Kusiła mnie. Codziennie byłam na strychu z latarką, żeby lepiej widzieć. Oglądałam, macałam. Dotykając ją, czułam się dziwnie poruszona. Wstrząsnęło to mną. Kiedy nie było nikogo w domu, założyłam ją i z wypiekami na twarzy pobiegłam do lustra. Leżała na mnie jak ulał. Jak gdyby ktoś to cudo dla mnie wyczarował. Co prawda zapach miała przedziwny, mieszanina ziół, kurzu, wiatru i co tam jeszcze chcecie, ale mnie to nie przeszkadzało. Czułam, że muszę ją mieć! Marzyłam o niej, ale nie śmiałam o nią poprosić. Wyjechawszy, nie przestawałam myśleć o tym. Kiedy po roku zjawiłam się już jako żona Jana, od razu pobiegłam na strych. – Och! Jest! – ucieszyłam się.
Wówczas zdobyłam się na odwagę i zapytałam, czy mogę mieć tę rzecz. – Oczywiście! Chcę robić porządki na strychu i wreszcie wyrzucić te stare ubrania, które leżą tu już ze 30 lat – powiedziała Zosia, siostra Jana. – Boże! Jak to dobrze, że nikt tego nie zrobił wcześniej – cieszyłam się. Od tej chwili mam ją u siebie… Krój i fason świetnie podkreślający moją talię i biust. Długi rękaw, na dole wąski, u góry finezyjnie zebrany w bufkę uniesioną poduszką. Zapina się na siedem czarnych guzików, w formie kwiatka. Dziurki artystycznie wypracowane. Z przodu klapeczki średniej wielkości, łagodnie zaokrąglone. Przód ma takie cięcia, w których u góry są pęknięcia, a w nich małe ukryte kieszonki. Poły na dole mają ukośne kieszenie. Tył modelowany zaszewkami, podkreślającymi zalety figury. Wewnątrz wykończona bardzo starannie czarną jedwabną podszewką. Z chwilą, kiedy ją zakładałam, działo się coś przedziwnego. Głęboka, niespotykana czerń tkaniny, świetnie podkreślała moją jasną karnację. Z szarej myszki (za takową się uważałam) stawałam się piękna. Kto ją nosił? Jak ona wyglądała? Co przeżywała? Czy była szczęśliwa? Musiała mieć figurę taką jak ja. Tak często o tym myślałam, że podczas kolejnych wakacji, wiele czasu spędziłam na przeglądaniu starych zdjęć. W latach dwudziestych osoby z tej rodziny emigrowały do Ameryki, Brazylii i Francji. Słały paczki, w jednej z nich była ona. Niestety, nie natknęłam się na kobietę w nią ubraną. Szkoda! Wiem tylko, że odbyła długą podróż morską. Miała w sobie zapach morskich fal i wichrów. Byłam szczęśliwa, że kobietom w tym domu nie spodobała się.
Zlekceważona, przez wiele lat przeleżała na strychu. Wierzę, że czekała na mnie, bym ją uratowała. Kiedyś, gdy podszewka zaczęła się rozpadać, wpadłam w rozpacz. Wówczas nie miałam pojęcia o szyciu, a nie chciałam nikomu dawać jej do naprawy. Obawiałam się, że ktoś obcy skradnie mi tę dobrą energię jaką miała. Ostrożnie wyprułam starą podszewkę i na jej podstawie uszyłam nową! Przy tej okazji wypadło trochę światowych śmieci i odkryłam metkę wszytą pod podszewką.
Przywędrowała z Brazylii! Zadziwiające jest to, że przez tyle lat nie oderwał się żaden guzik. – Cóż za nici! – chciałoby się krzyknąć. Towarzyszyła mi w wielu ważnych wyjściach. Gdy miałam zły nastrój wystarczyło, że wypełniałam ją sobą, a od razu czułam się lepiej. Wzbudzała zachwyt. – Skąd ją masz? – pytały koleżanki. Wtedy były modne inne tkaniny i fasony, a ona była oryginalna. Świetnie uszyta. Nadal jest elegancka! Fason, kolor okazały się ponadczasowe. Mam wiele innych, ale żadna jej nie dorównuje. Jest coś magicznego w niej, bo mimo upływu lat, moja figura, trochę się zmieniła, inne rzeczy a to mnie uwierają, albo coś leży nie tak. Zdejmuję je szybko z siebie, sięgam po nią, zakładam i… uwierzcie! Jest dobrze, szykownie! Kocham ją miłością ślepą i bezgraniczną! Moją czarną marynarkę w stylu retro!

Źródło: Czerwony Portfelik Senior, wydanie: Łódź październik-listopad 2014

Nowszy artykuł

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany