Suma popełnionych błędów

W pewnym dużym mieście kipiący aktywnością młodzi ludzie, zjednoczeni w dającym taką szansę stowarzyszeniu, szukając, co by tu zrobić społecznie użytecznego, uznali, że dobrze by było starszych ludzi powyciągać z domów. Po co? Żeby pobudzić ich do zaktywizowania swego życia, co poprzez działanie poza domem da im kontakt z ludźmi oraz włączy ponownie w nurt życia społecznego, z którego wiek ich wyalienował. Teza może trochę dyskusyjna w swoim generalizowaniu – ale chwalebna. Bez wątpliwości.

AWasilewski

Nakładem kosztów (wynajęcie sali, kawa, ciasteczka, ulotki informacyjne) przygotowano spotkanie, na którym (jak czytamy w ulotce) seniorzy opowiedzą o swoich pomysłach, planach i korzyściach z działalności wolontariackiej. W miłej atmosferze – piszą organizatorzy – przy kawie, herbacie i ciasteczkach, porozmawiamy o inicjatywach woluntarystycznych seniorek i seniorów, a dzieląc się naszymi doświadczeniami, zainspirujemy się do zaangażowania na rzecz lokalnej społeczności. Nic – tylko przyklasnąć i pochwalić.
Na tym, wielce interesująco zapowiadającym się co do idei spotkaniu, pojawiło się czworo seniorów, z czego troje służbowo. Pozostali uczestnicy to, oprócz organizatorów, dziewięcioro zaproszonych przez nich przedstawicieli centrów rehabilitacji i domów pomocy społecznej w ogóle niezainteresowanych wolontariatem (jedna tylko osoba reprezentowała wolontariat). Wszyscy kolejno zabierali głos, opisując pracę z niedomagającymi zdrowotnie seniorami, a główne akcenty retoryki obracały się wokół terminów: pacjent, terapeuta, rehabilitant itp. Nie było tu miejsca dla seniora niebędącego pacjentem, niewymagającego terapii zajęciowej, a na tyle sprawnego, żywotnego i rozwiniętego umysłowo, by posiadać potrzebę zagospodarowania własnego czasu i energii dla służby innym.

Zdrowi „na miarę wieku”

Według rocznika statystycznego seniorzy inwalidzi to tylko 14% społeczności 60+. Jakiś wskaźnik procentowy należy dodać na niebędących inwalidami, ale wymagających rehabilitacji z powodu wiekowego stanu zdrowia. Pozostaje jednak duży margines procentowy zdrowych „na miarę wieku”, szukających bodźców do wyjścia z domu. Ale nie o nich była mowa na tym spotkaniu.
Wydaje się, że popełniono w organizacji tego przedsięwzięcia kilka błędów wynikających ze spontaniczności działania (hurra! Robimy!!!) ludzi młodych. Po pierwsze umknęło rozpoznanie głębi i kierunków problemu w tej miejscowości (kilkadziesiąt klubów seniora, kilka uniwersytetów trzeciego wieku, kluby zainteresowań w osiedlowych domach kultury, seniorzy w związku wędkarskim, klubach żeglarskich, klubach cyklistów, szachistów, PTTK, Przyjaciół Filharmonii, Towarzystwie Muzycznym, ogródkach działkowych, wolontariatach itd.).

Co motywuje seniorów?

Wydaje się także, że zabrakło wcześniejszego dotarcia do ewentualnych zainteresowanych „z wolnego naboru”. Młodość jest bowiem okresem garnięcia się do tworzenia zespołowego, wielkiej energii działania, organizowania, tworzenia sukcesów, potwierdzania własnej przydatności. Wystarczy rzucić hasło, a chętni znajdą się zawsze. I tu zabrakło wiedzy o przełożeniu. Motywacja człowieka w okresie starości (no, sorry! – taka jest nasza emerycka prawda) nabiera innego charakteru. Ludzie starsi do uruchomienia działania potrzebują emocjonalnej podniety silniejszej niż samo hasło. Potrzebują zachęt, bo są mniej skłonni do entuzjastycznego podejmowania wyzwań spontanicznych. Nadto, osoby aktywne za młodu, starają się także okres starości przeżyć aktywnie. Kto zaś nie ma w sobie potrzeby aktywności, nic go z domu nie wyciągnie, bowiem osoba taka znajduje przyjemność upychania całego swojego świata w ekran telewizora.

Stereotyp seniora

Niekorzystnie zaważyła także, jak się wydaje, oscylacja wokół powszechnego stereotypu seniora, zwłaszcza lansowanego przez telewizję jako człowieka niedołężnego, zaniedbanego higienicznie, pokręconego chorobą, niezbyt rozwiniętego umysłowo, żyjącego w prymitywnych warunkach, niezaradnego życiowo i ciągle padającego łupem różnych cwaniaczków. „Wszyscy ludzie w podeszłym wieku tacy są, no może za wyjątkiem mojej babci i dziadka, którzy są ludźmi światłymi”. W każdym razie niemal wszyscy zabierający na tym spotkaniu głos „służbowo” wypowiadali się w kontekście takiego poglądu na potrzebę ratowania seniorów z alienacji społecznej.
Przy absolutnej pochwale dla młodych organizatorów za podjęty temat należy wyrazić ubolewanie, że ktoś bardziej organizatorsko doświadczony (a z nazwy organizacji wynika, że tacy na pewno tam są) nie włączył się, choćby doradczo, w tak użyteczne co do idei, przedsięwzięcie. I wyrazić trzeba nadzieję, że pełni twórczego zapału młodzi działacze nie zrażą się jednostkowym niepowodzeniem, natomiast wiele się z niego nauczą. Wszak doświadczenia nabiera się sumą popełnionych błędów, nie inaczej. Rozumiemy, bo przerabialiśmy to przez cały okres życia aktywnego, a i teraz czasem – również.

teskt i foto: Andrzej Wasilewski

CATEGORIES
Share This

COMMENTS

Wordpress (0)
Disqus ( )