Szerszy oddech wsi

Żonaci mężczyźni żyją dłużej niż ich samotni koledzy i nie jest to stwierdzenie potocznym sloganem, lecz prawdą statystyczną. Kobiety także nie są stworzone do życia wyizolowanego społecznie, o czym poucza nas obserwacja ich zachowań. Gdziekolwiek by się znalazły, natychmiast wchodzą ze sobą w kontakty, dążą do wspólnoty zawiązywania choćby doraźnej społeczności.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W odróżnieniu od bardzo zdystansowanych mężczyzn w grupie, grupy kobiece tworzą od razu przyjazne sobie relacje, w których człowiek, a nie jego status ma znaczenie pierwszoplanowe. Ze statusu może wynikać rola w grupie, natomiast przyjazne otwarcie na innych ludzi jest normą kobiet. Endemiczne społeczności długowiecznych na Okinawie, w Tybecie czy Ameryce Południowej to starzy ludzie, którzy większość czasu spędzają w grupach, w gronie znajomych. Niekoniecznie goszcząc się w domach, lecz w kawiarenkach, ławeczkach na skwerach, świetlicach itp.

Wypić rytualną kawę
Zakładowe Kluby Emerytów w Polsce powstawały z takiej właśnie potrzeby. Żeby po przejściu na emeryturę ludzie tworzący zorganizowaną społeczność mogli nadal spotykać się, żeby nie zrywali ukształtowanych przez dziesiątki lat wspólnej pracy więzi personalnych, nie oddalali się od wspólnej bazy konsolidacyjnej, jaka była fabryka, instytucja, zakład. Natomiast emerytom nieposiadającym takiego oparcia, zapełniającym anonimowo osiedla miejskie, naprzeciw wyszły spółdzielnie mieszkaniowe, starające się konsolidować życie społeczności członkowskiej. Tak powstały osiedlowe kluby seniora. Najczęściej bez programu, bez pomysłu, bez aktywności. Ot, spotkać się dla zabicia monotonnie wlokącego się czasu, popaplać o niczym, wypić rytualną kawę i – do zobaczenia za tydzień, na kolejne dwie godziny. Czasem trafi się jakaś osoba charyzmatyczna, daje napęd, coś zaczyna się dziać.

Wiejskie kluby
Zgoła inaczej bywa z podobnymi klubami na wsiach. One najczęściej powstają właśnie z inicjatywy „oddolnej”, inicjatywy jakiegoś lidera z pomysłem, osoby, która ma energię i potrzebę działania, nie lubi monotonii życia i chce wraz z innymi stworzyć coś – żeby „się działo”.
Społeczeństwo wsi nie składa się – w odróżnieniu od miejskich blokowisk – z anonimowych jednostek ludzkich, które niejednokrotnie nawet sąsiadów z klatki schodowej nie znają z nazwiska, a już na pewno nic nie wiedzą o nich jako ludziach. Na wsi wszyscy znają się w większości od szkoły podstawowej, wiele rodzin jest ze sobą spokrewnionych, rodziny rolnicze najczęściej są trójpokoleniowe, gdzie bieżące życie domu przeplata się płaszczyznami wiekowymi w sposób naturalny, dlatego przedsięwzięcia organizowane przez Klub Seniora na wsi nie są obwarowane restrykcją wieku.

Nie tylko dla seniorów
– Jeżeli coś robimy, to najczęściej dla wszystkich, a nie tylko seniorów – mówi Halina Rogowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Klub Seniora w Kramsku. – Dlaczego „stowarzyszenie?” – pytam. – Dlatego – mówi pani Rogowska – że status ten daje nam możliwości ubiegania się o różne fundusze pozwalające uatrakcyjniać nasze formy działania.
Kramsk to niewielka wieś gminna. Rogowska przybyła tutaj wskutek okoliczności życiowych. Nikogo nie znała. Brakowało jej ludzi wokół siebie, koleżanek, znajomych. Mąż jeszcze miał pracę – ona tylko dom. Po jakim-takim rozejrzeniu się uznała, że samej nudno, ludzie do „nowej” się nie zbliżą, więc trzeba pomostów poszukać w pojedynkę i najlepiej, aby to były pomosty niebanalne.

Savoir-vivre dla młodzieży
Zaczęła zakładać we wsi Klub Seniora. Był rok 2006. Na pierwsze spotkanie przyszło 14 osób. Zaczęli od organizowania spotkań z ciekawymi ludźmi, w tym także lokalnymi indywidualnościami. Spodobało się. Potem włączyli do swojej działalności pomaganie uczniom i nauczycielom w organizowaniu różnych uroczystości. Potem nastał czas „warsztatów” z różnych dziedzin: przekazujemy dzieciom to, co umiemy same. Dla babć okazało się to zajęciem bardzo prestiżowym. „Zioła, które leczą” to warsztat edukacyjny prowadzony przez miejscową zielarkę i emerytowaną farmaceutkę. Nie jedyny zresztą. Praca na rzecz młodego pokolenia zajmuje dużo miejsca w Klubie. – Marzą mi się cykliczne zajęcia savoir-vivre dla młodzieży – mówi przewodnicząca.

Na co dzień i od święta
Współpracują z Towarzystwem Przyjaciół Dzieci, biorą udział w Powiatowych Dniach Rodziny, w Powiatowych Dniach Seniora, a także w imprezach organizowanych przez PTTK np. w pikniku „Dzień Kartofla”. Ale mają też własne imprezy, stałe lub okazjonalne, kameralne lub grillowe: a to Dzień Kobiet, a to imieniny kogoś z Klubu, a to Andrzejki.
Pani Rogowska zaczęła szukać lokalnych tradycji czasu minionego. Jedną z nich okazał się wielkopostny żur. Jadało się go „na okrągło” przez okres przedwielkanocny, a w Wielki Piątek wylewało niezjedzony zapas. Kawalerowie wylewali tę zupę na okna domów, gdzie mieszkały co ładniejsze dziewczyny. Te zaś, myjąc ochlapane okna, dumne były z powodzenia, w odróżnieniu od koleżanek, których okna pozostawały czyściuteńkie.

„Wybijanie żuru”
Rogowska ominęła sprawę okien, powróciła do samej zupy. Klub Seniorów zaczął organizować gminną frajdę pod hasłem „Wybijanie żuru”. To wiosenny gminny festyn popisów kulinarnych, których osią przewodnią jest znany powszechnie żurek. Raz gotują go mężczyźni, raz blondynki, innym razem panienki, jeszcze innym razem mężczyźni żonaci – co roku inna grupa. Prezentacja zdolności żurkowych odbywa się oczywiście na festynie, a seniorki popisują się ciastami oraz innymi potrawami i nie jest to jedynie pokaz – każdy może spróbować. Piknik urozmaicają małe estradowe zespoły zagraniczne, co roku inne, np. z Litwy, Czech, Chin, Ukrainy, Bułgarii.

W podróży do Paryża
Klub Seniorów wyprowadził także społeczność wiejską w świat daleki. Rolnicy i rolniczki pracowali całe życie, uwięzieni przez codzienną niezbędność prac gospodarczych. Teraz rolnictwa drobnego nie ma. Wszyscy dawni rolnicy są emerytami, dysponującymi swobodą czasu. Zobaczyli więc Trójmiasto i Bieszczady, Mazury i Wiedeń, Budapeszt i Paryż, Bornholm i Estonię. Wycieczki to nie tylko oglądanie osobliwości innych krajów. To również wewnętrzna integracja interpersonalna członków Klubu.
Wieś czasu obecnego znacznie różni się od wsi sprzed dwudziestu lat. Nie tylko wizualnie. Także kulturowo. Nie ma kompleksu niższego poziomu. A seniorzy dni dzisiejszych na wsi oddychają pełnią okien otwartych na rozległy świat. Nie bez znaczenia w tej postępującej głębi oddechu są tacy inspiratorzy, którym „się chce” – jak Halina Rogowska.

Stowarzyszenia Klub Seniora w Kramsku

autor tekst i zdjęcia: Andrzej Wasilewski

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany