Teraz ja idę w świat! – czyli o z(a)mianie ról na emeryturze

Teraz ja idę w świat! – czyli o z(a)mianie ról na emeryturze

Feminizacja starości wiąże się z przeważającą liczbą kobiet w starszych grupach wiekowych. Czy to problem, czy wyzwanie dla edukatorów osób starszych, a także dla samych seniorów? O różnicach w potrzebach kobiet-seniorek i mężczyzn-seniorów w pierwszej części debaty rozmawiają dr Walentyna Wnuk i Robert Pawliszko.

Linda Matus: Feminizacja starości to wyzwanie czy problem?
Robert Pawliszko: To jest temat trudny i złożony, ma wiele wymiarów. Model społecznego funkcjonowania kobiet i mężczyzn jest bardzo odmienny, tak samo jak różne są ich kariery zawodowe, różne modele spędzania wolnego czasu. A jeśli stwierdzimy, że proporcje rzeczywiście są takie, jak mówi literatura: 70:30 na korzyść kobiet, to trudno budować kolejną przystań dla wędkarzy lub klub brydżowy czy szachowy, bo zapotrzebowanie na nie będzie po prostu mniejsze.

L.M.:
To zacznijmy najpierw od problemów.
Walentyna Wnuk: Wiadomo, że kobiet jest więcej i one szybciej wdowieją.
R.P.: I to jest zjawisko takiej naturalnej feminizacji. Ale chyba pani doktor chce powiedzieć o tej wymuszonej, społecznej.
W.W.: Tak, myślę o przyczynach społecznych, wynikających z doświadczeń życia, z przebytej biografii ludzi. Wydaje mi się, że mężczyzna zawsze, a już w starości szczególnie, definiuje siebie przez pryzmat swojej aktywności zawodowej. Ilekroć przeprowadzałam wywiady z osobami starszymi, to mężczyźni zawsze, niezależnie od tego, jaki temat był badany, informowali mnie o swojej aktywności zawodowej, swojej pozycji, sukcesach. A więc dla mężczyzny ta aktywność zawodowa jest na tyle ważna, wypełniająca jego przestrzeń życia, że w momencie, kiedy przechodzi na emeryturę, kończy się coś, co buduje jego pozycję, jego ważność, jego tożsamość. I na ogół jest też tak, że on realizując aktywność zawodową, równolegle realizował swoje zainteresowania i pasje. Np. sport, który jest tak wszechobecny w życiu mężczyzny. Żona dawała przyzwolenie i on mógł iść na brydża, rower, żeglować, spełniać sportowe pasje.
W przypadku kobiet jest inaczej: pracujemy zawodowo, ale swoją aktywność skupiamy na rodzinie. I dopiero gdy przechodzimy na emeryturę, chcemy zrekompensować swoje dotychczasowe życie. Przykład pani, która wręcz ustaliła z mężem, że teraz to on jest w domu i robi to wszystko, co ona wcześniej przez wiele lat robiła, a ona idzie na uniwersytet. Pani ma teraz czas dla siebie, wcześniej była skupiona tylko na rodzinie. Natomiast w przypadku mężczyzn jest tak, że oni w sposób naturalny realizowali się przez całe życie i jeśli teraz, jako emeryci, nie kontynuują swoich pasji, to jest im trudniej żyć. Poznałam też starszego pana, który opiekując się wnuczką stał się twórcą jej rozwoju. Ona wypełniła jego świat. Może to być kompensacja braku realizacji w tej roli wobec własnych dzieci, spóźniona, ale jakże piękna.

Razem czy osobno?

R.P.: Kobiety wypełniają różne role społeczne: są zarówno matkami, jak i babciami, ale też sąsiadkami, przewodniczącymi samorządu szkolnego…, a jednocześnie pracują zawodowo i to też je w pewien sposób spełnia. A aktywność zawodowa mężczyzn powoduje, że ich inne role schodzą na dalszy plan, są szczątkowe. I w momencie, kiedy mężczyzna przechodzi z tej aktywności zawodowej do świata aktywności społecznej, staje się zagubiony. Bo on nie ma wykształconego modelu funkcjonowania innego niż praca zawodowa. A hobby ma dla mężczyzny wielorakie pozytywne znaczenie. Po pierwsze, dla higieny psychicznej, przy intensywnej pracy zawodowej, daje możliwość tzw. ładowania akumulatorów i wyłączenia się na chwilę, przygotowania umysłu do ciężkiej pracy później. I drugi aspekt: przechodząc na emeryturę mężczyzna wie, co robić, bo ma wykształcony pewien mechanizm, kotwicę. On rozumie, że praca zawodowa była jednym z ważnych elementów, ale nie jedynym. Ma jeszcze rybki, przyjaciół, z którymi się spotyka na brydżu itp.
Wydaje mi się, że trzeba rozpatrywać obie płcie zupełnie osobno. A spróbujmy na nie spojrzeć jak na małżeństwo, na partnerów. Nasi seniorzy skupieni wokół WCS często chodzą parami – mąż i żona. Więc oni musieli ten – ja to nazwałem – model socjalizacji kulturalnej, tworzyć czy też przechodzić bardzo długo, ale razem, wspólnie. A więc mają wypracowane wspólne terytoria przebywania ze sobą, zainteresowania. Może nie te same, ale takie, które wzajemnie się dopełniają albo tolerują.
W.W.: Ale kobiety nie mają problemu z wejściem w przestrzeń publiczną. Jeśli nawet jestem sama i chcę pójść do kina czy zapisać się do klubu, to namówię koleżankę, wezmę ją pod pachę i pójdziemy razem. Mężczyzna tego nie zrobi.
Kobiety w sposób zgodny ze swoimi potrzebami wychodzą naprzeciw ofertom. Bo ta oferta rzeczywiście jest zdominowana przez kobiety, ale też dlatego, że np. jeśli w uniwersytetach powoływane są zespoły, sekcje zainteresowań, to najczęściej one są kobiece, bo powołują je właśnie kobiety. Ale jak pojawił się mężczyzna-żeglarz, to pojawiła się od razu sekcja żeglarska. Jak pojawił się pasjonat brydża, to chociaż wydawało się, że to się nie uda w placówce uniwersyteckiej, ten brydż jest tam uprawiany. Dlatego, że zjawił się mężczyzna, który postawił na tego brydża i skupił zespół, który jest koedukacyjny i regularnie gra.

Natura i kultura

R.P.: A czy znaczącej roli nie odgrywa też natura człowieka podzielonego na dwie płcie? Natura, czyli coś, co jest przypisane płci, nie nabyte, ale takie z czym się rodzimy.
W.W.: Mężczyźni są dominantami. Po co ja pójdę do tego babińca? Baby nie będą mną rządzić. To są dokładne słowa, które usłyszałam od uczestniczek Szkoły Liderów. Oni się boją tego środowiska, czy staną na wysokości zadania. Często też kobiety bardzo się lansują, co niekoniecznie podoba się mężczyznom, w myśl tego, że to on chce być zdobywcą, on chce decydować. Oczywiście są też mężczyźni, którzy szukają przyjaciółki, partnerki w placówkach.
R.P.: Czyli mamy kolejny element decydujący: kulturę, w której żyjemy. Zupełnie inaczej feminizacja starości będzie przebiegała w innych kulturach.
W.W.: Podam kolejny przykład z klubu seniora, tam wśród szesnastu regularnie spotykających się osób jest jeden mężczyzna. I jedna z pań mówi mi: „on nas zdominował”. Ja mówię: „dobrze, ale może mi pani wyjaśnić, na czym ta dominacja polega?”. I ona mi opowiada, że to jest pan z ogromną kulturą, przedwojenny dżentelmen, który im imponuje i który stał się ich idolem, guru. I one, te kobiety, są szczęśliwe i ten jeden mężczyzna im wystarcza. Czyli on tam znalazł odpowiedni grunt. Jest nawet kimś w rodzaju negocjatora, pomaga podjąć decyzję, czyli do niego należy ostatnie słowo. Jest „przywódcą stada” w tym klubie.
R.P.: Ale ciekawa jest również tutaj postawa tych pań, że one się temu poddały.
W.W.: Bo one już są przyzwyczajone, całe życie się komuś poddawały, to też jest kulturowo uwarunkowane. Jeden pan w klubie zdominował nas, stał się autorytetem, ma ciekawą osobowość, jest dżentelmenem, często mediatorem, kiedy nie możemy się dogadać. I to jest dla nich w porządku.
R.P.: Czyli budując autorytet, ten pan zbudował też pewne relacje w tej małej grupie. W sposób naturalny wytworzyły się jakieś zasady, które wszystkim odpowiadają, taka mała umowa społeczna. I tu znowu dochodzimy do wątku kulturowego: bo gdyby była jedna kobieta, to ona stałaby się oczkiem w głowie tych mężczyzn.
L.M.: Jest babiniec, są same kobiety. To może rodzić pewne problemy. Czasami nawet jeden mężczyzna w grupie w pewien sposób oczyszcza atmosferę, jest katalizatorem.
W.W.: Tak zawsze było i tak będzie. Środowisko koedukacyjne jest zawsze…
R.P.: … sprawniejsze. Kultura organizacyjna takiej grupy zyskuje. Często dopełniają się potrzeby mężczyzn i kobiet, te o których rozmawiamy, i jeszcze inne.

Starość ma twarz kobiety

W.W.: Dominacja kobiet, starość, którą widzimy w życiu publicznym, ma twarz kobiety. Bolejemy nad tym, że nie ma mężczyzn. A może to jest ich dobrowolny wybór? Kobiety lubią spotykać się ze sobą, przyjaźnie dojrzałych kobiet są bardzo trwałe i prawdziwe – to pokazują poważne badania. Mężczyźni niekoniecznie, oni w bardzo wielu przypadkach czują się dobrze sami ze sobą, nie lubią okazywać słabości. Kobiety są otwarte, mężczyźni nie. Ona będzie mówić o swoich słabościach i to różnej maści, podzieli się nimi z koleżanką. On swoje kłopoty zachowa dla siebie.
R.P.: Może tu nie chodzi tylko o słabości. Ja bym powiedział szerzej – chodzi o emocje. Mężczyźni nie lubią uzewnętrzniać emocji.
W.W.: Myślę, że wielu mężczyzn ma pomysł na własny scenariusz starości. Wielu z nich się chowa za te wszystkie nowinki techniczne – tablet, grafika komputerowa, fotografia cyfrowa. A jak już to opanuje, to go to tak pasjonuje, że on już nie potrzebuje zrzeszenia. Dla niego oferta uniwersytetu trzeciego wieku nie jest trafiona. Żona go namawia, bo ona chodzi, ale okazuje się, że to jest za jego akceptacją, no idź, a ja mogę przy tym tablecie posiedzieć dłużej. Ale zmienia się sytuacja, kiedy mężczyzna wdowieje. I tu mam wiele przykładów. Jednym z nich był pan – pracownik uniwersytetu, którego bardzo długo namawiałam, żeby zapisał się do tej placówki. A on długo miał opory. Ale gdy się w końcu zdecydował, to był przeszczęśliwy i ciągle przynosił mi kwiaty i dziękował, że on się wreszcie odnalazł. Czyli czasem mężczyźni potrzebują dobrej inspiracji z zewnątrz. On musi tego spróbować, on musi tam się znaleźć.

Źródło: „Gazeta Senior” Wrocław listopad-grudzień 2015

Starszy artykuł

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany