Tropami przodków

Historie rodzinne, które nie są przekazywane z pokolenia na pokolenie, zanikają. Doskonałym sposobem na ocalenie ich od zapomnienia, jest ich spisanie. Mówi o tym Małgorzata Szumska, podróżniczka, blogerka, absolwentka wrocławskiej PWST. W książce „Zielona sukienka. Przez Rosję i Kazachstan śladami rodzinnej historii” opisała swoją podróż na Syberię śladami dziadków, którzy zostali tam zesłani.

piszemy4

Spisując historię swojej podróży, opowiedziałaś też dzieje rodziny.

Każdemu to powiem – jeśli jeszcze tego nie tropiłeś, to na co czekasz? Dla mnie niezwykle ważne było – wiem, że brzmi to patetycznie z ust z 26-latki – kim jestem i dlaczego taka jestem. Po drugie, pamięć jest zawodna. A przecież takie rodzinne historie budują naszą tożsamość – nie tylko tożsamość jednostki, ale też całego społeczeństwa. Jeśli nie nagramy albo nie zapiszemy opowieści starszego pokolenia, to one znikną. Nawet jeśli ktoś powie: – Ja nie miałem kontaktu z dziadkami i te historie mnie nie wyrzeźbiły, warto pomyśleć, że dziś nie siedzielibyśmy sobie z kawą i książką, gdyby nasi dziadkowie nie przelewali za nas krwi. Pamięć o ich życiu jest ukłonem, podziękowaniem i uhonorowaniem tego, co zrobili. To pokolenie dużo cierpiało, dużo ryzykowało, warto im pokazać, że ciągle pamiętamy. (…)

Jak tę książkę przyjąłby Twój dziadek?

Wszystkie fragmenty o nim były pisane przez łzy. Ale myślę, że byłby dumny, pewnie cieszyłby się z samej podróży, może nawet chciałby więcej opowiedzieć? I chciałby, by historia o nim, o młodym „Jastrzębiu” – taki miał przydomek w partyzantce – żyła w pamięci innych ludzi. Jak byłam teraz na Wileńszczyźnie, to moi wujkowie, którzy są w wieku mojego ojca, mówili: – Twój dziadek tak zawsze pięknie opowiadał, myśmy uwielbiali słuchać; on pił i gadał. Więc chcę wierzyć, że dodałby wiele do tej książki i stałby się tak ważną jej częścią, jak stała się babcia Janka. Gdyby żył, bylibyśmy równoprawną trójką bohaterów – Janka, Staszek, no i ja.

Czy pamiętasz jeszcze coś z rozmów z dziadkiem?

Byłam jedyną w domu „zarazą”, która go wypytywała, a babcia czasem na niego krzyczała: – Tyle jej mówisz, że potem nie będzie po nocach spała! Pierwszy raz zaczęłam pisać książkę o dziadku, jak miałam 11 lat, bo już wtedy poczułam, że ta historia jest niesamowita. Moja rodzina ironicznie nazywała mnie wtedy „Szymborską”, bo wchodziłam na drzewa z pamiętniczkiem, szukałam natchnienia i pisałam.(…)
Źródło: Książka o pisaniu, autorki: Anna Błaszkiewicz, Ola Rzążewska, wyd. Stowarzyszenie „Koncentrat”, fot. Jacek Łagowski / Koncentrat

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany