Trzeba zdecydować się na coś, co daje radość

Trzeba zdecydować się na coś, co daje radość

Wraz z początkiem roku wielu z nas zdecyduje się podjąć jakieś zobowiązania względem siebie lub najbliższych. Będziemy rzucać nałogi, odchudzać się, uczyć się tańczyć, odświeżać znajomość języków obcych, spacerować, zmieniać swoje życie na lepsze… Skąd w nas ta potrzeba? Czym się kierować przy wyborze tego, do czego będziemy dążyć? Czy jesteśmy w stanie sobie jakoś ułatwić osiągnięcie celu? Jak sprawić, by się udało? O postanowieniach noworocznych rozmawiałam z psychologiem Rafałem Stankiewiczem.

Ewelina Kodzis: Dlaczego tak wiele osób właśnie na progu nowego roku decyduje się wprowadzać w swoim życiu jakieś zmiany, podjąć pewne zobowiązania?
Rafał Stankiewicz: Kończy się stary rok i czujemy, że coś jest za nami, że zamykamy pewien etap, a otwieramy nowy. Łączy się to zawsze z nowymi nadziejami, oczekiwaniami. Nowy rok to taka naturalna granica, która skłania nas do planowania różnych rzeczy. Można powiedzieć, że to „wisi w powietrzu” – wiele się mówi o postanowieniach noworocznych, o tym, co chce się osiągnąć w nowym roku. Większość ludzi ulega temu i również postanawia coś zmienić, przedsięwziąć, zaplanować.

E.K.: Czyli musimy to zrobić z wielkim hukiem i sylwestrowymi fajerwerkami? Postanowienia podejmowane na dany miesiąc już nie będą tak efektowne?
R.S.: Oczywiście, że możemy robić plany na konkretny miesiąc, ale najczęściej czekamy z tym do nowego roku, bo to jest ta magia przełomu. To tak, jakbyśmy w nowym roku, po przebudzeniu się 1 stycznia, mieli być zupełnie inni – cierpliwsi, bardziej pracowici, skorzy do podejmowania wyzwań… Tak naprawdę nic takiego nie nastąpi, obudzimy się tacy sami – z naszymi nawykami, przyzwyczajeniami, lenistwem. Układając noworoczne postanowienia trzeba brać na to poprawkę.

E.K.: Według statystyk niewiele osób dotrzymuje tych postanowień…
R.S.: Natknąłem się na badania pewnego brytyjskiego naukowca, których wyniki mówią, że jedynie 1 na 10 osób dotrzymuje noworocznych postanowień. Co zrobić, by być tą jedną osobą, której się uda? Co zrobić, by nie łamać danych sobie przyrzeczeń? Warto pamiętać, że jeśli coś sobie postanawiamy, planujemy, to robimy to z poziomu świadomego rozumu, racjonalnej części nas. Chcemy coś zmienić, bo uważamy, że jeśli to zrobimy, to podniesiemy komfort naszego życia. W momencie planowania czujemy, że zdołamy to osiągnąć. Jednak problem tkwi w naszych nawykach. Nawyki to coś, co wiąże się z emocjonalną częścią mózgu. Nawyki nie poddają się racjonalnej kontroli. Na poziomie świadomym chcemy żyć zdrowiej, chcemy oszczędzać, uprawiać sport, a z kolei nasze nawyki sprawiają, że budzimy się rano i… po prostu nam się nie chce wstać pół godziny wcześniej, by pospacerować. Przechodzimy koło cukierni i myślimy, że kupimy „tylko jedno” ciastko. Nasza część racjonalna często nie jest w stanie zapanować nad częścią emocjonalną. Wyrobione nawyki są jak autostrady po których szybko i łatwo się poruszamy. Postanowienia, że chcemy być zdrowsi, że będziemy ćwiczyć i biegać – to takie wąskie ścieżki. Sami musimy zadbać o to, by stały się autostradami. Pomóc w tym może bardziej świadome wyznaczanie sobie celów.

E.K.: Po co właściwie to robimy, skoro to takie trudne do osiągnięcia, wymaga poświęceń i zawsze jest ryzyko, że nam się nie powiedzie? Czy to nam w jakiś sposób służy? Czy warto to robić?
R.S.: Tym, którzy są zdeterminowani, by dany cel osiągnąć, uroczyste noworoczne postanowienie może pomóc. Tym, którzy składają przyrzeczenia tylko dlatego, że „tak się robi” – raczej nic to nie da. Osobiście nie zachęcałbym do podejmowania jakichkolwiek postanowień wówczas, gdy już na starcie mamy wątpliwości i nie wierzymy, że nam się uda. Co zrobić, żeby zwiększyć swoje szanse na powodzenie? Warto wybrać coś, na czym autentycznie nam zależy, co jest dla nas na tym etapie życia istotne. Trzeba się zastanowić i szczerze sobie odpowiedzieć, czy chcemy schudnąć 5 kg, bo to nasz cel, czy dlatego, że nasza koleżanka tak zrobiła, a my tego tak naprawdę wcale nie potrzebujemy? Jeśli tak jest, to raczej nie liczmy na sukces. Warto wybrać coś, co ułatwi nam życie i sprawi, że poczujemy się lepiej. Przykładowo: ktoś dawno temu uprawiał sport, a teraz np. na emeryturze, ma więcej czasu, by na nowo poświęcić się tej pasji. Powinien koniecznie wybrać taki rodzaj sportu, który będzie mu sprawiał przyjemność. Często popełniamy ten błąd, że podejmujemy się rzeczy, których po prostu nie lubimy. Trzeba zdecydować się na coś, co daje radość! Podobnie jest z wyborem ścieżki, która ma nas doprowadzić do celu: jeśli ktoś ma zrzucić tych 5 kg i postanowi wprowadzić restrykcyjną dietę, będzie odmawiać sobie smakołyków, a do tego zacząć biegać (choć tak naprawdę bardzo tego nie lubi) – najpewniej swojego celu nie zrealizuje. Musi wybrać ścieżkę, która jest dopasowana do jego preferencji, jedynie wówczas ma szansę osiągnąć sukces. Może zamiast biegania – pływanie? A może nordic walking z grupką znajomych? Niech aktywność prowadząca do celu nie będzie katuszą, bo w przeciwnym wypadku nasza część emocjonalna po prostu tę aktywność odrzuci i na nic wszelkie starania.

E.K.: Czyli motywacja pokroju „bo sąsiadka też tak zrobiła” będzie nieskuteczna?
R.S.: Nie zawsze pójście za modą jest złe, np. nauka nowych technologii, coraz bardziej popularna wśród seniorów, może być tego typu postanowieniem. Nie warto zostawać w tyle. Myśląc o celu, który chcemy osiągnąć, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: co mi to da? Sformułowanie „chcę opanować obsługę komputera i korzystać z Internetu” brzmi nieciekawie, żmudnie, ale już „chcę opanować obsługę komputera i korzystać z Internetu, by móc komunikować się z dziećmi w Anglii, by mieć łatwy dostęp do informacji, by miło spędzać czas przeglądając kolejne strony internetowe” – to już działa motywująco, gdyż pokazuje namacalne korzyści. Wiele osób korzysta z komputera, Internetu i warto do nich dołączyć, bez względu na wiek. Słyszałem kiedyś taką anegdotę, spytano pewnego dojrzałego pana, dlaczego zdecydował się zacząć chodzić w góry teraz, w wieku lat 80. Odpowiedział, że młodszy już nie będzie…

E.K.: Jak powinniśmy wyznaczać cele, by zminimalizować ryzyko porażki?
R.S.: Postanowienia warto precyzyjnie sformułować, spisać i umieścić w widocznym miejscu – na ścianie, na lodówce itp. Można też opowiedzieć bliskim i znajomym, co postanowiliśmy, by mieć wsparcie społeczne w naszych dążeniach i po to, by samemu poczuć się zobowiązanym do zrealizowania zamierzeń. Chcemy być postrzegani jako osoby konsekwentne, nikt nie lubi przyznawać się publicznie do tego, że coś mu się nie udało i że brak mu wytrwałości. Poza tym ważne jest także precyzyjne określenie tego, do czego dążymy, a więc nie „chcę być szczupły”, tylko konkretnie „chcę do końca lutego zrzucić 5 kg”. Należy wyznaczać sobie mniejsze cele do zrealizowania w krótszym czasie. Zatem nie „w tym roku”, tylko „w ciągu dwóch miesięcy”. Można pójść jeszcze dalej i planować kolejne tygodnie, np. „w tym tygodniu codziennie będę chodzić na półgodzinny spacer”, albo „zamienię słodycze na owoce”. Po tygodniu, kiedy będziemy robić podsumowanie, możemy się miło zaskoczyć, że oto udało nam się w pełni zrealizować cel, a to z kolei umocni nas w naszym postanowieniu na kolejne tygodnie. Nawyki kształtuje się powoli, różne źródła różnie to szacują, ale zazwyczaj mówi się o okresie od trzech tygodni do dwóch miesięcy. Pamiętajmy o tym, kiedy odchudzamy się przez dwa tygodnie i nagle postanawiamy „tylko raz” odejść od przyrzeczenia np. podczas imprezy towarzyskiej. Nasz nowy, mozolnie budowany nawyk kontrolowania tego, co jemy, zostanie wówczas zaburzony i istnieje ryzyko, że porzucimy nasze postanowienie. Warto wytrwać te trzy tygodnie, miesiąc, dwa miesiące. Stary nawyk kształtowaliśmy latami, więc i tutaj musimy być cierpliwi. Inaczej szybko wrócimy na dawne tory z przekonaniem, że nie jesteśmy w stanie realizować naszych własnych postanowień.

E.K.: Czy warto sięgać po dawne postanowienia? Wracać do tego, czego nie udało się osiągnąć, modyfikować tamte cele i starać się na nowo?
R.S.: Osobiście nie uważam, by warto było koncentrować się na tym, co chcieliśmy osiągnąć rok temu, dwa lata temu, trzy lata temu… To było ważne wtedy, a teraz jesteśmy już trochę innymi osobami. Proponowałbym zapytać siebie samego i spróbować sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie, czego w tym momencie tak naprawdę potrzebuję. Czy jest coś, co powinienem zrobić, zmienić? Jeśli czegoś takiego nie ma – nie warto się katować żadnymi postanowieniami i wprowadzać zmian, których potrzeby sami nie odczuwamy.

E.K.: A czy pan ma jakieś noworoczne postanowienia?
R.S.: Nie wdrażam moich postanowień szumnie 1 stycznia. Kiedy czuję, że chcę coś osiągnąć, po prostu się do tego zabieram, nawet jeśli to będzie 10 lutego czy 7 września. W tym roku chcę rozwinąć swojego bloga poprzez częstsze dodawanie wpisów, zrobić szkolenie, które od dłuższego czasu odkładałem. I zrzucić parę kilogramów. Jednak w tym ostatnim przypadku zdaję sobie sprawę, że nie jestem jeszcze gotów powiedzieć, że za dwa miesiące będę ważył 7 kg mniej. Wiem, że dobrze by było to zrobić, ale nie jest to jeszcze mój precyzyjnie określony cel…

Rafał Stankiewicz
Psycholog, trener, nauczyciel i coach rozwoju osobistego i asertywności. W wolnym czasie gra w amatorskiej drużynie piłkarskiej. Uwielbia polskie kino, wszystko co wiąże się z Czechami oraz podróże po Europie Środkowo-Wschodniej.
Kontakt:
strona: www.coachingwroclaw.com.pl
e-mail: lnp.stankiewicz@gmail.com
tel. kom.: 504 039 842

Źródło: Czerwony Portfelik Senior, wydanie: Poznań styczeń-luty 2014

Starszy artykuł

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany