Dla przyjemności życia – UTW w Morągu

Dla przyjemności życia – UTW w Morągu

Morąg to miasteczko z nazwy podobne do odległego o ponad 100 km Mrągowa. Kiedy mylę nazwy tych miast w rozmowie z Andrzejem Niewiadomskim, dyrektorem Miejskiego Domu Kultury w Morągu, spotyka mnie pocieszenie. „Artyści z głębi kraju zapraszani do nas na występy, niekiedy przez nieuwagę jadą do Mrągowa – mówi dyrektor.- A był i taki przypadek, że kiedy zespół jechał w dwa samochody, to jedno auto pojechało do Mrągowa a drugie do Morąga”.

Pan Niewiadomski zapytany o życie seniorów w Morągu, bardzo pochlebnie ocenia aktywność Uniwersytetu Trzeciego Wieku, któremu zresztą użycza sali na wykłady. O istnieniu UTW w liczącym piętnaście tysięcy mieszkańców Morągu „się słyszy, się wie, się bierze udział” – jak zapewnia pytana na ulicy starsza pani na spacerze z pieskiem. Uniwersytet zrzesza około 150 członków co jak nie trudno obliczyć, stanowi około 1% mieszkańców.
Prezes UTW Jerzy Konopko jest bardzo zainteresowany kontaktem z naszą „Gazetą Senior”, którą zna i czyta, ale osobiście nie może. Na spotkanie deleguje członków zarządu Marię Roman i Mirosławę Mądrzycką. Pełne dynamiki, pogodne seniorki lubiące swoją działalność społeczną i czerpiące z jej skuteczności, wiele satysfakcji.
Na typowe pytanie „co pan redaktor chce wiedzieć?” odpowiadam, że nie interesują mnie standardy powtarzające się w każdym UTW. Natomiast interesującym dla czytelników będzie, gdy dowiedzą się o działaniach niepowtarzalnych, właściwych tylko tej konkretnej organizacji.

Akcja rehabilitacja w UTW w Morągu

Sądzę – mówi Maria Roman – że robimy dużo takich przedsięwzięć. Nie będę wymieniała nauki języków obcych czy zajęć komputerowych, bo to jest wszędzie. Bardzo sobie cenimy natomiast akcję „Voltaren max – rozruszaj stawy”. Przeczytałam w gazecie ofertę. Nawiązałam kontakt. Przyjechali rehabilitanci. Przeprowadzili z nami różnorakie zajęcia rehabilitacji ruchowej, pokazali techniki automasażu, wygłosili kilka pogadanek o chorobach stawów i profilaktyce, technikach rehabilitacji, przeprowadzili ileś tam zabiegów. Wiele zrzeszonych u nas osób nie zdawało sobie sprawy ze skutków tych schorzeń i możliwości zapobiegania. Wielu ludzi zaktywizowało się ruchowo po tych zajęciach całkowicie nieodpłatnych. Wydźwięk był bardzo ożywiony.

Nigdy nie jest za późno – sesja zdjęciowa

Zrobiliśmy – wtrąca Mirosława Mądrzycka – sesję fotograficzną dla pań puszystych pod hasłem „Nigdy nie jest za późno”. Sprowadziłyśmy profesjonalnego fotografa a każda z biorących udział, dostała kilka swoich portretów. W tym miejscu pani Mirosława pokazuje kilka naprawdę pięknych fotografii dużego formatu.
A kto pokrył koszty? – pytam. – Same pokryłyśmy – odpowiada pani Mirosława. Składka nie była szczególnie wysoka a satysfakcja olbrzymia, obniżenie poziomu kompleksów jest korzyścią niewymierną. Nie było łatwo namówić te panie, ale się zdecydowały. Później, nie żałowały. Drugiego września w ratuszu otwieramy wystawę fotogramów naszych pięknych kobiet.

Kulturalnie

Uniwersytet w Morągu ma stałą ścianę ekspozycyjną w ratuszu. Ich wystawy, zmieniane co dwa miesiące, zawsze otwiera burmistrz, a wernisaże stanowią lokalne wydarzenie kulturalne, na którym „wypada bywać”. Najczęściej są to prace koła malarskiego, ale nie tylko. Panie mówią o kole literackim – wtrącam.Opowiadam, że w pewnym wielkomiejskim UTW znam taką formę działalności i polega ona na tym, że uczestnicy spotkania przeczytają po jednym wybranym przez siebie wierszu z poezji powszechnej, po czym spotkanie zostaje zakończone. Żadnych dyskusji, dzielenia się wrażeniami czy choćby uzasadnień, dlaczego kogoś urzekł ten właśnie wiersz. A u was? Ależ skąd? – oponuje się pani Mirosława. Ustalamy jakiś tytuł i termin przeczytania tej książki. Potem rozmawiamy o jej treści, bohaterach, problemach, które się tam przewijają. Ludzie w dyskusji znajdują odnośniki do swojego życia lub spostrzeżeń, dyskutują o wyborach życiowych bohaterów, snują refleksje. Przygotowują się do tych spotkań nierzadko o poczynione w trakcie lektury notatki. Staramy się dać ludziom pożywkę intelektualną o wiele bogatszą niż samotne rozwiązywanie krzyżówek przy kuchennym stole. Zachęcamy ludzi – wtrąca pani Maria – do pogłębiania własnego bogactwa duchowego nie tylko przez dyskusje o utworach literackich opisujących różne przejawy życia społecznego poprzez losy bohaterów. Staramy się wprowadzić szersze obcowanie z wyobraźnią poetycką, pobudzać uwrażliwienie na barwę słowa. Jedną z zachęt w tym kierunku jest wydanie w tym roku własnym sumptem w niewielkiej ilości egzemplarzy tomiku wierszy napisanych przez naszych słuchaczy. Oczywiści nie chodzi w tym przedsięwzięciu o wartości artystyczne, ale o to, by dać ludziom satysfakcję, że mają swoje własne miejsce w jakiejś książce. Ludzie wielce sobie cenią taką inspirację do dalszych wysiłków. Widzą perspektywę dalszych wyróżnień, w przyszłym roku bowiem planujemy wydać tomik następny ilustrowany pracami naszego koła malarskiego. Dyskusje nad utworami fabularnymi nie są jedyną formą aktywizującą intelektualnie naszych członków. UTW jest filarem Dyskusyjnego Klubu Filmowego. Wprawdzie jest to projekt realizowany przez dyrekcję Miejskiej Biblioteki Publicznej, ale z naszym walnym udziałem.

Wykłady

No i co tydzień mamy wykłady. Co tydzień? – dziwię się.- Jak wy to robicie? W znacznie większych miejscowościach podobne uniwersytety mają problem przy niebogatych funduszach znaleźć wykładowców raz w miesiącu a wy w takim małym, odległym miasteczku co tydzień? Skąd bierzecie czterdziestu wykładowców rocznie i pieniądze na pokrycie kosztów? Znaczna część prelegentów nie bierze honorariów – odpowiadają panie.- Są to przeważnie wykształcone dzieci naszych członków, krewni, znajomi. Oczywiście, czasem zapraszamy kogoś z Olsztyna czy innych miejscowości, wówczas są pewne koszta. Czasami korzystamy wówczas z życzliwości burmistrza, czasem z Federacji Organizacji Socjalnych Województwa Warmińsko-Mazurskiego, czasem z jakichś innych możliwości. Staramy się wywoływać tematy ciekawe i pewnie nam się udaje, bo frekwencja nigdy nie jest mniejsza niż 50-60 osób.

Wolontariat

Absolutnie wyjątkową formą działania jest, jak sądzę, działająca przy Uniwersytecie czternastoosobowa grupa wolontariatu opiekuńczego. Wolontariusze z tej grupy chodzą do szpitala oraz Domu Dziennego Pobytu. Nie po to, by wyręczać personel medyczny. Chodzą pomóc oddalać poczucie osamotnienia osobom, których nikt nie odwiedza, nie porozmawia, nie okaże indywidualnego, osobistego zainteresowania. Chodzą wypełnić czas rozmowami chorym tak, aby nie czuli się samotni w chorobie, w szpitalu…

Juwenalia III Wieku

Jako jedyny z województwa, Uniwersytet w Morągu bierze od czterech lat udział w warszawskich Juwenaliach III Wieku. Przedsięwzięcie to stanowi przegląd form artystycznych organizacji seniorskich. Oglądam pokazywane mi dyplomy uzyskane w różnych konkurencjach. Przygotowania programów do Warszawy, pochłaniają cały rok. To ludzi angażuje emocjonalnie i rozwija artystycznie – mówią moje rozmówczynie. Podkreślają, że w działaniach tych członkowie stowarzyszenia odnajdują w sobie ukryte talenty. Na przykład pielęgniarka okazała się artystką recytacji a nauczycielka biologii gra monodramy jak zawodowa aktorka.
W naszych słuchaczach chcemy zaszczepić poszukiwania pasji – mówi inny członek zarządu, Irena Miotk. Chcemy dać impuls wyjścia z pozycji pasywnych, konsumpcyjno-krytykanckich na pozycje znajdywania radości twórczego działania i dać im odczuć płynące z tego satysfakcje. Mieliśmy przykład z sesją fotograficzną puszystych. Ileż to było na „nie”, ile zawstydzenia, argumentowania, że to nieskromne tak prezentować się publicznie, że nie są piękne a wręcz przeciwnie, że inni będą się naśmiewać, że jeszcze nie wiadomo co… a potem, kiedy zaczęło się dziać, zaczęły rozkwitać, obrastać w dumę ze zdziwienia, że są takie ładne i teraz już nie sprzeciwiają się ekspozycji własnych portretów na wystawie w ratuszu. Co więcej – jedna z koleżanek jako hobbystka robi prześliczne lalki. Jej także chcemy dać szansę satysfakcji artystycznej. Ekspozycje jej prac połączymy z wystawą fotograficzną, którą nazwiemy DAMY I LALE. Właśnie piszę słowo wstępne – prelekcję na wernisaż wrześniowej wystawy. Będzie o pięknie kobiecej dojrzałości i innych miarach życia niż w minionej młodości.

Savoir-vivre a nowe technologie

Zamierzam też zorganizować – mówi pani Irena- jakieś zajęcia ze współczesnego savoir-vivre. Na przykład, kiedy obowiązkowo trzeba odpowiedzieć na e-maila czy SMS, a kiedy nie jest to konieczne, kiedy wypada oddzwonić na nieodebrany telefon, a kiedy nie koniecznie i tak dalej. Życie przyniosło także inne formy obcowania międzyludzkiego, które trzeba unormować jako formuły elegancji lub jej braku. Marzy mi się także kurs flamenco. Z prostej przyczyny. Emerytkom czas nie upiększa nóg. Raczej przeciwnie. Często więc nie chcą tańczyć, żeby nie eksponować nóg. A flamenco – tańczy się w szatach długich, proszę pana. I to rozwiązuje sprawę ruchu w tańcu. Dla estetyki, gracji ruchu, ruchu w stawach, pracy mięśni, aparatu oddechowego, intensywniejszej pracy serca. Dla przyjemności życia.

autor tekst i zdjęć: Andrzej Wasilewski

UTW w MorąguUTW w MorąguOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany