UTW Wiedeń: nad pięknym modrym Dunajem

UTW Wiedeń: nad pięknym modrym Dunajem

UTW Wiedeń. Klub seniora. Jak wyglądają? Przy dwóch stolikach emeryci płci obojga, przy lampce wina grają w karty, gawędząc wesoło. Wino jest w tej kulturze oczywistością. Klub seniora – mówi pani Lidia – to taka świetlica. Do zadań kierownika należy także inicjowanie urozmaiceń w życiu klubowiczów. Wymyślanie atrakcyjnych zajęć, rozrywek, kursów.

Wiedeń. Miasto – legenda. Stąd płynęła na Europę muzyka klasy najwyższej. Tutaj polski król Jan Sobieski zahamował spływającą z Turcji na Europę powódź islamu (o paradoksie! Dzisiaj w Wiedniu tyle owego islamu, że mówi się o nieoficjalnej dzielnicy tureckiej). Wiedeń był stolicą Cesarstwa Austrowęgierskiego obejmującego część ziem polskich zwanych Galicją. W tym mieście zrodziły się podstawy współczesnej psychologii wyodrębnionej z psychiatrii za sprawą lekarza Zygmunta Freuda i skutków wygłoszonego przezeń na uniwersytecie wykładu przed profesurą medyczną. W wykładzie tym udowadniał niemoralną, obrazoburczą nowość – że kobieta, która lekarzowi mówi, jakoby podczas aktu seksualnego doznaje poczucia wzlotów i odlotów, naprawdę nie powinna być poddawana szpitalnemu leczeniu psychiatrycznemu, są to bowiem doznania wynikające z przyrody płci żeńskiej. Profesorowie opuścili aulę z oburzeniem: jak można godzić w powszechnie uznane twierdzenia autorytetów i wydumaną pornografię wprowadzać na piedestał nauki!!! Freuda pozbawionego natychmiast dyplomu lekarskiego przygarnęli bardziej znający się na rzeczy Francuzi i nauka dobrze na tym wyszła. Kobiety także. To w Wiedniu po II wojnie światowej splatały się tajemnicze drogi wszystkich wywiadów wojskowych świata.

Ach! Wiedeń!…
Jest to także jedyne miasto Europy Zachodniej, gdzie do dzisiaj w centrum znajduje się mauzoleum z wielkim napisem: „Na Chwałę Armii Radzieckiej Która Wyzwoliła Europę od Hitleryzmu”. W niedawnych latach osiemdziesiątych Wiedeń był bramą Zachodu, przez którą przelewał się masowy exodus Polaków z paszportami wydanymi „do domu i każdemu” przez premiera Rakowskiego. W Wiedniu bowiem znajdował się swego rodzaju „punkt rozdzielczy” uchodźców z Polski pomiędzy, deklarujące gotowość ich przyjęcia, kraje Zachodu. To w Operze Wiedeńskiej odbywają się corocznie oprócz koncertów najbardziej prestiżowe w Europie bale noworoczne będące synonimem super elegancji osób i super elegancji tanecznej, na którym nadal obowiązują fraki i długie suknie wieczorowe. Ach! Wiedeń!…
Ale Wiedeń to także sto tysięcy Polaków w tym około dwudziestu tysięcy z obywatelstwem austriackim, jak informuje nas wicekonsul Ambasady Rzeczypospolitej, obecna grzecznościowo na Kongresie Polskich Kobiet w Austrii. Kongres to nie tylko konferencja. –Kongres jest organizacją o wielu celach – mówi jego przewodnicząca Anita Zigler-Chamielec, wyliczając je kolejno. Nie wdając się w szczegóły, można te cele określić zbiorczo jako konsolidację emigracyjnego środowiska kobiecego wokół solidaryzującej więzi narodowej; wokół niezależnych od miejsca zamieszkania kobiecych problemów; stymulujący kobiecą aktywność polityczną, społeczną i towarzyską oraz stymulujący wzrost świadomości znaczenia społecznego kobiet. Na Kongres przybyły zaproszone delegacje z kilku miast Polski, oraz z Niemiec i Chorwacji. Poruszane panelowo tematy koncentrowały się wokół zagadnień przemocy, praw kobiet oraz stereotypów i uprzedzeń wobec kobiet z dawnego bloku wschodniego.

Ocalić od zapomnienia
Kongres nie jest jedyną organizacją, w której mogą integrować się ludzie z Polski. Polsko – Austriackie Towarzystwo Kultury liczy ponad stu członków. Grupuje chętnych do organizowania Austriakom prezentacji dorobku kultury polskiej niezależnie od rządowego Instytutu Polskiego. Jak mówi Solvita Kaługina-Bułka, celem organizacji jest przybliżanie dzieciom i młodzieży o polskich korzeniach tradycji, historii i kultury kraju pochodzenia oraz umożliwianie Austriakom zbliżenia się do naszej kultury. Pewne formy integracji w oparciu o więź religijną prowadzi parafia „polskiego kościoła”. Także Stacja Naukowa Polskiej Akademii Nauk, której zadaniem jest popularyzacja wśród Austriaków dorobku polskiej nauki w różnych dziedzinach, włącza się w integracyjny nurt uchodźczy. Podkreślić trzeba, że raz w miesiącu pracownicy naukowi PAN prowadzą publiczne wykłady dla Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Wiedniu.

UTW Wiedeń
UTW w Wiedniu założył sześć lat temu i prowadzi nadal, mieszkający w Austrii od trzydziestu lat Sławek Iwański, właściciel i redaktor naczelny gazety „Polonika”. – Polakom przechodzącym na emeryturę zawęża się krąg kontaktów społecznych i osobistych. Założyłem więc ten uniwersytet dla możliwości cyklicznego spotykania się, podtrzymywania znajomości – mówi.
Uniwersytet liczy 123 członków, którzy spotykają się w stałych sekcjach (literacka, malarska, dyskusyjna i sportowa) oraz na imprezach doraźnych. Właśnie na taką imprezę trafiłem. Dzień Dwujęzyczności. W programie dyktanda sprawdzające w języku polskim. Sala pełna osób w różnym wieku, także rodziny z dziećmi. Wszyscy z przejęciem pracują na tekstach. Potem wyławianie błędów. Jeśli ktoś dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat na co dzień mówi po niemiecku, nawet myśli po niemiecku, często ma trudności w rozmowie językiem dzieciństwa znaleźć odpowiednie słowa. A cóż dopiero z pytaniem „u” czy „ó”, „rz” czy „ż”, „głupi” czy „gupi”, „małpa” czy „maupa” itd. Odniosłem wrażenie, że ów „trzeci wiek” w nazwie jest symboliczny, bowiem szef uniwersytetu organizuje także pracę z dziećmi, dającą szansę ćwiczenia poprawności językowej oraz obrzędowości tradycyjnej. Zapewne czyni się tam jeszcze więcej dobrego dla podtrzymywania polskości, niestety rozmowa była płytka bowiem pan Iwański, grzeczny i układny, nie bardzo był nią zainteresowany. O wiele większe zainteresowanie rozmową z polskim dziennikarzem wykazały panie Marta Korol-Dopp i Lidia Lindenthal.

Klub seniora dla 4 osób
Obie panie są etatowymi pracownicami austriackich klubów seniora (!). I tu zaczynają się ciekawostki. Bowiem geneza klubów seniora sięga okresu po drugiej wojnie światowej, kryzysu ekonomicznego będącego jej wynikiem oraz kryzysu socjalnego, co jest logicznym następstwem. W dzielnicach Wiednia władze stworzyły wówczas kluby seniora jako etatowe jednostki organizacyjne pomocy społecznej dla ludzi wieku podeszłego niemających oparcia w zakładowych służbach socjalnych i mniej zaradnych życiowo. W klubie można było posiedzieć w cieple, pogadać ze znajomymi z osiedla, dostać bezpłatnie ciepły obiad oraz niektóre produkty żywnościowe. Taki profil działania wymagał zatrudnienia osoby odpowiedzialnej za sprawność działania. – I tak zostało do dzisiaj – mówi pani Lidia.
Jest kierownik, jest obiad o 14.30, jest towarzystwo sąsiadów. Tradycja jest tak silna, że jeżeli do klubu przychodzą tylko cztery osoby – Urząd Miasta utrzymuje lokal i etat, likwidacja bowiem, przedkładanie ekonomiki nad potrzeby podopiecznych spowodowałoby bunt społeczny. Klub ma stały budżet i roczne plany pracy integracyjno-rozrywkowej. Jeśli robimy jakieś drobne imprezki np. czyjeś urodziny, jubileusze itp. to dla uczestników zastawa stołu jest bezpłatna.

W klubie pani Lidii
Siedzimy w „jej” klubie. Przy dwóch stolikach emeryci płci obojga, przy lampce wina grają w karty, gawędząc wesoło. Wino jest w tej kulturze oczywistością. Klub seniora – mówi Lidia – to taka świetlica. Do zadań kierownika należy także inicjowanie urozmaiceń w życiu klubowiczów. Wymyślanie atrakcyjnych zajęć, rozrywek, kursów. Austria to kultura niemiecka. Pani Anka mieszkająca w Berlinie mówi: – Klimaty integracji społecznej w działaniach, wielkie garnięcie się do znajomości międzysąsiedzkich, nigdy nie spotkałam w przedsięwzięciach podziału na seniorów i resztę – wiek nie jest powodem jakichkolwiek przedziałów, poszanowanie przez władze inicjatyw oddolnych uważam za cechy charakterystyczne tej kultury.
Pani Marta została zatrudniona w klubie, ponieważ jest Polką – i ten powód zatrudnienia jest ewenementem. Powiększa się bowiem ilość starszych mieszkańców Wiednia obcych narodowości. Miasto stara się wyjść naprzeciw przewidywanym kłopotom przyszłości. Austriacy dobrze się czują ze sobą i niechętni są do obcowania z nieznajomymi. A tych wiedeńskie dzielnice są pełne. Najbardziej widoczni są islamiści (w większości Turkowie) oraz Azjaci (po wyglądzie trudno odróżnić: Japończycy? Chińczycy? Wietnamczycy?) i Arabowie. Tych na pewno emeryci wiedeńscy nie zaakceptują między sobą w klubie. Ale Polacy byliby bliżsi kulturowo. Sprawa nie jest łatwa, bowiem wszyscy pamiętają z końca lat osiemdziesiątych polskie tabuny wiecznie pijanych, hałaśliwych, rozchełstanych, wulgarnych lumpów płci obojga, tłumnie i nie zawsze skromnie sypiających na kartonach w dworcowych halach Berlina i Wiednia. Ten obraz już nie istnieje, ale pokutuje w świadomości Austriaków. Ludzie pamiętają takich właśnie Polaków. Zadaniem Marty jest praca organiczna nad zmianą tej świadomości i stopniowe organizowanie integracji. Polacy bowiem wśród imigrantów wydają się być najbliżsi kulturowo. Mimo wszystko – Europejczycy. Do integracji tej wszelako nie palą się polscy emeryci, którzy nawykli do samotności towarzyskiej w obcym kraju. Nie chcą być traktowani w klubie przez miejscowych tonem pogardliwej wyższości, jako element drugiej kategorii, którego przygarnia się z łaski.

Na emigracji
Z Polski też przyjeżdżają czasem babcie-emerytki jako pomoc rodzinna przy dzieciach. Nie do wszystkich i nie zawsze wtedy, kiedy potrzeba. – Bardzo ważne jest posiadanie znajomych jako substytutu rodziny w doraźnej opiece nad dziećmi – mówi Danusia Schnabel, matka dwójki dzieci, rozwiedziona, pracująca legalnie, zgodnie z wykształceniem jako polonistka. Pani Jola jest emerytowaną nauczycielką, do Wiednia przyjechała odwiedzić córkę i została na zawsze. Ale mieszka oddzielnie, bo uważa, że nie jest dobrze, jeśli matka mieszka u zamężnej córki. – Mężczyzna musi mieć w domu jedną, tę, która jest jego kobietą, wówczas ma swój psychiczny i emocjonalny porządek – tłumaczy. Z polską emeryturą nauczycielską w strefie euro? –Tak – odpowiada Jola. – Jeśli tu mieszkam to mimo braku obywatelstwa, przy dochodach z polskiego ZUS nieprzekraczających pewnego minimum, dostaję dofinansowanie od Austrii. Oczywiście cichaczem dorabiam sprzątając, bo 850 euro łącznie to naprawdę minimum egzystencji.
Marysia, też emerytka, także dorabia, ale ponieważ nie mieszka samodzielnie lecz u córki, dostaje połowę dofinansowania. Życia towarzyskiego szukają poprzez udział w polonijnych organizacjach. Doraźnie. Bo na systematyczną aktywność nie mają czasu.
– Życie emigranta to praca, praca, praca… Praca na zabezpieczenie bytu, na wizerunek w obcym otoczeniu, na akceptację w środowisku, na akceptacje towarzyską… a i tak zawsze będziesz odczuwać, że jesteś kimś obcym – mówi pani Urszula. I to także jest powodem, że kiedy austriacki emeryt odpala Harleya i bierze na tylne siedzenie pasażerkę, z którą jedzie na wycieczkę, polski nawet jeżeli już nie musi, nadal idzie do pracy, żeby nie siedzieć bezczynnie. Przecież nie ma Harleya.
#
Autor dziękuje tą drogą pani Celinie Vesely z Wiednia i Jej siostrze za życzliwość, organizację kontaktów i częściowy sponsoring, dzięki czemu naszym czytelnikom możemy przybliżyć powyższy obraz.
Tekst i zdjęcia: Andrzej Wasilewski

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

CATEGORIES
TAGS
Share This

COMMENTS

Wordpress (0)
Disqus ( )