W Pawilonie 4 Kopuł

W Pawilonie 4 Kopuł

Minął już zgiełk i wrzawa towarzysząca otwarciu Muzeum Sztuki Współczesnej, teraz można spokojnie pooglądać wystawioną w części przestrzeni wystawę prac polskich twórców sztuki współczesnej. Na zwiedzanie wybrałem się we wtorek, wtedy bilety są za darmo, za zero złotych. W pozostałe dni tygodnia niestety kosztują, choć ceny nie przerażają.

Do Pawilonu dojedziemy komunikacja miejską. Wprawdzie przystanek jest słabo przystosowany dla osób o ograniczonej sprawności, ale i tak lepiej niż na placu Grunwaldzkim. Krótki spacer po schodach i wchodzimy do lśniącego nowością i bielą muzeum. Ta biel zachwyca za każdym razem, jak tam jestem. Pod pierwszą kopułą miła pani z obsługi wręcza nam bilet, dzisiaj wtorek więc bilet dostajem za uśmiech. Sympatyczny szatniarz odebrał zbędne rzeczy, torby i plecaki. Pan z szatni pracował w tym obiekcie przed 20 laty, jak sam opowiada, w czasach, kiedy była tu wytwórnia filmów. Zajmował się wywoływaniem filmów. Warto chwilę porozmawiać, opowieści zabawne i o sławnych reżyserach. Przechodzimy przez księgarnię, wkładamy bilet do czytnika i uchylają się szklane drzwiczki. Panie z obsługi pomogą, jak coś nie działa. We wnętrzu przyjemnie chłodno o kilka stopni mniej niż na dworze, a wtorek był upalny. To zasługa pomp ciepła, które utrzymują właściwą wilgotność i temperaturą odpowiednią dla wystawionych obrazów, instalacji i rzeźb.

Wchodzimy na wystawę zatytułowaną Kolekcja sztuki polskiej II połowy XX i XXI wieku. W magazynach Muzeum Narodowego we Wrocławiu zgromadzono 20 tysięcy eksponatów, na wystawie zostało pokazanych po 2, 3 prace każdego z wybitnych przedstawicieli polskiej sztuki. Wystawa zaczyna się od 2 pasteli Witkacego, nie zachwycają. Wyraźnie przegrywają kolorem z Podaj cegłę Kobzdeja. Radość i duma bije z tego socjalistycznego obrazu, choć studenci z obrazu obok jacyś szarzy. Idę sobie wzdłuż wystawionych obrazów, co chwile przystaję i przysiadam. Białe ławki, biała podłoga, białe ściany, tylko na suficie widać jakieś cienie instalacji ułożonej na dachu przez matowe szkło. Wielkie nazwiska Strzemiński, Opałko, Hasior, Kantor, Lebenstein, rzeźby, obrazy, tkaniny. Jest spora reprezentacja wrocławskich twórców Get- Stankiewicz, Hałas, Jarodzki. I tak powoli idę sobie i zachwycam się, a to architekturą pawilonu, a to dziełami sztuki. Panie z obsługi chętnie pomagają i dyskretnie patrzą na zwiedzających, doradzają. Tak dochodzimy do najładniejszego miejsca w muzeum, do zdobionej greckim motywem eliptycznej kopuły i półokrągłej sali. Tu warto zwrócić uwagę na architekturę, na kolumny. W tej fantastycznej przestrzeni zostały umieszczone na stalowej konstrukcji Abakany i to mi się nie podoba. Okna zasłonięte papierem też wzbudzają mój sprzeciw. Powoli zbliżamy się do końca. Wychodzimy na osłonięte szkłem patio z potężną stalową konstrukcją. W jednym kącie budka z Dróżdżem w drugim Abakanowicz. W rogu przy wyjściu przycupnęła kawiarnia z nowoczesnymi fotelami. Po kawie i ciasteczku wychodzimy. Musimy wsunąć bilet do czytnika, odebrać pozostawione w szatni przedmioty i można jeszcze wstąpić do księgarni po okolicznościowe wydawnictwa i gadżety. Wychodzimy na wypełniony food truckami plac, frytki, kiełbasa i grill wprowadzają w codzienność. Wizyta nadzwyczaj udana. Muzeum w którym obrazy i rzeźby są od siebie w takim oddaleniu, że nie zakłócają odbioru.

Niedługo, bo w od 23 sierpnia będzie prezentowana wystawa z najbardziej opiniotwórczego dworca w zakresie sztuki współczesnej Hamburger Bahnhof, Kolekcja Marxa. To będzie wydarzenie na miarę stolicy kultury.

Tekst i zdjęcia: Jerzy Dudzik

_DSC8046

_DSC8051_DSC8049_DSC8050_DSC8065_DSC8053_DSC8073_DSC8085_DSC8083

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany