Z czego mamy się cieszyć?

Z czego mamy się cieszyć?

„Starym jest się wówczas, gdy więcej radości przynosi przeszłość niż przyszłość”. To stwierdzenie J. Knittela niech sprowokuje Czytelników do zadania sobie pytania: z czego miałby się cieszyć star(sz)y człowiek – zwłaszcza w Polsce?

Lista powodów do wszelkich odmian smutku zdaje się nie mieć końca – i tej akurat nikomu nie trzeba tu przypominać. Ale co z tą drugą listą, czyli spisem powodów do uśmiechu i autentycznej radości – czy w takim zestawie rzeczywiście mogą być tylko wspomnienia?

Czy umiesz patrzeć?
Do dziś pamiętam tę lekcję polskiego w VI klasie. Mieliśmy jako zadanie opisać swoją drogę do szkoły. Pani wywołała najpierw kolegę Bernarda. Ten stanął przy tablicy, wyjął z kieszeni wymiętoszony zeszyt i odczytał jedyne zdanie, jakie zdołał ułożyć: „Na mojej drodze do szkoły nie ma nic ciekawego”. Pominę litościwie opis reakcji nauczycielki po tej uczniowskiej prezentacji (a było na co popatrzeć i czego posłuchać!). Po Bernardzie zadanie odczytała jego koleżanka Janina – i był to po prostu… idealny scenariusz do filmu!
Ciekawe: Ta sama klasa i szkoła, ta sama ulica, ten sam wiek – a jakże różne spojrzenie na świat! I właśnie dlatego nasz sposób widzenia świata warto poddać autorefleksji: na co zwracamy uwagę w swojej codzienności, co jest przedmiotem naszych zainteresowań, rozmów i spotkań, czemu poświęcamy najwięcej czasu, uwagi i energii? I jaki mamy interes w tym, by promować pesymistyczną wizję świata?

Niewdzięczność zaślepia
Ludzie wierzący rozpoczynają często swoje modlitwy poranne od pieśni „Kiedy ranne wstają zorze”, w której pojawia się następujące pytanie: „A człowiek, który bez miary obsypany Twymi dary, coś go stworzył i ocalił – więc czemużby Cię nie chwalił?”. I to jest nasz kolejny problem: nie dziękujemy Panu Bogu i nie doceniamy darów, które nam codziennie zsyła Jego Opatrzność! Zdrowie doceniamy dopiero po jego utracie, chleb podczas głodu, dom, gdy przychodzi błąkać się po obcych kątach… Dlaczego? Bo wszystko się nam należy?
Ale nawet wtedy, gdy umiemy być wdzięczni i Panu Bogu, i ludziom za otrzymywane dobra, i nawet wtedy, gdy tych dóbr mamy pod dostatkiem – wreszcie uświadamiamy sobie, że człowiekowi do pełni szczęścia nie wystarczy ziemia i to, co ją napełnia! Dlaczego? Bo człowiek jest istotą cielesno-duchową i przeznaczony jest do nieśmiertelności!

Radość duchowa
Rodzi się ona pod wpływem bliskości Boga, Najwyższego Dobra. Nakazy Pana są słuszne – przynoszą sercu radość (Ps 19, 9). Zachowanie przykazań jest źródłem radości, gdyż są one przewidziane dla dobra nas, ludzi. Gdzieś tam w głębi serca czujemy, że gdybyśmy chcieli te Boże wskazania zachowywać, świat nie potrzebowałby tylu łez.
Obiecana nam jest jeszcze radość eschatyczna, czyli ta, która czeka nas w Niebie. Wszyscy czekamy na powtórne przyjście Pana, a ono nie oznacza naszej klęski. Pan Jezus zapowiedział: Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać (J 16, 23).

ks. Aleksander Radecki
Przypomnienie cyklu publikowanego w „Czerwonym Portfeliku Senior” w 2012 roku
fot. Pixabay

 

Jak św. Franciszek wędrując z bratem Leonem, tłumaczył mu, co to jest radość doskonała

Kiedy pewnego razu zimową porą św. Franciszek szedł z bratem Leonem z Perugii do Świętej Panny Maryi Anielskiej, a ogromne zimno dokuczało im wielce, zawołał na brata Leona, który szedł przodem, i rzekł: – Bracie Leonie, choćby bracia mniejsi dawali wszędzie wielkie przykłady świętości i zbudowania, mimo to zapisz i zapamiętaj sobie pilnie, że nie jest to jeszcze radość doskonała. Kiedy św. Franciszek uszedł nieco drogi, zawołał nań po raz wtóry: O bracie Leonie, choćby brat mniejszy wracał wzrok ślepym i chromych czynił prostymi, wypędzał czarty, wracał słuch głuchym i chód bezwładnym, mowę niemym i – co większą jest rzeczą – wskrzeszał takich, co byli martwi przez dni cztery, zapisz sobie, że nie to jest radość doskonała. I uszedłszy nieco, krzyknął znów głośno: O bracie Leonie, gdyby brat mniejszy znał wszystkie języki i wszystkie nauki, i wszystkie pisma tak, że umiałby prorokować i odsłaniać nie tylko rzeczy przyszłe, lecz także tajemnice sumień i dusz, zapisz, że nie to jest radość doskonała. Uszedłszy nieco dalej, św. Franciszek zawołał jeszcze głośniej: O bracie Leonie, owieczko Boża, choćby brat mniejszy mówił językiem aniołów i znał koleje gwiazd i moce ziół, i choćby mu objawiły się wszystkie skarby ziemi, i choćby poznał właściwości ptaków i ryb, i zwierząt wszystkich, i ludzi, i drzew, i skał, i korzeni, i wód, zapisz, że nie to jest radość doskonała. I uszedłszy jeszcze nieco, św. Franciszek zawołał głośno: O bracie Leonie, choćby brat mniejszy umiał tak dobrze kazać, że nawróciłby wszystkich niewiernych na wiarę Chrystusową, zapisz, że nie to jest jeszcze radość doskonała. I kiedy mówiąc tak, uszedł ze dwie mile, brat Leon z wielkim zadziwieniem zapytał: Ojcze, błagam cię na miłość Boską, powiedz mi, co to jest radość doskonała? A św. Franciszek tak rzecze: Kiedy staniemy u Panny Maryi Anielskiej zmoczeni deszczem, zlodowaciali od zimna, ochlapani błotem i zgnębieni głodem, i zapukamy do bramy klasztoru, a odźwierny wyjdzie gniewny i rzeknie: „Coście za jedni?” – a my powiemy: „Jesteśmy dwaj z braci waszej”, a on powie: „Kłamiecie, wyście raczej dwaj łotrzykowie, którzy włóczą się oszukując świat, i okradają biednych z jałmużny, precz stąd”, i nie otworzy nam, i każe stać na śniegu i deszczu, zziębniętym i głodnym, aż do nocy; wówczas, jeśli takie obelgi i taką srogość, i taką odprawę zniesiemy cierpliwie, bez oburzenia i szemrania, i pomyślimy z pokorą i miłością, że odźwierny ten zna nas dobrze, lecz Bóg przeciw nam mówić mu każe, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała.

I jeśli dalej pukać będziemy, a on wyjdzie wzburzony i jak nicponiów natrętnych wypędzi nas, lżąc i policzkując, i powie: „Ruszajcie stąd, opryszki nikczemne, idźcie do szpitala, bowiem nie dostaniecie tu jedzenia ani noclegu”, jeśli zniesiemy to cierpliwie i pogodnie, i z miłością, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała.

I jeśli mimo to, uciśnieni głodem i zimnem, i nocą, dalej pukać będziemy i wołać, i prosić, płacząc rzewnie, by dla miłości Boga otwarli nam chociaż i wpuścili do sieni, a ów, jeszcze wścieklejszy, powie: „A to bezwstydne hultaje, dam ja im, jak na to zasługują”, i wyjdzie z kijem sękatym, chwyci nas za kaptur i ciśnie o ziemię, i wytarza w śniegu, i będzie bić raz po raz tym kijem – jeśli to wszystko zniesiemy pogodnie, myśląc o mękach Chrystusa błogosławionego, które winniśmy ścierpieć dla miłości Jego, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała.

Przeto słuchaj końca, bracie Leonie. Ponad wszystkimi łaski i dary Ducha Świętego, których Chrystus udziela przyjaciołom swoim, jest pokonanie samego siebie i ochocze dla miłości Chrystusa znoszenie mąk, krzywd, obelg i udręczeń. Z żadnych bowiem innych darów Bożych nie możemy się chlubić, gdyż nie są nasze, jeno Boże. Przeto mówi Apostoł: „Cóż masz, co nie pochodzi od Boga?, a jeśli od Niego pochodzi, przecz się tym chlubisz, jakby pochodziło od ciebie?” Lecz krzyżem udręki i utrapienia możemy się chlubić; jest bowiem nasz. I przeto mówi Apostoł: „Będę się chlubić jedynie krzyżem Pana naszego, Jezusa Chrystusa”.

Źródło: „Kwiatki św. Franciszka”

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany