Życie na rowerze

Życie na rowerze

Od 50 lat jeździ rowerem po Polsce i Europie. Przejechał już ponad 500 tysięcy kilometrów, odwiedzając na swoim jednośladzie m.in. Węgry, Rumunię, Niemcy, Belgię, Holandię. Jest ambasadorem Jeleniej Góry, którą nieustannie promuje podczas swoich tras rowerowych. Organizuje wystawy zdjęć ze swoich wypraw i razem z bratem bliźniakiem uczestniczy w spotkaniach bliźniaków na całym świecie.

„Zamiłowanie do podróżowania zaszczepili we mnie rodzice, którzy wiele lat temu jeździli po Polsce pociągami i autobusami” – tak Bolesław Osipik rozpoczyna opowieść o niezwykłej pasji, o której można przeczytać na jego stronie internetowej: www.boleslawosipik.pl.

Podczas rozmowy dowiaduję się więcej. – Do czwartej klasy szkoły podstawowej razem z Mieczysławem, moim bratem bliźniakiem, oszczędzaliśmy w SKO. Rodzice dołożyli nam trochę pieniędzy i tak kupiliśmy swoje pierwsze rowery. Jako 18-latek pojechałem na pierwszą dużą wyprawę. Jeździłem też motorowerem, w 1975 r. zwiedziłem w ten sposób Węgry, Rumunię, Niemcy.
Pan Bolesław miał też zabytkowy, niemiecki rower NSU Opel z 1931 r., na którym przejechał Euroregion Nysa, obejmujący trzy przygraniczne obszary położone w środkowej Europie, u stylu granic Polski, Niemiec i Czech. Rower przekazał później do muzeum w Jeleniej Górze.
Od 1997 r. jest ambasadorem rowerowym tego miasta. Promuje je podczas swoich wycieczek, zabierając w podróże foldery promocyjne o Jeleniej Górze, koszulki z emblematami regionu, gazety.
O jego pasji napisało już ponad 350 gazet, w tym zagranicznych, „Gazeta Senior” będzie kolejną. – Zabiorę jej egzemplarz w moją kolejną trasę – obiecuje pan Bolesław.

Naprawił ponad 1200 rowerów
Rowery mają jednak to do siebie, że jak każdy sprzęt – zużywają się i psują. Bolesław Osipik, choć zna się na rzeczy, bo w swoim życiu naprawił ludziom ponad 1200 rowerów, przy niektórych usterkach rozkłada ręce. Tak było podczas ostatniej wyprawy z Warszawy do Wrocławia. – Mój rower nie nadawał się już ani do jazdy, ani do naprawy, na którą byłoby mnie stać. Wyceniono ją na 500 zł, a ja po prostu nie mam takich pieniędzy. Myślałem, że moje miasto mi pomoże i wesprze mnie finansowo, ale niestety, zawiodłem się – mówi z rozgoryczeniem.
Warto dodać, że pan Bolesław na wydatki związane z podróżami zarabia sprzedając złom i makulaturę oraz naprawiając rowery. Bo emeryturę ma zbyt niską. Często się zdarza, że ludzie sami mu pomagają, widząc jego ogromną pasję, trwającą nieprzerwanie od pół wieku. – Miałem pieniądze na 2 tygodnie trasy, a byłem przez miesiąc, bo ludzie mi pomogli – potwierdza.

Pomaga seniorom
Jest też prawdziwym społecznikiem, bo sam pomaga starszym, samotnym ludziom. – Pomagam dwóm paniom, już po 90-tce, mieszkankom Jeleniej Góry. Zrobię zakupy, wykupię leki, przyniosę węgiel, wyjdę z psem na spacer. A jak potrzeba, naprawię zepsuty zamek w drzwiach albo jak z elektryką coś się stanie, naprawiam też meble. Lubię pomagać, udzielać się społecznie, to mi daje radość, spełnienie, satysfakcję.
Turystyka to dla mnie wszystko! – podkreśla pan Bolek. Nazywają go „jeleniogórskim Rambo”, bo niestraszne mu wichry ani mrozy. – Tak, zimą też jeżdżę – przyznaje. – Jechałem przy minus 14 stopniach, było ślisko, twarda od lodu powierzchnia, zaliczyłem trzy wywrotki.

Spotkania bliźniaków, fotograficzne wystawy
Od 38 lat żonaty, ma dwoje dzieci. Czy żona nie denerwuje, że jej mąż tyle dni spędza w rowerowych podróżach? – Nie, na szczęście nigdy nie usłyszałam od żony, że to jej przeszkadza. Nie jeździmy razem, bo żona woli mniej aktywny odpoczynek. Teraz jeżdżę też bez brata, bo jest po operacji kolana, mam nadzieję, że szybko wróci do formy.
Bolesław i Mieczysław Osipik

5-6 tysięcy kilometrów rocznie. To tyle, ile niektórzy kierowcy przejeżdżają samochodem.
Oprócz turystyki pan Bolesław razem z bratem uczestniczy w spotkaniach bliźniaków, organizuje też wystawy fotograficzne poświęcone rowerowym wyprawom.

A jako cyklista z 50-letnim stażem zaleca młodym rowerzystom, aby przede wszystkim regularnie trenowali. – Ważne jest, żeby nie przesadzić ani w jedną, ani w drugą stronę. Pomalutku, powolutku, ale regularnie zwiększać dystanse. I przede wszystkim w każdą długą trasę zabierać ze sobą trzy podstawowe produkty: czekoladę, banana i napój marchewkowy. To lepsze i zdrowsze od tych wszystkich witamin w pastylkach i energetycznych, tak modnych ostatnio, napojów – radzi.
Wystarczy na niego popatrzeć, aby uwierzyć w to, co mówi. 67-letni emeryt podkreśla, że nie zamierza rezygnować ze swojej rowerowej pasji, a przed nim wciąż nowe wyzwania.

Źródło: „Gazeta Senior” Wrocław marzec-kwiecień 2016
fot. Archiwum prywatne Bolesław Osipik

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany