Anna Korcz: kocham wracać do domu

Anna Korcz: kocham wracać do domu

Elegancja to jej wizytówka, a zasada życiowa to praca uczciwa i w zgodzie z sobą. Z Anną Korcz – o życiowych rolach, sposobach na dobrą formę, ulubionym wypoczynku i marzeniach – rozmawia Magda Wieteska.

Widzowie znają ją bardzo dobrze z roli Izabeli w popularnym serialu „Na Wspólnej”, w którą wciela się już od 15 lat. Jak mówi aktorka, granie w serialu wcale nie umniejsza aktora, pod warunkiem, że wykonuje swoją pracę na 100 procent. Albo na 120 – jak Anna Korcz.

Magda Wieteska: Porozmawiajmy o Pani karierze aktorskiej, o jej początkach. Czy o zawodzie aktorki marzyła Pani już od dzieciństwa?
Anna Korcz: Być aktorką albo baletnicą, albo piosenkarką to marzenie każdej dziewczynki. Więc nie byłam tu jakimś wyjątkiem. Za to w szkole byłam łobuzem. Chociaż zawsze dobrze się uczyłam, daleko mi było do kujona, bo wyznawałam zasadę wierności i uczciwości wobec kolegów, a nie nauczyciela. Dlatego zawsze byłam po stronie leserów (śmiech).
Ponieważ sporo występowałam na akademiach, apelach, deklamując wiersze, rada nauczycielska postanowiła, że powinnam startować do szkoły teatralnej. Najpierw potraktowałam to jako żart, ale potem pomyślałam sobie, dlaczego nie? Egzaminy były na przełomie maja i czerwca, więc wykombinowałam sobie, że będę miała ponad trzy miesiące wakacji.
Egzaminy do szkoły teatralnej trwają tydzień. Z pierwszego mnie wyrzucono. Mówiłam wiersz, ale uznano, że powinnam się go lepiej nauczyć. Na drugi egzamin poszłam więc… nieprzygotowana. Musiał zadziałać mój wdzięk osobisty, bo zostałam przyjęta (śmiech). A było o co walczyć – o 24 miejsca starało się 420 kandydatów.

M.W.: Skończyła Pani PWST z dwiema nagrodami. Co było dalej?
A.K.: Czekałam dziewięć miesięcy na pracę. Dostałam ją w Teatrze Współczesnym, z którego zostałam zwolniona w znakomitym towarzystwie, m.in. wraz z Adamem Ferencym, Zbigniewem Zapasiewiczem, Olgą Sawicką, Grzesiem Wonsem. Od tego czasu pracuję na kocią łapę w teatrach, domach kultury.

M.W.: Występuje Pani w bardzo popularnym serialu telewizyjnym „Na Wspólnej”. Wielu aktorów deprecjonuje granie w serialach jako granie w tzw. gorszej kategorii niż film.
A.K.: Ja się nigdy tego nie wstydziłam, bo moja zasada życiowa to praca uczciwa i zgodna ze mną. Ponieważ robię wszystko na 120 procent, więc i przy pracy w serialu daję z siebie wszystko. Jedyną niedogodność może stanowić fakt, że w serialach mamy mniej czasu na przygotowanie się do roli niż w filmie.

M.W.: Czy jest rola, której jeszcze Pani nie zagrała, a o której Pani marzy?
A.K.: Nie mam ulubionej roli, do każdej podchodzę poważnie. Zawód aktora to bardzo ciężka profesja, trzeba ją tak wykonywać, żeby szanować widza i żeby widz szanował nas. Byłam np. twarzą akcji przeciwko rakowi szyjki macicy, rakowi jajnika. To także role.

M.W.: A rola matki? Ma Pani troje dzieci, dwie dorosłe córki i 9-letniego syna. Jak wspomina Pani późniejsze macierzyństwo? Co radziłaby Pani kobietom, które w tym wieku decydują się na dziecko?
A.K.: Pan Bóg dobrze to pomyślał, aby rodzić dzieci w wieku 20-25 lat. Jest się wtedy w pełni fizycznych sił. Z wiekiem gorzej się biega z piłką, już nie mamy takiego dobrego słuchu i wzroku. Ale starsze matki mają za to więcej pokory i cierpliwości. Chociaż z tą moją cierpliwością wobec Jaśka… on to ma temperament! (śmiech).
Jaś to miłość mojego życia. Mogę to powiedzieć publicznie, bo moje dzieci wiedzą, że kocham je wszystkie tak samo i skoczyłabym za nimi do oceanu. Jaś ma dwie siostry: 29-letnią Anię i 21-letnią Kasię. Śmiejemy się, że dodatkowo wygrał dwie mamy.
Późniejsze macierzyństwo to zupełnie inna optyka. Więcej przeżywania, ale i dojrzalsza miłość.

M.W.: Ma Pani wspaniałą figurę – jak Pani o nią dba? Jak się Pani troszczy o swoje zdrowie, dobrą formę, wypoczynek?
A.K.: Robię tyle, na ile pozwala mi mój PESEL. W moim rodzinnym domu zawsze przywiązywano jednakową wagę do zajęć intelektualnych i fizycznych, postępuję tak do dziś. Codziennie się gimnastykuję, bez względu na porę roku, dnia czy kontynent, na który przebywam – bo mam chory kręgosłup. Dwa razy dziennie biorę prysznic, raz dziennie myję włosy. Jestem zawsze elegancka i zadbana, bo uważam, że swoim wyglądem wyrażam szacunek do otoczenia. Dbam o dietę, bo mam poważną nerwicę, która wpływa na pracę jelit i żołądka. A moja ukochana forma spędzania wolnego czasu to sen, który jest najlepszym lekarstwem na ukojenie wszystkich moich bolączek.
Jak już zrobię wszystko w domu, wtedy odpoczywam. Uwielbiam czytać, zwłaszcza moje ukochane kryminały. Lubię jeździć po świecie, uwielbiam zwiedzać, ale nie kościoły i muzea, bo nie lubię kontemplować sztuki – albo coś mi się podoba, albo nie. Uwielbiam za to targi, kramy w jedzeniem. Kocham zwierzęta i całą matkę ziemię. Jestem Lwicą – kocham wracać do domu, do moich bliskich.

Magda Wieteska: Marzenia Anny Korcz?
Anna Korcz: Grzechem byłoby mieć marzenia i prosić o cokolwiek w moim wieku. Wszystko, co chciałam, to mam.
Jeśli czegokolwiek bym jeszcze pragnęła, to żeby moje lata w tej drugiej połowie życia były pasmem uśmiechu i zdrowia. A że bez pracy popadam w depresję, to jeszcze chciałabym mieć dużo ról.

CATEGORIES
TAGS
Share This

COMMENTS

Disqus (0 )