Halka w operze

Halka w operze

Wrocławski teatr operowy zaprasza na nową premierę. Dyrektor Nałęcz-Niesiołowski postanowił zainaugurować Rok Moniuszkowski go ciut wcześniej, właśnie Halką.

Także Halką zaczynano w gruzach Wrocławia po wojnie krzewić polską kulturę. Już 8 września 1945 roku na polecenie nowej władzy, na Ziemiach Odzyskanych został wystawiony prawdziwie polski utwór z przesłaniem politycznie i społecznie słusznym. Kultura wcześniej dostępna tylko dla bogatych elit teraz z nastaniem władzy robotniczo-chłopskiej miała być dostępna dla mas. W roli Jontka wystąpił ówczesny dyrektor teatru, wybitny polski tenor Stanisław Drabik.

Zachwycają się melomani, znawcy włoskiego belcanto, że na ulicy, na włoskich targach można usłyszeć sprzedawców i robotników śpiewających arie z oper. Nie musimy im zazdrościć, Moniuszko idealnie się nadaje do śpiewania w czasie ogródkowego grilla suto podlanego piwem Takie hej Halino, hej dziewczyno, czy będziesz moja? – idealnie wpisuje się imprezy integracyjne. Przecież to przebój dla tych, co potrafią cokolwiek zaśpiewać.

Teatry operowe w Europie były budowane dla wyższych sfer. To tam możni tego świata, mieli swoje loże, do których zapraszali znajomych. Spektakle mogły być nieco dłuższe i z większą ilością antraktów, by był czas porozmawiać z divą w jej garderobie i przy okazji obdarować ją bransoletką wysadzaną diamentami. Divy operowe kochają bransoletki do tej pory, gorzej z darczyńcami. Można było porozmawiać o balerinach w męskim gronie. Damy zachwycały się tenorami i bogatym wyposażeniem teatralnego foyer, lustra, złocenia, kryształowe żyrandole i kinkiety dodawały operowym wnętrzom szyku. Dla takiego towarzystwa spektakle operowe miały wspaniałą oprawę aktorką i muzyczną. Duża orkiestra, balet, świetne bogate kostiumy, a w antrakcie szampan i petit fours. Treść zwana libretto powinna być egzotyczna, wzruszająca, zaprawiona sporą dawką nieszczęśliwej miłości. Historia opisana przez Włodzimierza Wolskiego idealnie wpisywała się w kanon opery. W internetowej bibliotece Polona znajdziecie skan libretta Halki z 1858 roku. Elita oczywiście sama tez muzykowała, więc przeboje mogły być bardziej skomplikowane muzycznie.
Z muzycznych szlagierów spektaklu to oczywiście Szumią jodły na gór szczycie i mazur.

kostiumy fot.J.Dudzik

Nową inscenizację „Halki” na scenie Opery Wrocławskiej miała przygotować Irina Brook, jednak w ostatnim momencie zastąpiła ją Grażyna Szapołowska. To debiut naszej wybitnej aktorki w roli reżysera spektaklu operowego. Kostiumy też raczej w bieli utrzymane z dodatkiem czarnego. Debiutująca w teatrze muzycznym pani reżyser nie chciała zdradzać szczegółów na konferencji prasowej, ale z tego, co mówiła to raczej będzie zaakcentowany wątek nieszczęsnej porzuconej przez jaśnie pana góralskiej dziewczyny, a nie kolorowe pańskie i bogate życie polskiej szlachty. Zaprezentowane kostiumy też zdają się o tym świadczyć, a niespodzianką ma być taniec szczurów, takich teatralnych, a nie takich prawdziwych. Mogłoby się wydawać, że czasy siermiężnych wystawień skończyły się wraz z upadkiem przewodniej siły narodu. Jak będzie tym razem, dowiemy się podczas premiery 14 grudnia.

Kinową wersję przedwojennej ekranizacji Halki znajdziecie na YouTube, więc po wrocławskim spektaklu będziecie mogli porównać, kto lepiej zaprezentował się w roli Jontka Władysław Ladis, czy Jury Horodecki z Białorusi. Halki będą aż trzy, możecie posłuchać wykonania Joanny Zawartko, bądź Natalii Rubiś lub Anny Lichorowicz, więc przy zakupie biletów sprawdzajcie, kto zaśpiewa.
Premiera 14,15 grudnia.

Kolędy w operze
Dla śpiewających rodzin opera organizuje konkurs. Jeśli nie macie zamiaru nurzać się w kulturze góralskiej, to możecie czynnie uczestniczyć w operowym śpiewaniu kolęd. Śpiewające rodziny mogą się popisywać na 2 turnieju śpiewaczym 16 grudnia o 15:00, obowiązują zgłoszenia turniej@opera.wroclaw.pl
Więcej na stronie Opery Wrocławskiej.

tekst, zdjęcia: Jerzy Dudzik

Kategorie
Tagi
Udostępnij