Przyjaciel Seniora Linda Matus

Wrocławska Rada Seniorów pierwszy raz przyznała statuetki „Przyjaciel Seniora” dla osób lub instytucji, które przez minimum 5 lat prowadzą działalność na rzecz seniorów, promują inicjatywy związane z działaniami dla tej grupy wiekowej, propagują w społeczeństwie ideę zmiany postrzegania obrazu osób starszych i współpracują z innymi podmiotami w obszarze pro senioralnym. Nagrodę otrzymała m.in. Linda Matus, redaktor naczelna „Gazety Senior”. Nagroda stała się okazją do rozmowy na temat działalności na rzecz seniorów.

Tytuł "Przyjaciel Seniora" dla Lindy Matus

Tytuł „Przyjaciel Seniora” dla Lindy Matus

Magda Wieteska: Co znaczy dla Ciebie wyróżnienie i tytuł „Przyjaciel seniorów”?
Linda Matus: Przede wszystkim bardzo mnie zaskoczyło to wyróżnienie. Wydawało mi się, że to jeszcze za wcześnie na takie laury. Odbieram to jako docenienie dotychczasowej działalności Gazety Senior. Staramy się, aby choć trochę ułatwić i uprzyjemnić starość naszym czytelnikom. I ktoś to zauważył, a dokładnie Wrocławska Rada Seniorów. Myślę, że ta nagroda to docenienie pomysłu, który mamy na Gazetę Senior. Pokazujemy osoby z pierwszych stron gazet, ale i te mniej znane, które są przykładem pomyślnego starzenia się. Podpowiadamy, jak uczynić jesień życia ciekawym, aktywnym i szczęśliwym okresem w życiu. I – co bardzo ważne – aby starość była znośna, zapewniamy dostęp do informacji w wersji analogowej, na papierze. A to wszystko robimy dla seniorów i z seniorami.
Na co dzień nie myśli się o nagrodach, ale jak one przychodzą, to robi się bardzo miło. To pozwala zapomnieć na chwilę o wysiłku, który wkłada się w przygotowanie każdego wydania. Wiesz, że czasem bywa gorąco. Wiele znaczy dla mnie również to, kto mi wręczył to wyróżnienie… dr Walentyna Wnuk, dla mnie seniorka numer jeden, dzięki niej przygoda z Gazetą Senior zyskała solidne, merytoryczne podwaliny i ogromne wsparcie.

M.W.: Zawsze, gdy przychodzę do redakcji, rozmawiamy na tematy związane z seniorami i to nie tylko w zakresie przygotowania materiałów do kolejnego numeru gazety. Wyraźnie widać, że Ty po prostu ich lubisz, ja zresztą też. Powiedz, jak doszło do tego, że zainteresowałaś się obszarem związanym z życiem osób starszych? Z tego, co wiem, studiowałaś kierunek niemający wiele wspólnego z tematyką senioralną, także zagranicą, a potem byłaś menagerem w międzynarodowej korporacji.
L.M.: A później poszłam na swoje i to w kierunku, którego nikt się nie spodziewał: seniorzy i prasa. W ocenie wielu dwa kierunki bez perspektyw, mówi się o schyłku prasy. Okazało się jednak, że z tego połączenia wyszła petarda.
Ale najpierw wiele osób musiałam do tego przekonać: seniorzy przyglądali nam się podejrzliwie, mój zespół też miał wątpliwości, mnóstwa rzeczy musieliśmy uczyć się od podstaw. Teraz wiem, że było warto, ta nagroda to przypieczętowała.
Wiesz, jak się teraz nad tym zastanawiam, to to jest dziwna historia. Seniorzy chodzili mi po głowie już bardzo dawno temu, jeszcze jako nastolatka zastanawiałam się, czemu są pomijani w tak wieku dziedzinach życia.
Myślę, że ważne było to, że moi dziadkowie odeszli bardzo wcześnie. Zawsze lubiłam towarzystwo starszych osób, nawet jako dziecko. Dorośli wydawali mi się dużo ciekawsi niż dzieci, a mój dziadek to była osobowość.
Lubię seniorów i jestem ich ciekawa. Każdy z nich skrywa jakąś historię, czasem ona jest piękna i wzniosła, czasem straszna i bolesna, ale każda czegoś uczy. Może dlatego lubię robić wywiady, i wbrew pozorom wolę tych zwyczajnych ludzi, są bardziej autentyczni. Jeśli sięgam po książkę, to wybiorę biografię. Zawsze człowiek i to ten prawdziwy, nie wymyślony.

M.W.: Opowiedz o blaskach i cieniach pracy dla osób starszych.
L.M.: Największym blaskiem w moi odczuciu jest sens. Nasza praca ma głęboki sens, ktoś czeka na gazetę, potrzebuje jej, lubi ją, ma chwilę radości, o którą coraz trudniej. To niebywale pomaga w świecie, w którym wymyśla się problemy i kreuje się potrzeby, aby sprzedać. Czyż nie prościej zaoferować produkt, który rozwiązuje choćby jeden, najmniejszy, ale prawdziwy problem. Wyszłam właśnie z takiego założenia i to zbudowało kręgosłup naszej działalności. Dzięki temu stworzyłam zaangażowany zespół, z którym nie tylko trwamy na rynku, ale idziemy do przodu. Za tym poszli również nasi czytelnicy, redaktorzy seniorzy. Jeżeli twoja praca ma sens, to potrafi wiele wynagrodzić.
Z pewnością praca z seniorami wymaga czasu, to się kładzie cieniem na… życiu prywatnym. Lojalnie uprzedzam, że jeśli ktoś myśli o pracy z seniorami, a nie ma tego czasu, nie może go poświęcić seniorowi, to niech nie idzie tą drogą. W redakcji wciąż wiele rzeczy musimy robić w sposób analogowy. Wielu seniorów nie korzysta z poczty elektronicznej, do seniora trzeba pojechać osobiście albo dodzwonić się na telefon stacjonarny, przepisać materiał z kartki. To są niepojęte rzeczy dla dzisiejszej młodzieży. Zjawisko galopującej informatyzacji, z rozbrajającą szczerością, podsumował kiedyś nasz redaktor Jurek Dudzik: „Ci poza internetem to niekoniecznie ci głupsi”.
Ale dziś czas to pieniądz, nie jest łatwo znaleźć złoty środek, a jako wydawca muszę mieć to z tyłu głowy.

M.W.: W naszej gazecie publikują także seniorzy. Jak się układa taka zawodowa współpraca?
L.M.: Mogę o tym opowiadać godzinami. Żałuję tylko jednego: że dużo wcześniej nie wpadłam na ten pomysł. Nasi najstarsi redaktorzy są ogromnie zaangażowani w pracę redakcji, sprawia im to autentyczną radość, mają tę kindersztubę, potrafią się odnaleźć w każdej sytuacji, można ich posłać wszędzie i nie ma wstydu. Nie chcę generalizować, ale coraz trudno o takie podejście u młodszych. Postawa starszych wiekiem redaktorów mnie zachwyca. Odwalają kawał dobrej roboty dla Gazety Senior i na każdym kroku im za to dziękuję, a kolejnych zapraszam do współpracy.

M.W.: Redaktor naczelny czasopisma zazwyczaj tylko sprawuje pieczę nad ogólną zawartością pisma, wydawca czuwa nad finansami. Od reszty zadań mają podwładnych. Ty jednak czytasz każdy nadesłany do redakcji list, tekst. Rozmawiasz osobiście z seniorami, wysłuchujesz ich przez telefon. Nie czujesz się czasami zmęczona tym ogromem zajęć i zadań, które wzięłaś na siebie? Napisałaś i wydałaś książkę „Niezbędnik Wrocławskiego Seniora”. Organizujesz szkolenia, konsultacje, wyjeżdżasz na konferencje, piszesz o marketingu 50+, spotkania z seniorami… Jak na to wszystko znajdujesz czas i siły?
L.M.: Nie wiem.
W grudniu będziemy obchodzić 5 urodziny Gazety Senior. Dyskutowaliśmy w redakcji, jak będziemy obchodzić tę rocznicę i to był czas na refleksję, na przypomnienie sobie tych wszystkich kamieni milowych i tego, jak bardzo się rozwinęliśmy od pierwszego wydania. Podobno to normalne, ale dzisiaj aż mnie zęby bolą, jak myślę o pierwszym wydaniu. Wszystko zrobiłabym inaczej.
Faktycznie łączę te funkcje, dbam o gazetę, ale i o finanse. Ale nie wyobrażam sobie, nie mieć kontaktu z seniorami, nie znać ich osobiście czy jako zbiorowości, nie znać ich jako czytelników. I tak uważam, że za mało bywam w środowisku, brakuje mi czasu, dlatego tak bardzo potrzebuję seniorów wolontariuszy, którzy są moimi uszami i oczami.
Trzeba to sobie też jasno powiedzieć, nie byłoby gazety, gdyby nie sponsorzy. Na szczęście mam świetny zespół, który zajmuje się ich pozyskaniem, a często poza tym otwiera oczy ludziom z biznesu na seniora. Że tacy ludzie w ogóle są, że są fajni i oni zaczynają o seniorach cieplej myśleć.

M.W.: A jeśli już znajdziesz chwilę wolnego czasu, jak odpoczywasz? Tylko nie mów, że czytając literaturę senioralną…
L.M.: Choć niechętnie, to przyznaję, że czasem muszę odpocząć, ale to praca jest moim żywiołem. Potrzebuję tego oderwania, bo wtedy przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły. To jest biologia. Ludzie są przekonani, że jak człowiek pracuje to mózg również i to na wysokich obrotach, a w weekend zwalnia, bo odpoczywa. Jest zupełnie inaczej. Gdy się relaksujemy, mózg bardzo intensywnie analizuje, przetwarza, łączy to wszystko, co wchłonął. Dlatego tak często na urlopie wyrzuca z siebie najlepsze rozwiązanie. Odpoczywając, na to liczę.

M.W.: Jakie marzenia ma Linda Matus?
L.M.: Żeby znalazła się jakaś tęga głowa, która zajmie się polityką osób starszych w naszym kraju. Prognozy demograficzne są jednoznaczne, żyjemy coraz dłużej, finał życia niekoniecznie upływa w zdrowiu, będziemy potrzebowali wsparcia. Młodych jest jak na lekarstwo i nie sądzę, aby obecne zabiegi odwróciły ten trend. Obserwuję, że biznes szybciej reaguje na zmiany, uczy się, wyciąga wnioski, a usługa społeczna karmi się wciąż mrzonkami.


 

Do konkursu zgłoszono 12 kandydatur. Kapituła postanowiła przyznać pięć tytułów „Przyjaciel Seniora”. Otrzymali je: Linda Matus, redaktor naczelna czasopisma dla seniorów „Gazeta Senior”, za całokształt działalności na rzecz seniorów; Adam Zych, profesor zwyczajny w Dolnośląskiej Wyższej Szkole we Wrocławiu, autor wielu publikacji pedagogiki starzenia się i starości oraz psychologii religii; Ryszard Sławczyński, dyrektor Klubu Muzyki i Literatury we Wrocławiu – miejsca integracji pokoleń mogą przy muzyce, literaturze i sztukach plastycznych. Nagrodzone instytucje to: Restauracja „Bernard” i Miejska Biblioteka Publiczna. Restauracja „Bernard” wspólnie z Radą Osiedla Stare Miasto organizuje coroczne spotkania wigilijne dla osób samotnych. To tutaj, wspólnie z Wrocławskim Centrum Seniora, urządzono dla najstarszych wrocławskich małżeństw uroczyste kolacje i przyjęcia urodzinowe dla najstarszych mieszkańców naszego miasta Miejska Biblioteka Publiczna otrzymała zaszczytny tytuł za szczególne zaangażowanie w rozszerzanie czytelnictwa wśród starszych wiekiem, za pomoc w posługiwaniu się katalogiem, za umiejętność porozumiewania się z głuchoniemymi.
Uroczyste wręczenie tytułu i okolicznościowych statuetek odbyło się 22 września, w czasie tegorocznego Marszu Kapeluszy na wrocławskim rynku. Gratulujemy!

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany