„Nie oczekujemy luksusów” SANATORIUM z NFZ oczami seniorów – o logistyce, warunkach pobytu, kosztach i systemie

„Nie oczekujemy luksusów” SANATORIUM z NFZ oczami seniorów – o logistyce, warunkach pobytu, kosztach i systemie

W starzejącym się społeczeństwie lecznictwo uzdrowiskowe to narzędzie profilaktyki, rehabilitacji i zachowania samodzielności seniorów. Warunek? Prostszy system, lepsza informacja i traktowanie uzdrowisk jako inwestycji w zdrowie, a nie kosztu.

W majowym numerze „Gazety Senior” w artykule „Sanatoria do poprawy. Pacjenci i system na rozdrożu” zadaliśmy pytanie, czy problem tzw. niedojazdów i rosnącego chaosu wokół leczenia uzdrowiskowego rzeczywiście wynika wyłącznie z „rozpasania” pacjentów. Po naszym apelu do redakcji zaczęły spływać dziesiątki listów i maili od seniorów z całej Polski. Bardzo szczerych. Często gorzkich. Ale przede wszystkim – niezwykle konkretnych.

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej GazetaSenior.pl

Co ważne, nawet najbardziej krytyczne listy rzadko podważały sam sens leczenia sanatoryjnego. Wręcz przeciwnie – wielu seniorów pisało, że rehabilitacja jest im bardzo potrzebna i że bez niej „nie daliby rady”.

I właśnie o tej codziennej, mniej widocznej stronie leczenia uzdrowiskowego opowiada ten materiał – zbudowany niemal w całości z głosów samych seniorów.

Najpierw skierowanie, potem logistyczne zmagania

Samo otrzymanie terminu turnusu po długim oczekiwaniu to dopiero początek sanatoryjnej historii. W tym momencie zaczyna się logistyka, która dla wielu seniorów okazuje się równie stresująca, jak sam pobyt. Bo o ile zdrowy czterdziestolatek potraktuje taką podróż jako niedogodność, o tyle dla osoby starszej, schorowanej, często z ograniczoną mobilnością, dojazd do uzdrowiska potrafi być udręką.

Szczęściarzami są ci, którzy mają samochód. Mogą ominąć przesiadki, nie martwią się walizkami i są bardziej niezależni. Ale i tutaj system szybko wystawia rachunek. „Parkingi niestrzeżone 300 zł i więcej za pobyt” – pisał jeden z czytelników.

Wielu seniorów korzysta więc z pomocy dorosłych dzieci lub krewnych. Tyle że wtedy sanatorium jednej osoby często organizacyjnie angażuje całą rodzinę. „Czasem jest tak, że ktoś z rodziny dowozi, ale to dla tego kogoś 2 dni stracone, w stresie, i na prywatnym urlopie” – zauważa jedna z czytelniczek. I dodaje krótko: „Nie można wymagać”.

Dla ogromnej grupy kuracjuszy jedyną opcją pozostaje transport publiczny. A tutaj zaczynają się kolejne schody – dosłownie i w przenośni. Ciężka walizka, kilka przesiadek, zimowa pogoda i niepewność, czy człowiek zdąży na kolejny pociąg albo autobus. „Nieszczęsne dojazdy zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym z walizami i kilkoma przesiadkami – gehenna” – napisał jeden z seniorów.

Inna czytelniczka wspomina: „Ktoś w Kudowie był z Gdyni, musiał zimą tyle godzin wracać, to współczułam”. Jeszcze inna podsumowuje bez ogródek: „Zły dojazd to kolejna zbrodnia na pacjencie”.

Problemem okazuje się nie tylko sama podróż, ale też infrastruktura. W wielu miejscowościach uzdrowiskowych od lat nie ma już dworców kolejowych albo kas biletowych. „Do Lądka nie dojeżdżał pociąg… Dworzec zamknęli na początku wieku…” – pisze jedna z seniorek. „W Krynicy nie ma kasy biletowej” – dodaje kolejna. Dla młodszych to drobiazg – kupią bilet przez aplikację. Ale dla wielu starszych osób to kolejna bariera.

Do tego dochodzi problem krótkiego czasu między otrzymaniem skierowania a wyjazdem. „Termin ustalany przez NFZ […] przychodzi nieraz krótko przed wyjazdem, co dla starszej i niepełnosprawnej osoby […] nie jest łatwą sprawą logistyczną” – zauważa jeden z czytelników.

Seniorzy sami podpowiadają sobie rozwiązania, np. radzą, by dużą walizkę wysłać wcześniej kurierem bezpośrednio do sanatorium i podróżować tylko z podręcznym bagażem. Ale wiele osób podkreśla, że problem jest głębszy, a system zorganizowany jest tak, jakby każdy kuracjusz był w pełni sprawny, mobilny i cyfrowo biegły. A przecież rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Zobacz również: 13 emerytura: jak naprawdę wydają ją seniorzy? Te wybory wiele mówią. Wyniki badania „Gazety Senior” RAPORT

Cztery osoby, jedna łazienka i trzy tygodnie razem

Reklama Reklama UNICEF Polska

Sanatorium to trzy tygodnie poza domem, z dala od codziennego rytmu życia. A na miejscu trzeba jeszcze zamieszkać z obcymi ludźmi – także schorowanymi, mającymi swoje ograniczenia i nawyki. I właśnie warunki pobytu wracały w listach naszych czytelników wyjątkowo często.

„Sanatorium jest po to, żeby też odpocząć – bez stresu” – napisała jedna z czytelniczek. Tymczasem wielu seniorów opowiada o pokojach 3- i 4-osobowych, które bardziej przypominają „kolonie z lat 60”, niż miejsce rehabilitacji. W listach powtarzają się historie o ciasnocie, łóżkach albo tapczanach ustawionych niemal jedno przy drugim, małych łazienkach, łazienkach na korytarzu, czy nawet braku miejsca na otwarcie walizki. „Mieszkanie w 4 kobiety z 1 łazienką w tak małym pokoju, że tylko 1 walizka mogła być otwierana. Łóżka co pół metra” – relacjonuje jedna z kuracjuszek. Inna dodaje emocjonalnie: „A pokoje 3- i 4-osobowe to już zbrodnia na pacjencie”. Problemem nie jest brak hotelowego standardu, ale brak minimum komfortu i prywatności potrzebnych osobom starszym i schorowanym.

Jedna z kuracjuszek, która do nas napisała, wróciła z turnusu chora i nie miała wątpliwości, że przyczyniły się do tego warunki pobytu. „Takie są uroki pokoju 4-osobowego, gdy jednej osobie gorąco i ciągle otwarte okno” – napisała gorzko. Ale problem okazał się dużo poważniejszy. Przez kilka dni w pokoju przebywała ciężko chora kuracjuszka, wymagająca tlenu i pomocy medycznej. „Kasłała strasznie. Wysłali ją na SOR, wróciła i jeszcze 4 dni z nami leżała” – relacjonuje seniorka.

Sanatorium to nie wakacyjny wyjazd młodych ludzi, dla których niedogodności są co najwyżej okazją do żartów. To miejsce, gdzie spotykają się osoby w pewnym wieku, z problemami zdrowotnymi, często wymagające odpoczynku po zabiegach. Jedni wstają kilka razy w nocy do toalety, jeszcze inni oglądają telewizję do późna lub rozmawiają przez telefon na głośniku. „To jednak 3 tygodnie z kimś obcym. Wiele osób chrapie, ma swoje zwyczaje – często dziwne, trudne do zaakceptowania” – pisze czytelniczka, która była w kilku sanatoriach.

Problem polega też na tym, że coraz trudniej zaakceptować sytuację, w której o warunkach trzytygodniowego pobytu leczniczego człowiek dowiaduje się dopiero po przyjeździe na miejsce.

Nic więc dziwnego, że w listach bardzo często wraca temat – pokoi jednoosobowych, które są dobrem luksusowym, a czasem wręcz „mitem sanatoryjnym”. Bo choć formalnie istnieją, w praktyce wielu kuracjuszy ma poczucie, że dostęp do nich zależy bardziej od szczęścia niż od rzeczywistych potrzeb zdrowotnych.

„Pokoi 1 i 2-osobowych nie ma, nie było i nie będzie” – usłyszał w recepcji jeden z naszych czytelników. Inny pisał wprost: „Brak odpowiedniej ilości pokoi jednoosobowych. Jak przyjechałeś trochę później, to już było bez szans”.

Tymczasem potrzeba takiego pokoju bardzo często nie wynika z wygodnictwa. Seniorzy piszą o chorobach jelit, pęcherza, konieczności częstego korzystania z toalety w nocy, bezsenności, chrapaniu współlokatorów czy zwyczajnej potrzebie regeneracji.

W praktyce wielu pacjentów dowiaduje się dopiero na miejscu, że trafi do pokoju wieloosobowego, bez możliwości zmiany. Niektórzy próbują wcześniej telefonować do ośrodków albo pisać prośby o „jedynkę”, ale – jak wynika z relacji – wszystko zależy od konkretnego sanatorium, wolnych miejsc i ponownie szczęścia.

W listach pojawiają się też historie bardziej dramatyczne. Jedna z seniorek chorująca przewlekle podkreśla, że pokój jednoosobowy z własną łazienką nie jest dla niej wygodą, ale koniecznością zdrowotną. „Doceniałam możliwość swobodnego korzystania z toalety w dzień i w nocy” – tłumaczy. Nie wszędzie jednak spotykała się ze zrozumieniem.

Ogromnym problemem okazuje się również całkowita nieprzewidywalność standardu. Wyłania się obraz systemu przypominającego raczej loterię. Jedni trafiają do odnowionych, przestronnych obiektów z dobrą organizacją i życzliwym personelem. Inni – jak sami piszą – do miejsc, które „nie powinny nosić miana sanatorium”. „To niebo a piekło, taka mała różnica” – podsumował jeden z czytelników po porównaniu dwóch ośrodków w tym samym uzdrowisku, gdzie przebywał na leczeniu.

Zobacz również:Jaki prezent na komunię od babci i dziadka? Ile dziadkowie dają na komunię wnuka? [ZESTAWIENIE 20 prezentów na komunię 2026]

Sanatorium „na NFZ”? Seniorzy liczą każdą złotówkę

Coraz więcej emocji budzą też dodatkowe koszty pobytu, bo – jak piszą seniorzy – sanatorium „na NFZ” jest tylko częściowo finansowane z publicznych pieniędzy, a resztę pacjent pokrywa z własnej kieszeni. I to nie chodzi o dopłatę do zakwaterowania i wyżywienia w zależności od sezonu, bo z tym większość kuracjuszy się liczy. Problemem stają się dodatkowe opłaty czyhające niemal na każdym kroku.

„Emeryci ubożeją” – napisał jeden z czytelników wprost. I wyliczał dalej: „opłaty wewnętrzne tzw. regulaminowe”, „parkingi niestrzeżone 300 zł i więcej za pobyt”. Inna kuracjuszka dodaje gorzko: „Emerytura nie jest z gumy, a po sanatorium też trzeba żyć”.

W listach regularnie pojawiają się konkretne kwoty np. dodatkowe opłaty za TV, czajnik czy nawet ładowanie telefonu 60 zł, w innych miejscach 120 zł. Jedna z seniorek pisała z niedowierzaniem: „opłata za telewizor w tym samym pokoju mąż 20 zł, żona 20 zł”.  Inna wspominała o pralce: „bagatela 16 zł za cykl”. „Jedna rolka papieru toaletowego na turnus (tyle się należy?), więc trzeba oczywiście dokupić samemu”. I właśnie te drobiazgi najbardziej drażnią seniorów. Bo wielu z nich liczy każdą złotówkę.

Do tego dochodzi jeszcze poczucie, że płaci się coraz więcej, a dostaje coraz mniej. „Kiedyś kąpiele czy masaże trwały 15–20 minut, dziś 5–10” – zauważa jeden z czytelników. W wielu listach wraca podobne wrażenie „oszczędza się na wszystkim”  –  jak widzą to seniorzy.

Zobacz również: Kolejka do sanatorium 2026. Długość kolejki we wszystkich województwach [aktualne dane]

Informacja i komunikacja – czyli wszystko zależy od człowieka

Autopromocja Prenumerata Gazety Senior

Z listów czytelników wyłania się jeszcze jeden obraz sanatoryjnej rzeczywistości – systemu, w którym bardzo wiele zależy nie od jasnych reguł i przepisów, ale od tego, na kogo się trafi. Jedni seniorzy wspominają „przyjazną rozmowę na telefon” z NFZ i życzliwe podejście do problemu zdrowotnego czy prośby o zmianę terminu. Inni słyszą w recepcji krótkie: „nie ma, nie da się”. I właśnie ta nieprzewidywalność wręcz uderza.

Bo formalnie pacjent może pisać prośby, uzasadniać potrzeby zdrowotne, prosić o wspólny pokój z małżonkiem, o lokalizację bliżej domu albo o obiekt dostosowany do niepełnosprawności. W praktyce jednak jedni trafiają na ludzi, którzy próbują pomóc, a inni odbijają się od ściany.

„NFZ na południu Polski […] oczywiście uznał bez problemów konieczność wyleczenia oraz ponownej zgody lekarza na wyjazd i odroczył termin pobytu” – napisał jeden z czytelników. Ale już inna seniorka opisuje sytuację, w której usłyszała telefonicznie, że pokoju nie można wcześniej zarezerwować, by w dniu przyjazdu zostać zapytaną: „dlaczego nie zarezerwowałam”.

Widać to także w sprawach dotyczących diety. Jeden z czytelników opisał sytuację, w której mimo informacji zawartej w skierowaniu i wcześniejszego kontaktu z sanatorium usłyszał, że ośrodek nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej diety wynikającej ze stanu zdrowia pacjenta. „Okazało się, że ostatecznym organem kwalifikującym nas do leczenia sanatoryjnego jest kucharka. Nie lekarz, nie NFZ, ale kucharka sanatoryjna” – pisał senior. Ostatecznie, po interwencjach i kolejnych telefonach, problem udało się rozwiązać. I jak wynikało później z oficjalnej odpowiedzi NFZ – sanatorium powinno uwzględniać dietę wynikającą ze stanu zdrowia pacjenta.

Podobnych historii jest więcej. Jeden z czytelników pisze wprost: „Mam wrażenie, że osoba decydująca o pobycie kuracjusza w danym sanatorium, nie czyta wniosków”. Inny dodaje: „Jako osoba niepełnosprawna proszę lekarza […] o skierowanie do sanatorium przyjaznego dla takich jak ja osób […] niestety lekarz balneolog nie uwzględnił tej prośby”.

W przypadku sanatoriów współfinansowanych przez NFZ wielu seniorów ma poczucie, że ich głos nikogo szczególnie nie interesuje. Co gorsza, część kuracjuszy zwyczajnie boi się mówić o problemach otwarcie.

To był jeden ze smutniejszych wątków, który przewijał się w mailach do naszej redakcji. Publikując apel w majowym numerze „Gazety Senior”, oferowałam anonimowość, ale Czytelnicy wielokrotnie dodatkowo prosili o jej dochowanie w swoich listach i mailach. Nie dlatego, że wstydzą się swoich opinii, ale dlatego, że zwyczajnie boją się konsekwencji. „Seniorzy boją się pisać do NFZ, bo może za karę fundusz nie skieruje na pobyt” – napisała jedna z czytelniczek. Inna dodaje gorzko: „NFZ to państwo w państwie”.

Trudno przejść obojętnie obok takich słów. Bo jeśli starsi, schorowani ludzie mają poczucie, że skarga czy krytyczna uwaga może pozbawić ich dostępu do leczenia.

Zobacz również: Za duże, za wysoko, za daleko. Zamiana nieruchomości – alternatywa dla sprzedaży [poradnik dla seniora]

Wspólny wyjazd małżonków — prawo czy przywilej?

Dużo emocji budzi też kwestia wspólnych wyjazdów małżeństw i par. Oficjalnie NFZ od lat podkreśla, że „nie gwarantuje wspólnego wyjazdu małżonków”. Oczywiście są sytuacje, w których trudno oczekiwać wspólnego leczenia – choćby wtedy, gdy schorzenia wymagają zupełnie innych profili uzdrowiskowych.

Problem polega jednak na czymś innym. Z listów wynika, że nawet wtedy, gdy schorzenia się pokrywają, a małżonkowie składają wspólne prośby, wszystko zależy od konkretnego oddziału NFZ, urzędnika albo po prostu szczęścia.

Jedni czytelnicy piszą: „Nie było problemu, nasze prośby zostały uwzględnione”. Inni od lat odbijają się od tej samej odpowiedzi: „NFZ nie gwarantuje wspólnego wyjazdu małżonków”.

Jeden z seniorów opisywał, że mimo bardzo podobnego czasu składania wniosków i tych samych schorzeń, jego żona dostała skierowanie do Ciechocinka, a on do Rabki. „Ludzie mi nie wierzą; to jest niemożliwe” – pisał. Inny dodawał gorzko: „Ja dwukrotnie odpowiednio wcześnie zwracałem skierowania, żona była dwukrotnie sama”.

Jeszcze ciekawiej robi się już po przyjeździe do sanatorium. Bo nawet jeśli uda się wywalczyć wspólny termin i miejscowość, zaczyna się kolejna batalia – pokój. „W naszym przypadku zawsze są nieporozumienia dotyczące wspólnego pokoju” – napisała jedna z czytelniczek. „O ile nie ma problemu ze wspólnym terminem i miejscowością, to jest problem z pokojem”.

Część sanatoriów pozwala ustalić to wcześniej telefonicznie albo po złożeniu dodatkowego pisma. Inne trzymają się sztywnych zasad do ostatniej chwili.

Pojawiały się też głosy, że wspólne pokoje dla małżeństw bywają odbierane jako niesprawiedliwe, gdy pary dostają pokój 2-osobowy tylko dla siebie, a samotne seniorki trafiają do tzw. czwórek. „4 wdowy gnieżdżą się w pokoju, a małżeństwo ma dwójkę dla siebie” – pisała jedna z czytelniczek.

Nie będziemy tu rozstrzygać, czy wspólny wyjazd małżeństw powinien być obowiązkiem państwa czy przywilejem. Ale z listów seniorów wyraźnie wynika jedno: dziś przepisy istnieją, jednak w praktyce nie działają tak samo dla wszystkich. I właśnie to poczucie nierównego traktowania budzi największą frustrację.

Zobacz również: AUTO DLA SENIORA: praktyczne porady oraz ranking ADAC [20 modeli w różnych kategoriach cenowych]

„Sanatoria miłości”? Seniorzy mają inne problemy

Wokół sanatoriów od lat funkcjonuje medialny obrazek, który żyje własnym życiem. Dancingi, romanse, „sanatorium miłości”, imprezy do rana. Łatwo uwierzyć, że uzdrowiska bardziej przypominają dancing na NFZ niż element systemu ochrony zdrowia.

Tymczasem listy naszych czytelników pokazują zupełnie inny obraz. Owszem, temat tańców czy relacji między kuracjuszami czasem się pojawiał, ale zdecydowanie nie dominował. Seniorzy znacznie częściej pisali o problemach dużo bardziej przyziemnych.

„Nie pojechałam szaleć, zdobywać nowych znajomych czy emocjonalnych uniesień miłosnych. Chciałam podreperować moje zdrowie” – napisała jedna z czytelniczek. W listach pojawiały się raczej opisy zmęczenia współlokatorami niż sanatoryjnych flirtów. „To jednak 3 tygodnie z kimś obcym”. – pisała jedna z kuracjuszek.

Oczywiście pojawiły się też głosy krytyczne wobec imprezowania czy alkoholu. Jedna z seniorek wspominała współlokatorkę, która „dzień w dzień balowała”, wracała późno i budziła innych. Ktoś inny pisał o „dwóch przypadkach nadużywania alkoholu”. Ale zdecydowanie to nie dominujący obraz sanatoryjnej rzeczywistości.

Co ciekawe, część seniorów wręcz irytuje szukanie sensacji i sprowadzanie sanatoriów do romansów i dancingów. Bo dla większości z nich to przede wszystkim leczenie, rehabilitacja i często ostatnia szansa na poprawę sprawności.

Zobacz również: Opłata za sanatorium NFZ dla emeryta. Aktualny cennik zakwaterowania i wyżywienia [sezon 2026]

System coraz bardziej rozmija się z rzeczywistością. Czas posłuchać seniorów

Po lekturze dziesiątek listów i maili od naszych czytelników trudno oprzeć się wrażeniu, że największym problemem polskich sanatoriów nie jest nawet odmieniany przez wszystkie przypadki w NFZ brak pieniędzy. Coraz większym problemem staje się to, że system zwyczajnie przestaje nadążać za rzeczywistością i współczesnym seniorem.

Bo dzisiejszy senior nie jest już tym samym pacjentem co 30 lat temu. Jest bardziej świadomy, aktywny, opiekuje się bliskimi, korzysta z internetu – choć, o zgrozo, w niektórych sanatoriach internetu nadal nie ma. Nie oczekuje luksusów ani „wakacji all inclusive”. Ale coraz trudniej godzi się na traktowanie jak petent, który ma po prostu przyjąć skierowanie i nie zadawać pytań.

A przecież seniorzy w swoich listach nie domagają się złotych klamek. Piszą o rzeczach bardzo podstawowych: informacji, minimum wyboru, szacunku dla ich sytuacji zdrowotnej i życiowej. I właśnie to uderza najmocniej: seniorzy okazują się prawdziwą kopalnią praktycznej wiedzy o tym, co należałoby poprawić. Tyle że system zdaje się tego głosu nie słyszeć.

Czas nie działa na naszą korzyść. Kolejne pokolenia seniorów są coraz bardziej świadome, asertywne i coraz mniej skłonne godzić się na bylejakość. Jeśli system się nie zmieni, problem rezygnacji i tzw. niedojazdów będzie tylko narastał. I paradoksalnie stracą na tym wszyscy – seniorzy, sanatoria i cały system. Bo łatwo ogranicza się coś, z czego ludzie nie chcą korzystać.

Tymczasem większość seniorów naprawdę nie oczekuje luksusów. Chcą normalnych warunków na miarę XXI wieku, informacji i odrobiny szacunku.

„Bo dziś wielu seniorów jedzie do sanatorium właściwie w ciemno” – napisał jeden z czytelników. I może właśnie to zdanie najlepiej podsumowuje cały problem.

PS.

Poprosiliśmy Narodowy Fundusz Zdrowia o odniesienie się do najczęściej powtarzających się problemów, opisanych w artykule „Nie oczekujemy luksusów. Sanatorium z NFZ oczami seniorów”. Jak NFZ odpowiada na te głosy i wątpliwości? Przeczytaj stanowisko Funduszu >>> TU.

fot. Adobe Stock

Dziękujemy, że przeczytałaś/łeś artykuł do końca. Mamy dla Ciebie kilka propozycji!

✓ Prenumeruj Gazetę Senior >>>TU nie przegap ważnych tematów dla seniorów
Zapisz się do bezpłatnego Newslettera [środowy biuletyn] >>>TU najciekawsze treści prosto na Twój e-mail
Wesprzyj pracę redakcji drobną kwotą: odwiedź buycoffee.to/gazeta-senior >>>TU
Weź udział w anonimowej ankiecie o turystyce senioralnej >>>TU na jej podstawie powstanie artykuł do lipcowego wydania „Gazety Senior”. Dzięki Twojej opinii możemy opisywać i nagłaśniać prawdziwe potrzeby i problemy seniorów!

Przeczytaj również:

Jak podróżują seniorzy? Wypełnij ankietę „Gazety Senior” i odbierz prezent 🎁

13 emerytura: jak naprawdę wydają ją seniorzy? Te wybory wiele mówią. Wyniki badania „Gazety Senior” RAPORT

Linda Matus
CATEGORIES
Share This