Papuasi na emeryturze – opowiada Tadeusz Biedzki

Papuasi na emeryturze – opowiada Tadeusz Biedzki

Jak żyje się seniorom w Indonezji – kraju bardzo zróżnicowanym, gdzie jednego dnia można siedzieć w niemal europejskiej restauracji, a dwa dni później stanąć oko w oko z orangutanami? Tadeusz Biedzki opowiada o życiu codziennym osób starszych, opiece medycznej, emeryturze dla wybranych, a także o znakomitym jedzeniu i podróżowaniu.

Tadeusz Biedzki to pisarz, dziennikarz, podróżnik i przedsiębiorca. Jego „Sen pod baobabem” został Podróżniczą Książką 2012 roku, a „W piekle eboli” uhonorowano nagrodą Bursztynowego Motyla im. A. Fiedlera. Indonezyjskie „Wyspy niepoliczone” to najlepsza książka pisarza.

Linda Matus: Indonezja to miejsce niezwykle, z jednej strony kanibalizm, walki plemienne, a z drugiej nowoczesne technologie na najwyższym poziomie. Życie seniorów w takim miejscu musi bardzo się różnić od tego w krajach zachodnich. Czy starszyzna wciąż ma się dobrze w plemionach i młode pokolenie jej nie zagraża?
Tadeusz Biedzki: Mimo ogromnego zróżnicowania modelu i poziomu życia Indonezyjczyków ich stosunek do ludzi starszych jest podobny. Zarówno w prymitywnych plemionach Papuasów żyjących jak trzy lub cztery tysiące lat temu, jak i w nowoczesnej Dżakarcie seniorzy cieszą się szacunkiem. U Papuasów czy Mentowajów z Sumatry to oni są wodzami, tworzą radę starszych i decydują o życiu codziennym wiosek. Mają posłuch, autorytet i poważanie. Kiedy stają się niesprawni, rodzina, a nawet całe plemię dba o nich, opiekuje się nimi. Niektórzy cieszą się tak ogromnym szacunkiem, że po śmierci zjada się ich, by przejąć ich siłę i mądrość lub mumifikuje się ich zwłoki, choć jedno i drugie jest surowo zabronione, ale w głębi papuaskiej dżungli żadne władze nie są w stanie temu zapobiec. Nam takie obyczaje wydają się odrażające, ale dla nich to wyraz uszanowania i miłości.

Jaki stosunek do starości i seniorów mają mieszkańcy zurbanizowanych, nowoczesnych terenów? Czy rozwój technologiczny wpływa na postrzeganie osób starszych?
Jak wspomniałem, postęp i nowe technologie niewiele zmieniły. Rodziny są tam wciąż wielopokoleniowe, starsi mieszkają z dziećmi i wnukami, mogą liczyć na ich pomoc i opiekę. A wszyscy domownicy bardzo liczą się z ich zdaniem. Życie toczy się z pełnym uczestnictwem seniorów. Kiedy przyjmuje się gości, zawsze są obecni, chociaż to goście ich dzieci lub dorosłych wnuków. Wielokrotnie w restauracji widziałem całe rodziny, od najmłodszych po dziadków, a nawet pradziadków. To standard w tamtejszym życiu społecznym.

✔ Przeczytaj również: Miasto wygodne dla 8-latków i 80-latków jest dla wszystkich. 8-80 cities i Gil Penalosa inspiruje Wrocław

Zdrowie to temat dyżurny dla osób starszych. Utyskujemy na polską służbę zdrowia, a co można powiedzieć o pomocy medycznej w Indonezji? Na co może liczyć mieszkaniec, turysta?
Widziałem indonezyjskie szpitale. Są takie, które nie odstają od europejskiego poziomu, ale te są nieliczne. Znajdują się w dużych miastach i miejscowościach turystycznych, gdzie leczą się też turyści. W większości pozostałych żaden Polak nie chciałby się znaleźć, a niektóre mogą wręcz przerażać. Mówiąc krótko: przeciętny polski szpital to pałac w porównaniu z indonezyjską placówką. Zresztą w krajach Trzeciego Świata, w którym żyje większość ludzkości, szpitale z reguły są w katastrofalnym stanie. Podczas epidemii eboli byłem w Afryce, widziałem szpitale z dziurawymi dachami, bez klimatyzacji, z chodzącymi po ścianach i łóżkach insektami, z odciętymi podczas operacji fragmentami ciała ludzkiego w wiadrach na korytarzach, z których wyjadały je psy. Naprawdę, strach znaleźć się w takim szpitalu, choć w Indonezji aż tak tragicznych obiektów nie spotkałem. Ale moja żona, która rozchorowała się na wyspie Flores, znalazła się w szpitalu, o którym lepiej nie mówić. Na szczęście trafiła na dobrego lekarza, a dzięki pieniądzom i życzliwości ludzi udało się dostać niezbędne lekarstwa. Indonezyjczycy mają jednak gorzej. Do 2015 roku nie było tam ubezpieczenia zdrowotnego. Teraz jest, ale tylko dla tych, którzy je wykupią. Bardzo wielu na to nie stać. Większość tych, którzy kupują ubezpieczenie, wybiera najtańszy z trzech wariantów, który umożliwia leczenie w gorszych szpitalach, w salach dziesięcio- lub kilkunastoosobowych, gorszymi i tańszymi lekarstwami.

Tadeusz Biedzki - Wyspy niepoliczone. Indonezja z bliska

Tadeusz Biedzki – Wyspy niepoliczone. Indonezja z bliska

Czy indonezyjscy seniorzy mogą liczyć na emeryturę? W jakim wieku i na co emeryt może sobie pozwolić?
Tylko ci, którzy pracują w tzw. budżetówce, czyli nauczyciele, wojskowi i policjanci, urzędnicy. Oni otrzymują emeryturę, mężczyźni w wieku 60 lat, kobiety po ukończeniu 55 lat. Dlatego każdy Indonezyjczyk marzy, by dostać taką pracę. Na jedno miejsce są setki chętnych. O wyborze decydują łapówki i rodzinne koneksje. Łapówki są bardzo wysokie, bo praca taka jest w zasadzie gwarantowana na całe życie. Emerytury są także dla tych, którzy pracują w zagranicznych koncernach. Wszyscy pozostali muszą zarobić na starość, co jest niezwykle trudne, bo zarobki są niskie bądź liczyć na rodzinę, która, na szczęście, jak wspomniałem, dba o swoich dziadków. Ale i ci, którzy otrzymują emeryturę, nie mają kokosów. Tylko na Bali emerytury osiągają w przeliczeniu na dolary amerykańskie 200 USD, na pozostałych wyspach znacznie mniej, np. na Floresie zaledwie 100 USD. Żeby skromnie żyć kilkuosobowa rodzina potrzebuje na miesiąc około 250 USD.

✔ Przeczytaj również: Sanatorium NFZ 2020 zmiany i nowe zasady skierowań

Co pysznego zjadł Pan podczas podróży?
Oj, długo by wymieniać. Indonezyjska kuchnia, jak zresztą w całej Azji, jest znakomita. Może nie aż tak pyszna jak w Indochinach, ale naprawdę świetna. Tamtejsze zupy, którymi za 2-3 złote można się najeść na pół dnia, to niebo w gębie. Taka jest np. soto ayam, niby zwykły rosół z kurczaka, ale z dodatkiem warzyw, mięsa i przypraw, które czynią jego smak boskim. Równie smaczna jest zupa bakso z klopsikami z mielonego mięsa przyprawionego fantastycznie przyprawami. Rewelacyjnie smakują ryby prosto z morza rzucone na grill, posypane przyprawami i polane pikantnymi sosami. Na wyspie Timor zaserwowano mi rybę w towarzystwie szczurów i karaluchów biegających wokół talerza, ale to była najlepsza ryba, jaką w życiu jadłem. To właśnie przyprawy, z których najważniejszy jest sambal, czyli rodzaj sosu z chili, którego smak jest niepowtarzalny, sprawiają, że potrawy są tak smaczne. Sambal jest w każdej restauracji, w każdym warungu, czyli ulicznej garkuchni, gdzie z reguły jadaliśmy, bo tam jest najsmaczniej i tanio, w każdym domu, i trudno znaleźć dwa sambale o identycznym smaku. Ale zawsze jest znakomity i każdej potrawie dodaje smaku. W Indonezji można też wypić najdroższą kawę świata – filiżanka kosztuje nawet 100 USD. To kawa luwak, której ziarna wcześniej zostały zjedzone przez niewielkie zwierzątka zwane luwakami. Lekko sfermentowane ziarna kawy, które luwaki wydalają, są zbierane, czyszczone, suszone i palone. Kawa ma specyficzny smak.

Podróżował Pan z żoną. Czy kobieca ocena Indonezji różni się od męskiej opinii?
Najlepiej byłoby zapytać moją żonę, która uczestniczyła we wszystkich wyprawach. Wiem jednak, że ona też zakochała się w Indonezji. Bo nie sposób nie zachwycić się krajem o tak niewiarygodnej egzotyce, gdzie jednego dnia można siedzieć w niemal europejskiej restauracji, dwa dni później stanąć oko w oko z orangutanami, które występują już tylko na Borneo i Sumatrze albo dotrzeć do kraju Toradżów na Sulawesi, by podczas święta Ma Nene spotkać nieboszczyków wyciągniętych z grobu i spacerujących po wsi w towarzystwie krewnych, zaś kilka dni później uczestniczyć w jedynym już na świecie polowaniu na wieloryby z harpunami, które harpunnicy wbijają w ciało wieloryba, skacząc na niego z maleńkich łódek, a potem być zaatakowanymi przez dzikich Papuasów, zaprzyjaźnić się z nimi i uczestniczyć w ich życiu. We wszystkich takich wydarzeniach moja żona uczestniczyła i była zachwycona. Koloryt, niezwykłość i egzotyka takiego świata jest nieporównywalna z naszym, gdzie wieżowce są podobne, jeżdżą takie same samochody, na ulicach spacerują tak samo ubrani ludzie, którzy kupili swoje stroje w identycznych sklepach.

Tadeusz Biedzki

Tadeusz Biedzki

Jest Pan podróżnikiem, pisarzem, to naturalne, że odwiedza Pan odległe, nieznane i niebezpieczne miejsca. A co Tadeusz Biedzki poleciłby turyście i laikowi 60+? Gdzie warto się wybrać np. na 2 tygodnie? Aby odpocząć, aby pozwiedzać?
Przede wszystkim zachęcałbym, by nie leżeć 2 tygodnie na plaży. Naprawdę lepiej wykupić w biurze podróży wycieczkę niż tylko wypoczynek. Zawsze coś zobaczymy, czegoś się nauczymy, poznamy ludzi, lepiej zrozumiemy kraj, który odwiedzamy. A już, broń Boże, nie wyjeżdżajmy na drugi koniec świata, po to, by siedzieć w hotelu. Naprawdę szkoda czasu, pieniędzy i mordęgi długim lotem. A jeśli już jesteśmy na takim hotelowym wypoczynku, to kupmy od miejscowych chłopaków kręcących się wokół hotelu lokalną wycieczkę. Nie ma czego się bać, a jest taniej. Jeśli kilka razy skorzystamy z takich wycieczkowych wyjazdów, to z czasem przestaniemy się obawiać i może zdecydujemy się na samodzielną podróż. I dopiero wtedy odczujemy radość i smaki świata. A gdzie warto jechać? Wszędzie! Bo wszędzie jest coś do odkrycia. Poszperajmy więc choćby w Internecie i to, co nas zainteresuje, wybierzmy za cel podróży.

✔ Przeczytaj również: Samochodem przez Białoruś

Czy wolałby Pan zestarzeć się w Polsce, czy w Indonezji?
Uwielbiam podróżować po świecie, spotykać ludzi, rozmawiać z nimi. Zawsze jednak czuję się Polakiem i moje miejsce jest w Polsce. Kiedy po długiej podróży wracam do kraju mam odruch papieża – z radości pocałowałbym ziemię. Są jednak takie miejsca na świecie, gdzie chętnie spędziłbym więcej czasu. Im starszy jestem, tym częściej myślę o tym, by jesienne i wczesnowiosenne słoty spędzać poza Polską. Pewnie kiedyś tak się stanie. Wybrałem już nawet takie miejsce: to dawna stolica Laosu, czyli Luang Prabang, jedno z najbardziej fantastycznych miast świata. Mógłbym godzinami o nim opowiadać, ale to rozmowa na inną okazję.

Przeczytaj również:

Jan Adamski: Klasyka jest w cenie

Wywiad z autorką książki Miłość w Sanatorium

 

Kategorie
Udostępnij