Wesołego Alleluja

Jak co roku po pierwszej wiosennej pełni księżyca zaczyna się czas obżarstwa. Panie, zamiast poddawać się zabiegom upiększającym, porzucają gabinety kosmetyczne i kluby fitness, by rzucić się w wir przygotowania świąt. Kupują wędzone szynki, balerony i kiełbasy jakby nagle odkryły, że w przyrodzie wędzone białko zwierzęce ma najlepszy smak.

_DSC4707

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kiedyś za czasów świniobicia, na przednówku takie zachowania miały uzasadnienie. Po zimie, kiedy już nierogacizna zżarła zgromadzone zapasy, pora było pozyskać pożytki. Ubić tuczonego od lata świniaka i odzyskać przed ciężkimi pracami polowymi zgromadzoną tam energię. To było uzasadnione ekonomicznie. Świniobicie to też ciężka praca, ale i święto. Można przy okazji napić się gorzałki, pojeść świeżych kiszek i salcesonów, posmakować chleba ze smalcem. A że przy okazji święta to i dobrze, bo można odświętne ubranie przewietrzyć, przejrzeć czy mole nie nadżarły. I tak to razem świątecznie sobie podjadłszy, dla świętego spokoju modłami zagwarantowawszy sobie spokój duszy, napiwszy się dla rezonu okowity, można było dziewki, a to rózgami, a to wodą zlać. Panny wybór miały, stąd pytanie śmigus, czy dyngus znaczyło tyle, co rózgą, czy wodą mam okazać ci względy, dowiadywał się kawaler. A panny piszczały lub się wykupywały, taka plebejska zabawa z wiosną związana. Wszak ptaszki też o tej porze roku wykazują zwiększoną ruchliwość.

Słowo Alleluja wywodzi się z hebrajskiego (halelu-Jáh) i znaczy- chwalmy Jahwe. To, że zmieniliśmy w ciągu wieków jego znaczenie i nadaliśmy nowe, jest w polskiej kulturze normalne. W kościele usłyszymy łacińskie Christus resurrexit, alleluia, te dwa wcześniejsze słowa zwykle są pomijane i zostało samo Chwalmy Pana, choć to trochę zmienia znaczenie. Oczywiście od tych wiosennych świat zaczyna się nowy rok, a że nie przystaje z tym kalendarzowych, no cóż, trudno. Wszystkich jakoś nie da się zadowolić.

W ramach przenikania się kultur tradycje słowiańskie zostały uzupełnione chrześcijański naleciałościami z Niemiec i Skandynawii. Powojenny okres wymieszał zwyczaje wileńskie i lwowskie z wielkopolskim. Teraz z małym koszyczkiem świecimy pokarmy przed kościołem, a po „święconce” możemy już do woli opychać się jeszcze względnie przydatnymi do spożycia wiktuałami. Po trzech dniach przygotowania i leżenia na stole nawet jajka ugotowane na twardo wydzielają charakterystyczną woń, o kiełbasach lepiej nie wspominać.

Dziwne są zwyczaje plemion i nie sądzę, by ten tekst nawet przeczytany ze zrozumieniem wpłynął na zmianę postępowania. Tradycja musi być podtrzymywana, a co! A rozum, a zalecenia dietetyków, to wszystko po świętach. Teraz damy popalić wątrobie. Prawda drogie Panie.

Jerzy Dudzik

Redakcja
CATEGORIES
Share This

Zapisz się do newslettera Gazety Senior!

To proste, aby otrzymywać nasz Newsletter, wypełnij trzy pola poniżej i kliknij „Zapisz mnie do Newslettera”. Usługa jest bezpłatna.


This will close in 0 seconds

Zamów prenumeratę!


This will close in 0 seconds