Zakochana w Barcelonie_książka Anny Wawrykowicz (fragment)

Gosia, czterdziestoletnia wykładowczyni historii Hiszpanii, wyjeżdża na trzymiesięczne stypendium do Barcelony. Niedawno rozwiedziona, szuka możliwości spojrzenia na swoje dotychczasowe życie ze świeżej perspektywy i traktuje ten wyjazd jako szansę na nowy początek.

Zakochana w Barcelonie książka

Zakochana w Barcelonie

Zakochana w Barcelonie_okładka

Zbierając materiały na temat hiszpańskiej wojny domowej, przechadza się po Barcelonie, odkrywając przed czytelnikiem fascynujące elementy tego pięknego miasta – jego historię, zabytki, lokalne tradycje, a także kuchnię. Jednak w Barcelonie czekają na nią nie tylko turystyczne atrakcje, ale przede wszystkim niezwykli ludzie. Wśród nowych znajomych jest lekarz weterynarii Marc, wykładowczyni uniwersytecka Montse i przewodniczka miejska Laia. Spacery i rozmowy z nimi pozwalają Gosi poznać życie codzienne Katalończyków, ich radości i problemy. Być może to właśnie teraz nadszedł czas na prawdziwą przyjaźń, a może i miłość…

✔ Przeczytaj również: Gazeta Senior poleca książki 

“Zakochana w Barcelonie” Anny Wawrykowicz FRAGMENT

Nic nie rozumiem – pomyślała Gosia i poczuła, że ogarnia ją lekka panika. Od dłuższej chwili siedziała przed komputerem i wpatrywała się w monitor, na którym pojawiały się nic niemówiące jej słowa. Przecież znam język. O co tu chodzi? W niedużej sali, wokół której stały specjalne szafki z szufladami kryjącymi tysiące karteczek z danymi, kręciło się kilku studentów, ale Gosia nie chciała prosić ich o pomoc. Próbowała, jak zawsze, dać sobie radę sama, podświadomie mając w pamięci naukę swojego ojca: „W życiu nie licz na nikogo”. Jednak tym razem ani jej zaradność, ani upór nie pomagały, nie potrafiła rozwiązać problemu. Czuła się bezradna, a to tylko dodatkowo zwiększało jej stres. Nagle do sali weszła kobieta w podobnym do Gosi wieku, rozejrzała się wokół i dostrzegła jej pełne paniki spojrzenie.

– Pomóc ci? – zapytała, podchodząc do stolika.

– Tak, bardzo proszę. Nie rozumiem, jak działa ta wyszukiwarka.

Kobieta pochyliła się nad komputerem i zaczęła wyjaśniać Gosi, w jaki sposób może odnaleźć książki, których szuka. Okazało się, że komputery miały ustawione jako pierwszy język kataloński, którym posługiwano się nie tylko w domu czy na ulicy, ale także w szkołach, urzędach i telewizji. W czasach dyktatury generała Franco obowiązywał surowy zakaz jego używania, czego pilnowała wszechobecna cenzura, nieposłuszeństwo zaś groziło więzieniem, a nawet karą śmierci. Kataloński uznany został za „język antyhiszpański i niepatriotyczny”, podobnie jak baskijski i galisyjski. Wprowadzając ten zakaz, Caudillo miał nadzieję, że doprowadzi nim do likwidacji kultur mniejszości narodowych, chciał bowiem panować nie tylko nad całym terytorium Hiszpanii, lecz także nad umysłami i duszami jej mieszkańców. Fakt, że Hiszpania powstała w wyniku połączenia kilku królestw z odrębnymi językami, obyczajami i tradycjami, nie miał dla niego znaczenia. Po jego śmierci kataloński stał się – obok hiszpańskiego – językiem urzędowym, natomiast już czterdzieści lat po represjach wahadło przechyliło się na drugą stronę i teraz w Katalonii rzadko kiedy można było zobaczyć w miejscu publicznym napis po hiszpańsku. Nawet w Muzeum Historii Barcelony, do którego Gosia poszła kilka dni po przyjeździe, wszystkie objaśnienia były tylko po katalońsku. Mogliby chociaż dodać coś po angielsku – pomyślała rozżalona, próbując zrozumieć tekst umieszczony w gablotach.

Teraz, siedząc przed komputerem, spojrzała z wdzięcznością na stojącą obok kobietę. Była to szczupła niewysoka brunetka, około czterdziestki, miała na sobie dżinsy i jasną bluzkę, na którą nałożyła granatowy sweter. Swoją skórzaną torbę postawiła obok stolika z komputerem. Po krótkiej rozmowie z nieznajomą, której jasna cera i blond włosy, a także wyczuwalny obcy akcent wskazywały, że jest cudzoziemką, brunetka schyliła się po torbę i odwróciła się, jakby zamierzała wyjść z sali. Jednak w jej powolnych ruchach Gosia odczytała pewne wahanie i poczuła, że kobieta, tak jak ona, nie chce zakończyć tej znajomości, znajomości, która wprawdzie jeszcze się tak naprawdę nie zaczęła, ale chyba obie pomyślały, że te kilka zdań, które zdążyły wymienić, dają szansę na bliższe poznanie. Nauczona doświadczeniem z poprzednich stypendiów Gosia wiedziała, że zawieranie znajomości z Hiszpanami, stereotypowo uznawanymi za otwartych i przyjaznych, nie jest wcale proste, i od chwili przyjazdu obawiała się, że jedyną osobą, z którą będzie rozmawiała przez najbliższe miesiące, pozostanie jej gospodyni, wyniosła Katalonka o dziwnym imieniu Nuria, która z racji wieku mogłaby być jej matką.

(…)

✔ Przeczytaj również: Gazeta Senior – Szybkie randki dla seniorów

Wywiad z autorką książki Miłość w Sanatorium

Kategorie
Udostępnij