Rowerzysta, kolarz, cyklista

Rowerzysta, kolarz, cyklista

Jak zwał tak zwał, ale ci wszyscy poruszający się na rowerach to katastrofa dla gospodarki światowej.

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej GazetaSenior.pl

Bankowcy

Ludzie pracujący w banku kochają tych, co przychodzą po kredyty. Kredytobiorca powinien mieć stałą posadę z wysokim wynagrodzeniem, bo to gwarantuje stabilne dochody. Tacy klienci powinni też okazywać się dużymi potrzebami konsumpcyjnymi. Nowy samochód co dwa, trzy lata, nowe mieszkanie co dziesięć. Dla bankowców optymalnie gdyby jeszcze można było sprawdzić, czy przypadkiem potencjalny kredytobiorca nie ma wad genetycznych i zachowań ryzykownych.

rowerzysta

asysta dla rowerzystki, fot© Jerzy Dudzik

Tymczasem rowerzysta! Taki kredytu nie potrzebuje, nie korzysta z autostrad, mechanik mu zbędny, a na ubezpieczeniu oszczędza. Po prostu klęska.

Na drodze

Użytkownik roweru jest niemile widziany na drodze. Zajmuje niby mało miejsca, ale samochód musi zwolnić, zostawić odstęp tak z metr i uważać czy się  cyklista nie wywróci. Dla normalnych użytkowników dróg i ulic w miastach rowerzysta to zawalidroga. Najlepiej go otrąbić. Co innego cyklistki. Bez względu czy rowerzysta płci żeńskiej odziana jest w przylegający do ciała trykot, czy też w kolorową powiewającą spódnicę efekt zawsze ten sam. Większość kierowców płci męskiej zwalnia i kontempluje. Tak cyklistki działają na męską odmianę kierowców. W rytmiczne ruchy pośladków samce wpatrują się z zachwytem. Oczywiście cierpi na tym gospodarka. Chłopy za kierownicą mają być skupione na pracy, a nie myśleć o głupotach.

Spieszony rowerzysta

Gorsi od rowerzystów są tylko piechurzy. Oni nawet nie kupują roweru. A na dodatek kupują wygodne buty zamiast ślicznych i drogich. To dopiero klęska dla gospodarki światowej i banków. Piesi są nawet gorsi od pasażerów komunikacji miejskiej. Taki pasażer nawet jak nie zapłaci za bilet, to dla gospodarki jest cenniejszy od pieszego. W końcu autobusy ktoś wyprodukował, miasto zaciągnęło kredyt na kupno, remontuje drogi. Jest ruch pieniądza i miejsca pracy. A pieszy, ech szkoda gadać!

Zatem sympatyczny emerycie

rowerzysta

niby wygląda normalnie, a rowerzysta, fot© Jerzy Dudzik

Pamiętaj, że oszczędności na czarną godzinę to przeżytek. Nie martw się tym, co po śmierci. Żyj chwilą i na wyrost. Im więcej pożyczasz i żyjesz bardziej światowo, tym lepiej dla banków. Twórz miejsca pracy, zatrudnij przynajmniej pomoc domową i korzystaj z dorożek, zwanych teraz taxi. Kupuj, kupuj, kupuj. Jeśli popierasz rowerzystów, to tutaj znajdziesz więcej informacji.

W limuzynie

Z tego założenia wychodzi obecny rząd. Podnosi płace i osłabia złotówkę inflacją. Ostatnio przy podwyżkach dla posłów i ministrów, rządowi działacze podkreślali, że w ciągu ostatnich 10 lat inflacja wynosi prawie 30%. Dlatego muszą sobie dać 6 tysięcy podwyżki. Jest to w pełni uzasadnione. Wprawdzie dla emerytów nikt takich podwyżek nie szykuje, najwyżej jakieś 50 złotych. Emerytów właściwie inflacja nie dotyczy uważają pasażerowie limuzyn. Przecież jakoś im starcza a jak nie, to niech idą na wieczorne rozdawanie przeterminowanej żywności. Głodny nikt nie chodzi.

Nie trzymaj w skarpecie

Trzymasz pieniądze na czarną godzinę? Ile już lat 10? Przy tej inflacji straciłeś 300 złotych z każdego tysiąca, który trzymasz w banku. Chcesz dalej tracić? Nie? Zatem wydawaj pieniądze. Możesz wymienić złotówki na Euro, tam też oprocentowanie zero, tylko inflacja mniejsza. Jak dołożysz do tego cenę kupna i sprzedaży waluty to też będziesz w plecy.

Oczywiście zawsze możesz pieniądze wydać na dzieła sztuki, bulionowe monety i brylanty. Potomni będą mieli o co toczyć swary.

Atrakcje turystyczne. Siła napędowa turystyki

Kategorie
Udostępnij