Człowiek orkiestra – Jurek Owsiak

Jerzy Owsiak to jeden z najbardziej rozpoznawalnych Polaków. Dziennikarz radiowy i telewizyjny, showman, działacz charytatywny i społeczny. Założyciel i prezes Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Od wielu lat udowadnia, jak bardzo leży mu na sercu poprawa jakości życia Polaków. Swoją postawą i zaangażowaniem pokazuje, jak można łączyć, a nie dzielić. Z Jerzym Owsiakiem o jego pasjach, przygotowaniach do 28. Finału WOŚP i planach na przyszłość rozmawia Kazimierz Nawrocki.

Jerzy Owsiak 28 Finał WOŚPKazimierz Nawrocki: Podczas Pana ostatniego pobytu w Szpitalu Powiatowym w Ostrowie Wielkopolskim widziałem entuzjazm ludzi w różnym wieku wyrażających szacunek i uznanie dla Pana pracy. Jakie są źródła takich postaw i zachowań Polaków? I jakie nadzieje i oczekiwania rozbudza Pana osoba?
Jerzy Owsiak: To była bardzo miła wizyta. Na podobne spotkania nie jeździmy często, ale kiedy przekazujemy drogi i ważny sprzęt, także i nam jest potrzebna energia, która wyraża się w radosnym przyjęciu całej naszej ekipy. To dla nas coś jak nagroda za to, że doprowadziliśmy zbiórkę do finału w postaci kupna tego sprzętu. I jest nam bardzo przyjemnie, jak ludzie cieszą się i doceniają taki gest, co daje gwarancję, że sprzęt będzie świetnie wykorzystany. W Ostrowie Wlkp. byliśmy już kilka razy, za każdym razem jest po prostu rodzinnie, domowo, a sam szpital pokazuje, że w tej bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej można dawać sobie radę.

K.N: Można często usłyszeć w rozmowach z seniorami, że jest Pan człowiekiem wielkiego serca, cieszącym się dużym autorytetem. Stał się Pan Człowiekiem Instytucją, mimo że w liceum nie był Pan prymusem, jak zdradza Pana żona. Osoby starsze są wciąż mocno przywiązane do dyplomów i formalnych tytułów, wymagają tego również od kolejnych pokoleń. Jaką ma Pan dla nich radę?
J.O: Nie są mi obojętne te formy uznania czy kwalifikacji, o których Pan mówi. Jakkolwiek jest różna ich gradacja. Istotnie matura nie była moim wielkim wyczynem, ale już zdobycie papierów mistrzowskich jako witrażysty i owszem. Walczyłem o to zaciekle jeszcze za czasów PRL, a później okazało się, że jest to do niczego niepotrzebne, jeśli chcę prowadzić taki biznes. Po prostu jest to miłe, bo jest, ale dzisiaj każdy może założyć taką firmę, zatrudnić zawodowych witrażystów i ją prowadzić. A moja rada? Najlepiej robić w podeszłym wieku to, co przynosi dużą satysfakcję, bo istotnie dyplomy już tutaj nie są znaczące.

K.N: W jaki sposób realizować proces wychowawczy zdrowego, godnego starzenia się, budowania pomostu między młodszym i starszym pokoleniem? Z perspektywy wieloletnich doświadczeń prezesa fundacji, artysty, dziennikarza i psychoterapeuty, co jest według Pana najważniejsze?
J.O: Wzajemne kontakty. Po stokroć wzajemne kontakty, a także takie instytucje, jak uniwersytety trzeciego wieku. To, czyli nasza własna aktywność, bardzo, bardzo pomaga, by nie tracić zbytnio dystansu do otaczającej rzeczywistości. My także musimy wychodzić z inicjatywą, szukać takich miejsc, wsłuchiwać się w propozycje i można by powiedzieć, do końca życia poszerzać swoje horyzonty. Uważam, że w tym obszarze naprawdę dużo się zmieniło i to także dzięki instytucjom państwowym, które takie akcje organizują. Widzę to po mojej mamie. Może mogłoby być tego jeszcze więcej, aby sam system ochrony zdrowia był otwarty dla seniorów. Ich jak najdłuższa pozytywna aktywność na końcu zmniejsza koszty opieki szpitalnej, to po prostu ekonomia.

K.N: Metrykalnie osiągnął Pan wiek emerytalny. Czy i kiedy planuje Pan udać się na zasłużony odpoczynek? Ma Pan jakieś wyobrażenie o swojej emeryturze?
J.O: Nie myślę o tym, w moim przypadku jest to absolutnie abstrakcyjne pojęcie, ale nie mówię, że nieosiągalne. Kiedyś tak, teraz nie.

K.N: Czy dziś fundacja podejmuje jakiekolwiek działania na rzecz wsparcia najstarszych Polaków?
J.O: Kiedy pan prezydent Andrzej Duda podpisał fatalną ustawę, która zlikwidowała odrębne finansowanie geriatrii, wrzucając ją do jednego koszyka wydatków szpitala, to powiedzieliśmy sobie, że na razie wstrzymujemy nasze działania. Do tej pory wydaliśmy na geriatrię ponad 100 milionów złotych, m.in. kupując 8279 łóżek – czyli wymieniliśmy wszystkie „geriatryczne” łóżka w polskich szpitalach. Do tego dochodzą potężne urządzenia jak USG, densytometry, kardiomonitory, pompy infuzyjne czy strzykawkowe. Wjechała nowa jakość, wyrzucając w kosmos złą! Teraz boimy się, że brak tego logicznego, osobnego, zarezerwowanego finansowania znowu zepchnie geriatrię na daleki plan doposażenia oddziałów. Musimy zobaczyć, co z tego wyniknie, dlatego po pięciu finałach powiedzieliśmy sobie „stop”. Swoją drogą myślę, że nawet ministerstwo zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia nie zauważyli tego, co dla geriatrii zrobiliśmy. Ostatnie lata wręcz zostawiają w nas przekonaniu, że te instytucje nawet nie wiedzą o naszym istnieniu.

K.N: Wcześniejsze zbiórki na rzecz godnej opieki seniorów pozwoliły Panu zdobyć wiedzę na temat potrzeb i rozwiązań na rzecz geriatrii. Jak Pan widzi politykę zdrowia starszych: w formie samodzielnych oddziałów geriatrii, tak jak to jest przy szpitalu w Ostrowie Wielkopolskim, wydzielonych łóżek przy oddziałach wewnętrznych w szpitalach czy zorganizowania hospicjum domowego?
J.O: Dobra polityka dla seniorów to regularne wizyty diagnostyczne dla ludzi w podeszłym wieku. Dobra diagnoza, a po niej ustawienie procesu leczenia choroby. Dziś bardzo często leki się dublują lub wykluczają, bo pacjent chodzi do różnych lekarzy i leczy jednocześnie wiele schorzeń, a brak skoordynowanego leczenia wręcz szkodzi zdrowiu. Wizyta u geriatry daje szansę na ustawienie terapii, zaplanowanie codzienności, bo na końcu dom może być najlepszym szpitalem. Moglibyśmy brać przykład z opieki nad seniorami w systemie holenderskim, gdzie senior spotyka się z ogromną pomocą państwa w zorganizowaniu swojego życia u jego schyłku.

K.N: Mądry babcing to hasło przewodnie Beaty Boruckiej, influencerki znanej jako Mądra Babcia, która zjednała sobie serca wielu babć. Trudno uwierzyć, że Pan również jest dziadkiem. Co wniosła w Pana życie rola dziadka i czy Jurek Owsiak ma własne, złote rady dla polskich dziadków?
J.O: Ten etap jest niezwykle miły, ciepły, serdeczny, tym bardziej że kontakt z wnuczkami mam bardzo dobry. Każdy taki kontakt dodaje nam, seniorom, dużo, dużo dobrej energii. Mam uczucie, że kiedyś było to o wiele bardziej mocne, w dobie bez telefonu i Internetu. Ale to nie narzekanie, a stwierdzenie faktu.

K.N: 28. Finał to zbiórka dla zapewnienia najwyższych standardów diagnostycznych i leczniczych w dziecięcej medycynie zabiegowej. Proszę krótko wyjaśnić seniorom, na co w praktyce będą przeznaczone środki z nadchodzącej zbiórki?
J.O: Chcemy podtrzymać wysokie standardy stworzone przed laty na salach operacyjnych i zabiegowych. Mówiąc wprost – pracuje tam nasz sprzęt, który się zużywa i jeśli my go nie kupimy, to nie kupi go nikt. Czy to wymienianie sprzętu nam się podoba? Tak sobie. Wolelibyśmy, aby robiło to państwo, ale robimy swoje, nie czekamy na mannę z nieba, bo ta może spaść nie wiadomo kiedy. Tym razem chcemy skupić się na neurologii, kardiologii i chirurgii dziecięcej. To aparaty do znieczulenia, stoły operacyjne, kardiomonitory, USG. To kilkadziesiąt szpitali i kilkaset sal operacyjno-zabiegowych. Jest co kupować!

K.N: Wiem o kilku zbiórkach organizowanych w minionych latach przez osoby starsze. Czy seniorzy chętniej angażują się w zbiórki na rzecz WOŚP niż w początkach działania fundacji? Czy są mile widziani, czy może więcej z nimi kłopotu niż pożytku?
J.O: Przekrój wiekowy ludzi, którzy wspierają Orkiestrę, jest ogromny! Od zera do stu. Nasze doświadczenia, praktyka i przeprowadzone przez nas badania mówią, że zbierają wszyscy. Można by nawet powiedzieć, że od samego początku tak jest. Kiedyś dziennikarze lubili to nazywać „wdowi grosz”, a my nazywamy to serdecznością. Mało tego, badania pokazały, że nie ma tutaj żadnych preferencji związanych z religią, polityką, rozkłada się to równo przekrojowo na całe społeczeństwo. I za to wielkie dzięki!

K.N: Czego chciałby Pan życzyć najstarszym Polkom i Polakom w 2020 r.?
J.O: Przede wszystkim zdrowia, bo to dzisiaj spędza nam sen z powiek. Brakuje w Polsce lekarzy i personelu medycznego, dramatycznie! Jeśli nie nastąpią gwałtowne ruchy, to czeka nas przerażające widmo pustych nie w sprzęt, ale lekarzy i pielęgniarki szpitali. Lubimy się leczyć sami, w czym słynie ziołolecznictwo (ha, ha), ale sami wiemy, że nie załatwi to wszystkiego.
A na końcu – życzę spokoju, wzajemnej serdeczności, przyjaźni i zdrowego rozsądku, kiedy myślimy o nas jako o wielkim, rozwijającym się kraju w środku Europy.

fot. Łukasz Widziszowski

Źródło: Gazeta Senior numer 01/2020.

Kategorie
Udostępnij