Eugeniusz Murawski – najstarszy operujący lekarz

Eugeniusz Murawski – najstarszy operujący lekarz

Profesor Eugeniusz Murawski jest najstarszym wciąż operującym lekarzem w Polsce. Zapraszamy do lektury wywiadu z lekarzem z powołania, który otrzymał tytuł „Medicus Perfectus”, czyli lekarza doskonałego.

Profesor Eugeniusz Murawski ma ponad 91 lat i co tydzień jeździ samochodem do szpitala w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie operuje małych pacjentów na oddziale chirurgii dziecięcej. Zawsze pierwszy na oddziale, mimo że przyjeżdża aż ze Szczecina.

Katarzyna Walczak: 91 lat i nadal jest Pan Profesor chirurgiem, który operuje. Jak udało się zachować takie zdrowie, kondycję i zapał do pracy?
Prof. Eugeniusz Murawski: Wybrałem zawód, którego uprawianie, pomimo wysokiej odpowiedzialności, sprawia mi radosną przyjemność. Poza tym należy oczywiście dbać o zdrowie, szybko reagować w przypadku zagrożenia. Operacyjnie usunięto mi trzy nowotwory złośliwe bez potrzeby radio- i chemioterapii. W zawale serca po kilku godzinach miałem założony stent w zwężonej tętnicy. Nie palę, nie nadużywam alkoholu, każda ilość jest szkodliwa. Dieta odpowiednia do wieku, BMI utrzymuję w normie. Po pracy chętnie odpoczywałem na działce, fizyczna praca uspokaja nadmierne emocje.
K.W.: Pana pierwsze wspomnienie z sali operacyjnej?
E.M.: Po raz pierwszy uczestniczyłem w operacji jako asystent będąc studentem po III roku na praktyce wakacyjnej, którą odbywałem w Klinice Chirurgicznej PAM. Byłem zafascynowany techniką operacyjną i atmosferą sali operacyjnej.
K.W.: Dlaczego właśnie chirurgia dziecięca?
E.M.: Kiedy byłem studentem IV roku, po jednym ze znakomitych wykładów z pediatrii wygłaszanych przez prof. Górnickiego, ówczesnego rektora Akademii, ogłosił on nabór do naukowego koła studenckiego. Przystąpiłem do niego, badaliśmy niedożywione niemowlęta, napisaliśmy pracę naukową, która została nagrodzona na kongresie studenckim. Po uzyskaniu przeze mnie dyplomu, profesor zaproponował mi etat w Klinice Pediatrycznej. Powiedziałem, że zawsze pragnąłem zostać chirurgiem, wówczas zaproponował mi pracę na oddziale chirurgii dziecięcej mówiąc, że jest tam wiele do zrobienia.
K.W.: Jest Pan Profesor autorem nowatorskiej metody operacji rozszczepów wargi i podniebienia (tzw. zajęczych warg) – czy trudno jest przecierać szlaki? Tworzyć coś nowego?
E.M.: Opracowanie nowej metody operacyjnej potrzebne jest wówczas, kiedy dotychczasowe są nie w pełni zadowalające. W połowie ubiegłego wieku, po operacjach rozszczepu wargi ówczesnymi metodami pozostawał zniekształcony nos. Aby rozwiązać ten problem wykonałem w prosektorium badania morfologiczne, po tym przeanalizowałem ich wyniki i na tej podstawie opracowałem technikę operacyjną, która przywraca rozszczepionym tkankom prawidłowy układ. Następnie stopniowo, przez kilka lat wprowadzałem ją do praktyki, w końcu opracowałem wyniki i napisałem pracę naukową przedstawiającą nową metodę. Jest to długoletnia, żmudna praca pochłaniająca mnóstwo czasu, niestety kosztem rodziny. Nie jest to łatwa metoda operacyjna, wymaga dokładnej znajomości budowy prawidłowej i rozszczepionej wargi.
K.W.: Jak Pan widzi postęp chirurgii?
E.M.: Jest olbrzymi. Rozwinęła się anestezjologia, powstały oddziały intensywnej terapii pooperacyjnej, rozwinęła się technika operacji małoinwazyjnych: laparoskopowych, endoskopowych. Rozpoznanie ułatwiają nowe techniki obrazowania: tomografia komputerowa, ultrasonografia. W instrumentarium: wymienne ostrza, rozległa paleta atraumatycznych igieł z wtopionymi nićmi. Niestety, to wszystko dużo kosztuje, dlatego szpitale są zadłużone.
K.W.: Co jest najtrudniejsze w pracy chirurga dziecięcego?
E.M.: Umiejętność zdobycia zaufania u małego pacjenta, a przede wszystkim u rodziców.
K.W.: A najprzyjemniejsze w tej pracy to…?
E.M.: Dobry efekt, który wywołuje radość i łzy szczęścia u rodziców, a może nawet częściej u szczególnie wrażliwych babć i dziadków.
K.W.: Operuje Pan, konsultuje pacjentów, jest Pan wykładowcą – co Pan Profesor lubi najbardziej?
E.M.: Operować.
K.W.: Jak wygląda Pana przykładowy dzień pracy? Wstaje Pan rano i co dalej? Kawa, herbata?
E.M.: Kiedy jadę do Gorzowa Wielkopolskiego, wstaję o 4:30, kąpię się, przyrządzam i zjadam śniadanie z kawą z ekspresu, potem wsiadam do samochodu. W szpitalu jestem o 7:15. Wkrótce jest raport lekarski, po tym wizyta całego personelu lekarskiego na oddziale. Następnie zaplanowane operacje, po nich udaję się do przyszpitalnej poradni, gdzie badam przysłanych mi na konsultację pacjentów. Tych, którzy wymagają operacji, wpisuję do kalendarza przyjęć na dni, w których pracuję. Natomiast na wykłady z anatomii prawidłowej i topograficznej dla ratowników w Wyższej Szkole Zawodowej jadę do Gorzowa na dwa dni, sobotę i niedzielę po 6 godzin lekcyjnych dziennie.
K.W.: Jest w tym wszystkim wielka pasja, radość i miłość do medycyny – skąd to się bierze?
E.M.: Praca chirurga jest bardzo efektywna, przynosi radość z jej wykonywania.
K.W.: Znając lekarzy, medycyna to nie całe Pana życie. Czy ma Pan jakieś inne hobby?
E.M.: Chętnie czynnie wypoczywam na działce. W tym roku dostałem Brązową Odznakę Wzorowego Działkowca. Dużo czytam, półki u mnie uginają się pod książkami. Prenumeruję czasopisma medyczne i inną prasę. Interesuję się mechaniką kwantową, współczesną astronomią. Z komputerem gram w szachy na 8 poziomie trudności z 10. Późnym wieczorem dobry film lub słuchanie muzyki na kanale telewizyjnym.
K.W.: Czy od początku chciał być Pan Profesor chirurgiem dziecięcym? Gdyby nie był Pan lekarzem, to byłby Pan…?
E.M.: W gimnazjum byłem dobry w matematyce, myślałem, że zostanę inżynierem. Niestety w liceum nie było już na odpowiednim poziomie profesora matematyki. Dlatego przeniosłem się do liceum humanistycznego (łacina) z myślą o rozpoczęciu studiów na wydziale lekarskim nowo powstałej w Szczecinie w 1948 roku Akademii Lekarskiej. Solidnie się przygotowałem i zdałem w 1949 roku. Było ponad 550 kandydatów na 100 miejsc.

CATEGORIES
TAGS
Share This

COMMENTS

Disqus (0 )