Premiera książki “Las i ciemność”, czyli KRYMINAŁ POD PSEM – wywiad z autorką

Premiera książki “Las i ciemność”, czyli KRYMINAŁ POD PSEM – wywiad z autorką

Za nami premiera książki Las i ciemność. To już ósmy tom serii KRYMINAŁ POD PSEM. Skąd taka nazwa? Czym inspiruje się Pani przy doborze tytułów swoich książek?

Seria moich kryminałów pisanych z przymrużeniem oka otrzymała nazwę KRYMINAŁ POD PSEM, ponieważ jednym z bohaterów, a zarazem narratorów tych książek, jest pies. Gucio to kundelek wzorowany na moim własnym czworonogu, którego adoptowałam z chorzowskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt. Prawdziwy Gucio zmarł niestety w zeszłym roku, ale na zawsze pozostanie żywy i pełen energii na kartach moich powieści.

Z kolei tytuły poszczególnych tomów cyklu z jednej strony są wzorowane na tych, których używała Agatha Christie, z drugiej jednak czerpią z lokalnego kolorytu. Okładki moich książek są kolorowe, graficzne (ich utalentowaną autorką jest Ilona Gostyńska-Rymkiewicz), więc uznaliśmy z wydawnictwem, że tytuły muszą naprowadzać czytelnika na kryminalny trop. I dlatego zawsze znajdzie się w nich jakiś trup (…w sanatorium), morderstwo (…w hotelu Kattowitz) czy zbrodnia (…nad urwiskiem).

Czy od zawsze wiedziała Pani, że chce pisać? Dlaczego akurat ten gatunek literacki Pani wybrała?

Tak, to zawsze było moje marzenie. Uważam, że warto pisać o tym, co się kocha i co się zna, więc mój wybór był prosty. Jako fanka kryminałów postawiłam właśnie na ten gatunek. Poza tym lubię się śmiać, jako czytelniczka w literaturze zawsze szukam chociażby przebłysków humoru, dlatego padło na komedię kryminalną. W dodatku kocham psy, więc jednym z bohaterów moich książek został kundelek Gucio, i kocham miasto, z którego pochodzę, czyli Chorzów, zatem ten pojawia się w Tajemniczej śmierci Marianny Biel, a w kolejnych częściach cyklu – osadzonych już w innych miejscach – postacie wpadają na Śląsk choćby na chwilę.

Czy ma Pani jakichś literackich idoli?

Bardzo chętnie wybrałabym się do Oxford Baru, ulubionego edynburskiego pubu głównego bohatera powieści Iana Rankina, właśnie z Johnem Rebusem. To bezkompromisowy śledczy, który nie zważa na nic, byleby tylko rozwiązać zagadkę kryminalną i przywrócić sprawiedliwość. Do tego ma mroczne poczucie humoru i nikogo nie traktuje z góry. Chętnie też zapoznałabym się z Olive Kitteridge, o której pisze Elizabeth Strout. Ta starsza pani każdemu mówi prawdę prosto w oczy (ciekawe, co mnie by powiedziała…), ale też znajduje zrozumienie dla ludzkich słabości i nikogo nie ocenia. Może wybralibyśmy się na piwo w trójkę: ja, Rebus i Olive?

Jednym z bohaterów cyklu KRYMINAŁ POD PSEM jest Gucio, o którym już wspomnieliśmy. Ile cech wspólnych miał oryginał ze swoim książkowym odpowiednikiem?

Gucio książkowy różni się od prawdziwego tym, że nie ma lewej tylnej łapy. U mojego pieska wszystkie kończyny były na swoim miejscu. Poza tym są podobni. Gucio w kryminałach przemawia do czytelnika ludzkim głosem, i to – mam wrażenie – też niewiele odbiega od rzeczywistości. Przecież wystarczy spojrzeć w oczy każdego psa i już wiadomo, co taki poczciwiec chciałby nam powiedzieć.

Gucia nie ma z nami już ponad rok. Osoby obserwujące Panią w mediach społecznościowych wiedzą, że zdecydowała się Pani na kolejną adopcję, tym razem psa Gacka. Czy nie pojawiła się u Pani myśl, żeby i jego przenieść do literackiego świata?

KRYMINAŁY POD PSEM już zawsze będą należeć do Gucia. Dzięki temu będzie ze mną i moimi czytelnikami, którzy zdążyli go pokochać. A ewentualna kariera literacka Gacka nie jest jeszcze przesądzona…

Pies Gucio i Marta Matyszczak

Autorka książki Marta Matyszczak z bohaterem psem Gucio. Fot. Ostrowski Fotografia.

Od niedawna jest Pani również właścicielką kotów. Czy zawsze kochała Pani zarówno psy, jak i koty? A może marzy się Pani jakieś inne zwierzę?

Mój tata powtarza, że brakuje nam jeszcze tylko małpy… A na poważnie – zawsze byłam zdeklarowaną psiarą. Kotów się bałam. Te cwaniaki ten mój strach wyczuwały i nieraz jakiś kot ganiał za mną, a ja uciekałam w popłochu. Odkąd jednak rok temu wprowadziła się do nas ciężarna kotka (przygarnęliśmy ją z dworu, bo szwendała się bezdomna i z brzuchem), moje zapatrywania na kocimoczki (jak wyraża się o tym gatunku Gucio) się zmieniły. Burbur (tak ma na imię kotka ze względu na odgłosy, które wydaje) urodziła cztery maluchy. Trzy oddaliśmy w dobre ręce, a z nami został czwarty – Pedro, no i sama Burbur. We dwoje rządzą teraz wszystkimi domownikami i nawet Gacek schodzi im z drogi.

Akcja każdej książki toczy się w innym miejscu. Skąd czerpie Pani pomysły na nowe lokalizacje? Ile czasu wymaga przygotowanie się do umieszczenia bohaterów w tych konkretnych miejscach?

Akcja moich powieści rozgrywa się zawsze w miejscach dobrze mi znanych i w jakiś sposób bliskich. Był więc mój rodzinny Chorzów, potem Irlandia (w której mieszkałam przez trzy lata), Barlinek (gdzie w dzieciństwie jeździłam do cioci na wakacje). Właśnie na księgarskie półki trafił ósmy tom osadzony w Puszczy Augustowskiej (efekt moich licealnych wyjazdów z przyjaciółką), a ja mam wciąż nowe pomysły na miejscowości, do których mogłabym wysłać Szymona Solańskiego, Różę Kwiatkowską i Gucia.

Piszę o miejscach znajomych, jednak to nie zwalnia mnie z researchu. Ze zbadania każdego kąta, który chcę umieścić w książce. To oczywiście zajmuje sporo czasu, ale jest też bardzo przyjemne.

 

Mapa Płaski

Czy ma Pani coś wspólnego z dziennikarką Różą Kwiatkowską? Czy łączą Panie jakieś cechy?

 Z tomu na tom z przerażeniem stwierdzam, że mamy ze sobą coraz więcej wspólnego. Róża jest postacią, która gdziekolwiek się pojawi, zaraz sprowadza na siebie kłopoty i pakuje się w głupie sytuacje. To wypisz, wymaluj ja! Właściwie mogłabym tylko notować swoje poczynania, a potem – oczywiście odpowiednio je ubarwiając na potrzeby literackie – zamieszczać w książkach. Najważniejsze jednak, że Róża ma dobre serce. Chce dobrze, choć czasem wychodzi jak zawsze…

Jak reagują osoby związane z miejscami, o których wspomina Pani w swoich książkach? Na przykład właściciele i pracownicy sanatorium w Świnoujściu (w którym toczy się akcja tomu szóstego, Trup w sanatorium) czy włodarze lub mieszkańcy konkretnych miast?

W Świnoujściu byli bardzo zadowoleni z tego, że ich miasto trafiło na karty kryminału. Zaproszono mnie nawet na spotkanie w ramach festiwalu Fama (o którym piszę w Trupie…). Nie słyszałam też o przypadkach, w których ktoś zrezygnowałby z wyjazdu do sanatorium po lekturze mojej książki w obawie przed czającym się w solance mordercy… Za to jedna czytelniczka specjalnie zakupiła Trupa w sanatorium oraz Wypocznij i zgiń tuż przed wyjazdem do uzdrowiska, by samymi okładkami czytanych książek odstraszać ewentualnych adoratorów, którzy chcieliby jej zawracać głowę.

Kim są Pani czytelnicy? Z myślą o kim pisała Pani swoją pierwszą książkę?

Nie miałam w głowie konkretnego odbiorcy. Pisałam, jak mi w duszy grało, i nadal tak robię. A teraz okazuje się, że KRYMINAŁY POD PSEM czytają w zasadzie wszyscy, bez względu na wiek, płeć czy miejsce zamieszkania. Zauważam jednak pewne zjawisko, które ilustruje wiadomość od mojej koleżanki. Napisała:

Wiesz, Marta, kurier przyniósł dziś twoją książkę, ale nie mogę jej czytać. Mama mi ukradła. Wyszarpnęła paczkę kurierowi i uciekła. A teraz zamknęła się w pokoju i czyta.

Często więc moimi czytelniczkami stają się mamy moich koleżanek, co jest bardzo miłe.

Seria liczy już osiem tomów. Ile jeszcze ma Pani w zanadrzu? Czy zrodził się już pomysł, jak zakończą się przygody Róży, Szymona i Gucia?

Będę pisać o tej mojej nieświętej trójcy dopóty, dopóki czytelnicy będą chcieli sięgać po moje książki. Od początku nie zakładałam konkretnej liczby tomów, które miałyby się ukazać. Pomysłów jest mnóstwo, zatem mam nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy z detektywem Solańskim, dziennikarką Kwiatkowską i niezawodnym Guciem na kartach KRYMINAŁÓW POD PSEM.

Seria kryminał pod psem

Seria “Kryminał pod psem”

Artykuł partnerski

Kategorie
Udostępnij