Mikołaj Choroszyński psychodietetyk wyjaśnia jak zapobiegać demencji i Alzheimerowi w…kuchni

Mikołaj Choroszyński psychodietetyk wyjaśnia jak zapobiegać demencji i Alzheimerowi w…kuchni

Zawsze warto wprowadzać zdrowsze nawyki, nawet w niewielkim stopniu – mówi w rozmowie z Lindą Matus psychodietetyk Mikołaj Choroszyński. I tłumaczy, w jaki sposób to, co jemy, wpływa na powstawanie chorób, które dosięgną nas za 10 i 20 lat. Ale możemy je ominąć – warto sprawdzić, jak!
Mikołaj Choroszyński to także badacz, wykładowca akademicki i autor bestsellerowych publikacji poświęconych odżywianiu. Inicjator badań z zakresu prewencji chorób neurodegeneracyjnych za pomocą diety (w tym choroby Alzheimera) oraz członek Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera.

Linda Matus: Poruszaliśmy ten temat w ostatnim numerze Gazety Senior, ale warto do niego wrócić. Przypomnijmy, dlaczego w czasie pandemii COVID-19, kiedy wyjątkowo powinniśmy zadbać o to, aby zdrowo się odżywiać i tym wzmacniać naszą odporność, na talerzu lądują parówki, ser żółty, słodycze i alkohol?
Mikołaj Choroszyński: Żywność z rodzaju comfort food, tzn. żywność wygodna, została zaprojektowana i stworzona jeszcze w latach 50. zeszłego stulecia. Jej celem było dostarczenie jak największej przyjemności związanej z konsumpcją. Dzięki zawartości dużych ilości cukru i tłuszczy, soli i białej mąki produkty powodują intensywne pobudzenie obszarów odpowiedzialnych za odczuwanie przyjemności i satysfakcji. Niestety – z czasem pobudzanie tych obszarów mózgu wchodzi w nawyk i powoli coraz bardziej przyzwyczajamy się do takiego jedzenia. To z kolei prowadzi do otyłości, cukrzycy typu II, nadciśnienia, podwyższonego cukru i cholesterolu czy demencji. Z drugiej strony sytuacja związana z wirusem COVID-19 powoduje poczucie niepokoju, strachu, braku bezpieczeństwa. Najłatwiejszym sposobem, aby zagłuszyć te negatywne emocje, jest sięgnięcie po coś, co momentalnie poprawi nam samopoczucie. Dlatego wybieramy parówki, ser żółty, słodycze i alkohol.

Czy seniorzy ze swoimi nawykami i latami niezdrowych przyzwyczajeń są zdolni do zmiany diety na zdrowszą? Kiedy to się udaje, a kiedy jest skazane na porażkę?
Zawsze warto wprowadzać zdrowsze nawyki, nawet w niewielkim stopniu. Kiedyś ta wiedza nie była tak powszechnie dostępna. Teraz jednak wiemy, że od medykamentów często skuteczniejsze są odpowiednia dieta, sen i aktywność fizyczna, co potwierdzają liczne badania. Czytelnicy mogą być zaskoczeni, że jedynym potwierdzonym naukowo sposobem na redukcję blaszki miażdżycowej jest… dieta roślinna. W pracy z seniorami często już po pierwszych tygodniach jesteśmy w stanie zmniejszyć dawki lub zrezygnować z leków na cholesterol, cukier czy ciśnienie. Na porażkę jesteśmy skazani tylko w jednym wypadku – kiedy sami w nią uwierzymy. Dlatego, jeśli próbujemy, szukamy rozwiązania, zawsze osiągniemy mniejsze lub większe sukcesy. Warto zapisywać sobie codziennie w dzienniku przynajmniej trzy pozytywne zmiany, jakie dostrzegło się danego dnia. Gwarantuję, że zawsze coś się znajdzie.

Wiele naszych czytelniczek szuka sposobu, metody na tzw. opornego męża, fana boczku i piwa. Jaką ma Pan radę dla tych troskliwych żon?
To pytanie opisuje sytuację wprost z mojego domu rodzinnego. Tata nigdy nie był skłonny do prozdrowotnych zmian, ponadto lubi kupować „na zapas”. Z czasem jego nawyki zaczęły się jednak stopniowo zmieniać, a dziś oceniłbym je co najmniej na dobre. Rada, jaką mogę dać czytelniczkom, to przede wszystkim skupienie na sobie. Nasz wpływ na drugą osobę jest ograniczony, a im bardziej będziemy kategoryczni, tym łatwiej druga strona nabiera awersji. To oddala nas od pierwotnych zamiarów. Dobrym rozwiązaniem jest też podkreślanie walorów zdrowego jedzenia. Można zachwycać się świeżością warzyw, aromatem zupy czy soczystością owoców. Warto też zaznaczać pozytywne zmiany, jakie zapiszemy w dzienniczku. Jeżeli więc mąż usłyszy codziennie kilkanaście razy, że czujecie się o 10 lat młodziej, macie więcej energii i jecie dużo smaczniej, to po pewnym czasie sam zechce spróbować.

Czego możemy się uczyć od seniorów, jeżeli chodzi o zdrową dietę? Czym Pana inspirują seniorzy w swojej pracy?
Cieszę się, że pojawia się takie pytanie. Czasami po konsultacji z seniorami wychodzę z listą ciekawych przepisów kulinarnych, nowych rozwiązani, o których sam bym nie pomyślał. Czasami zdradzają mi sekrety, gdzie najlepiej kupować niektóre produkty. W ten sposób dowiedziałem się, gdzie znajduje się niewielki targ na Pradze w Warszawie. Dostawcy rozstawiają się tam ze swoimi produktami tylko dwa razy w tygodniu, raptem na dwie godziny. Lepszych jabłek, truskawek, śliwek czy marchewek nie jadłem w nigdzie. Dodatkowo seniorzy lubią gotować zupy. A zupa warzywna, która zamiast tłustego kawałka mięsa ma nasiona roślin strączkowych – jak groch, fasola, cieciorka czy soczewica – to prawdziwa prozdrowotna bomba odżywcza. Co więcej, jeżeli nie dodamy śmietany, zasmażki czy tłustego mięsa, to zupy są wyjątkowo niskokaloryczne.

Czy psychodietetyka zostanie z nami na dłużej, czy przeminie jak kolejna modna dieta? Czym różni się praca dietetyka od pracy psychodietetyka?
Praca psychodietetyka wchodzi dziś do standardu. Aktualnie wielu dietetyków i psychologów dodatkowo kształci się w zakresie psychodietetyki. Z pewnością taka praktyka podnosi znacznie standard i skuteczność danego specjalisty. Jest on w stanie o wiele sprawniej komunikować się z pacjentem, lepiej zrozumieć jego potrzeby oraz dobrać odpowiednie rozwiązania. Warto wiedzieć, że problemy z wagą to rzadko wina samych kalorii. Zazwyczaj kalorie są efektem nieumiejętności radzenia sobie z emocjami czy brakiem zaspokojenia pewnych potrzeb. Sprawny psychodietetyk wyłapie takie problemy i zaproponuje najlepsze rozwiązanie. Dlatego uważam, że moda na psychodietetykę dopiero nadejdzie. Dziś ludzie jeszcze niepewnie podchodzą to tego rodzaju usług, ale jestem przekonany, że z czasem, mając możliwość zgłoszenia się do dietetyka lub psychodietetyka, większość osób bez zastanowienia wybierze drugą opcję. Ja z pewnością bym tak zrobił. Wciąż wiele osób kojarzy usługi dietetyka z odchudzaniem, ale dieta to także choroby i nie mamy tu na myśli wyłącznie cukrzycy. Demencja, choroba Alzheimera w rodzinie to sygnał, aby zadbać o swoje odżywianie. Proszę wyjaśnić naszym czytelnikom, na czym polega ten związek i co dziś wiemy na temat relacji pomiędzy dietą a chorobami dotykającymi osoby starsze.
W 2015 roku natrafiłem na pewne badanie, które odwróciło bieg mojego życia. Udowodniono w nim na licznej populacji osób starszych, że odpowiednią dietą jesteśmy w stanie powstrzymać aż 53 proc. przypadków choroby Alzheimera. Nie byłem w stanie w to uwierzyć. W mojej rodzinie zmagaliśmy się z tą chorobą, moja babcia zmarła w wyniku jej powikłań. W głowie zaczęły rodzić się różne myśli – czy byliśmy w stanie uchronić babcię, zatrzymać chorobę? Okazuje się, że byliśmy w stanie choć częściowo to zrobić. Od czasu opisania choroby Alzheimera ponad 100 lat temu wciąż nie mamy skutecznego lekarstwa, a podobnie jest w przypadku cukrzycy typu II, nadciśnienia czy hipercholesterolemii. Jedynym znanym dziś rozwiązaniem, które nie przynosi skutków ubocznych, jest zmiana sposobu odżywiania. Staram się propagować tę wiedzę i zmieniać obraz dietetyka, który pomaga jedynie zrzucać nadprogramowe kilogramy. Może zaskoczę czytelników, ale większość osób chorych na nowotwory umiera nie w wyniku samej choroby, a w wyniku niedożywienia. Już niewielkie niedożywienie będzie powodowało wydłużony czas zdrowienia i rekonwalescencji. Takich przykładów jest więcej. Jedzenie jest całkowitym fundamentem naszego zdrowia. Warto się nim interesować i poszukiwać wartościowych źródeł informacji.

Może podzieli się Pan swoim ulubionym przepisem na danie na chandrę?
Dziś na targach wszystko się aż zieleni. Warto więc codziennie zjeść sałatkę przynajmniej… wielkości własnej głowy. Wiem, że wiele osób ma umiarkowaną sympatię do takich dań, ale częstą przyczyną jest brak odpowiedniego dressingu. Dobrze dobrany sos sprawi, że każda sałatka stanie się smaczna i apetyczna. Zdradzę więc przepis na mój ostatnio ulubiony dressing. Do naturalnej musztardy (ok. 150 g) dodaję 2 łyżki mielonego siemienia lnianego, łyżeczkę kurkumy, świeżo mielony pieprz, kilka kropel octu jabłkowego, a jeżeli zajdzie taka potrzeba, dodatkowo przełamuję smak czymś słodkim, np. odrobiną miodu. Całość blenduję, aby wszystkie składniki dobrze się połączyły. Siemię lniane powoduje, że już po kilku chwilach sos robi się bardzo gęsty, dlatego dodaję też odrobinę wody do otrzymania kremowej konsystencji. Warto od razu zrobić cały słoik sosu, bo z pewnością chętnie będziecie do niego wracać!
Dziękuje za rozmowę.

Zobacz wideoporady Michała Choroszyńskiego pod LINKIEM

Polecamy również innowacyjny program profilaktyki i leczenia choroby Alzheimera. 

Wygraj z alzheimerem. Pierwszy skuteczny program w profilaktyce i leczeniu zaburzeń

Kategorie
Udostępnij