Rozmowa z Halszką Wasilewską z okazji premiery książki “Nieźle się zapowiadało” JANA SUZINA

Rozmowa z Halszką Wasilewską z okazji premiery książki “Nieźle się zapowiadało” JANA SUZINA

Pretekstem do rozmowy z Halszką Wasilewską jest premiera książka Jana Suzina pt. „Nieźle się zapowiadało”, mówiąca o początkach telewizji i ludziach ją tworzących. Jan Suzin jest jednym z najsłynniejszych i najbardziej lubianych polskich prezenterów i lektorów. Zapraszamy do sentymentalnej podróży w czasie. 

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej GazetaSenior.pl

Tadeusz Deptuła: W obecnych czasach powinniśmy zacząć rozmowę od pytania, jak się Pani odnajduje w pandemicznej rzeczywistości?

O dziwo, świetnie. Jestem samotnikiem, mam tendencje do izolowania się. Nigdy nie miałam tzw. psiapsułek, chociaż bardzo dobrze współpracowało mi się z wielką liczbą osób. Na szczęście teraz już nie chodzę do pracy, odpadają wszystkie związane z tym obowiązki i niebezpieczeństwa.

Przyszła Pani do telewizji po szkole dziennikarstwa, jaką był Sztandar Młodych.

Można to tak nazwać. Podczas wakacji – między pierwszym a drugim rokiem studiów polonistycznych – z bardzo prozaicznego powodu konieczności zarabiania na życie trafiłam do „Życia Gospodarczego”, a potem do redakcji „Sztandaru Młodych”. Praca wakacyjna zamieniła się w pracę stałą. Wtedy nie było tzw. umów śmieciowych. W „Życiu” byłam korektorką, a w „Sztandarze” reporterem miejskim. Miałam jeden warunek: po każdej sesji egzaminacyjnej musiałam przynieść redaktorowi naczelnemu indeks i pokazać, że praca nie przeszkadza mi w nauce.

Po latach trafiła Pani do telewizji…

Kiedyś wpadałam do Edka Mikołajczyka, który wcześniej pracował w „Sztandarze” i czasami zapraszał dawnych kolegów, gdy potrzebował np. dokumentalistów. Mnie z czasem zaproponował nawet pojawienie się na wizji.

W „Rozmowach intymnych”?

Skądże. Najpierw byłam „przynieś, podaj, pozamiataj”, potem robiłam dokumentację, następnie bloki tematyczne Studia 2. Jednym z takich bardzo trudnych, narzuconych z góry tematów, był alkoholizm. Szukając klucza do tego tematu, przypomniałam sobie książkę o ruchu anonimowych alkoholików i  wolontariuszy AA w Ameryce i postanowiłam zaprosić autentycznych alkoholików do studia.

To musiało być dość rewolucyjne, bo nikt tym ludziom wcześniej nie dawał głosu.

Zrobiłam jeden program i wtedy mój szef, Mariusz Walter, kazał mi zrobić pięć następnych. Potem, gdy chciałam się z nim spotkać, sekretarka powiedziała „Szefa nie ma, ale program już jest w ramówce”.

Pani też była prekursorem telewizji śniadaniowej.

I to nadawanej w porze obiadowej w niedzielę pt. „Jutro poniedziałek”. Dużo później, gdy ruszyły różne telewizje śniadaniowe i poradnikowe, uświadomiłam sobie, że już to robiłam,  choć wtedy nikt tego tak nie nazywał. Potem pojawił się cykl „Wódko pozwól żyć”, który ewoluował do „Nocnego czuwania bez butelki”. Telewizja dostała wtedy dodatkowe nocne pasmo. Zaproponowałam wówczas robienie programu na żywo, w studiu. Prekursorką „Rozmów intymnych” była Ewa Piątkowska, która poruszała także temat alkoholizmu. Jednak to my stworzyliśmy w studiu Klub AA i pokazywaliśmy konkretnych ludzi, którzy mówili o swojej chorobie i opowiadali jak można sobie z nią radzić.

Powodem naszego spotkania jest książka Jana Suzina pt. „Nieźle się zapowiadało”, mówiąca o początkach telewizji i ludziach ją tworzących. W Posłowiu do niej napisała Pani, że „słuchając Pana Jana Suzina uczę się tego, czego w mojej szkole nie uczą. Odkrywam, że mówienie to nie sprawność, ale sztuka”.

Niestety, nigdy nie bylibyśmy sobie przedstawieni. Poznałam go, jak inni wielbiciele siedzący  po drugiej stronie ekranu. Gdy go oglądaliśmy, początkowo jeszcze u sąsiadów, to wszyscy z podziwem mówili „nasz Janek”. Była jeszcze Irena Dziedzic, potem dołączyła Edytka Wojtczak, też „nasza Edytka”.

Co się w nim podobało?

To, co było w nim z przedwojennej Warszawy: kultura i elegancja podane na ciepło. Miał jakiś klucz do ludzkich serc. Z góry było wiadomo, że to szczery i uczciwy człowiek. Wiele lat później dowiedziałam się, że pochodził z rodziny o wielkich tradycjach patriotycznych postaw, troski o rodaków. Rodacy to taki rodzaj większej rodziny – ta sama podstawa słowotwórcza. Ojciec Jana Suzina, Leon Marek, był znanym architektem i pracował w Biurze Odbudowy Stolicy. Pamiętam, jak mój ojciec razem z paskiem wypłaty przynosił tzw. cegiełki na odbudowę stolicy. To była realizacja powszechnych marzeń ludzi, przeciwstawienie się hitlerowskim planom, że „kamień na kamieniu się nie ostanie” z Warszawy i stalinowskiemu pomysłowi na nową, proletariacką stolicę w innym mieście.

Pani, a także Edyta Wojtczak, Krystyna Loska, Bogumiła Wander, Bożena Walter, Olga Lipińska, Elżbieta Jaworowicz, to cała paleta wyjątkowych pań, które odcisnęły piętno na telewizji tamtej epoki.

Dla mnie ikoną jest Elka Jaworowicz. Elka (bo tak zawsze się do siebie zwracałyśmy) do perfekcji doprowadziła zajmowanie się sprawami zwykłych ludzi. Tyle razy słyszałam, jak walczyła z szefami i zawsze zwyciężała. W programach interwencyjnych bardzo łatwo bezwiednie pokazać nieprawdę, pośliznąć na skórce od banana. Elce zawsze udaje się wybrnąć. Jest mistrzynią.

Byli jeszcze wtedy: Hanna i Antoni Gucwińscy, Ela Dzikowska i Tony Halik, Marek i Wacek, autorzy Sondy, Sumiński, Waldorff, Kobyliński…

Oni zawsze mieli swój temat, poszerzali naszą wiedzę o świecie. I, co najważniejsze, potrafili ze swoim przekazem dotrzeć do widza. Często zapraszani specjaliści dodają sobie powagi  hermetycznym językiem, a  Gucwińscy, czy Halikowie, będąc autentycznymi fachowcami, rozmawiali jak zwykli ludzie. To wielka sztuka edukowania.

Nie brakuje Pani tego w dzisiejszych telewizjach?

Brakuje. To były prawdziwe gwiazdy, a dzisiaj jest moda na celebrytów, na budowanie swojego wizerunku metodą: Patrzcie jakie mam buty! Poza tym, ja rzadko oglądam telewizję. Najchętniej szukam informacji w Internecie. Tam dowiem się o wiele więcej i szybciej w tym samym czasie. Nie potrzebuję komentarza, nie lubię, jak mi się mówi, co mam myśleć. Myśleć to ja potrafię sama i to jest dowód, że jeszcze żyję.

Co Pani robi, że zachowała tak dobrą formę, tyle energii życiowej, radości i uśmiechu?

Mam osiemdziesiąt lat, chodzi mi się coraz trudniej, od dawna nie biegam. Chodzę. Moją kondycję trzymają psy. Nie mam małych wnuków, wszyscy w rodzinie są dorośli. Obowiązek wychodzenia z psami przy każdej pogodzie jest tym, co zaleca się wszystkim starym ludziom. Po drugie: ciągle rozumiem ludzi, z którymi się nie zgadzam. Podobno to cecha młodych. I wkładam to do głowy mojemu wnukowi. Jak się kłócisz, to słuchaj argumentów drugiej strony, będziesz od tego tylko mądrzejszy. Pozwól człowiekowi żyć z tym, co w sobie hoduje, nawet jeśli się z tym nie zgadzasz. To jest jego życie. Niestety, dzisiaj obowiązuje zasada:  „Jeśli nie zgadzasz ze mną, to jesteś moim wrogiem”. Już nawet nie mówi się „nie zgadzam się z tobą”, tylko „ty nie masz racji”. Oczywiście, można nauczyć się żyć w takim świecie. Na przykład omijać ludzi, z którymi nie umiemy normalnym, ludzkim językiem porozmawiać. Ja też tak czasem robię. Ale ogólnie, to ludzie lubią się ze mną „kłócić”. Pewnie dlatego, że ja nigdy nie mówię „nie masz racji”.

Zdjęcie Halszki Wasilewskiej pochodzi z książki “Nieźle się zapowiadało”/TVP/PAP/Ireneusz Sobieszczuk

“Nieźle się zapowiadało”

Jan Suzin

„Nieźle się zapowiadało” to lekkie, pełne humoru wspomnienia Jana Suzina o początkach Telewizji Polskiej, ludziach, którzy ją tworzyli i czasach, w jakich się rozwijała. Autor opisuje pierwsze robione na żywo czarno-białe audycje emitowane z legendarnego studia na placu Powstańców i ich pełnych entuzjazmu twórców. Przywołuje największe telewizyjne postacie: Adama Hanuszkiewicza, Xymenę Zaniewską, Kalinę Jędrusik, Krystynę Loskę, Bogumiłę Wander, Edytę Wojtczak i wiele, wiele innych.

Jan Suzin jest jednym z najsłynniejszych i najbardziej lubianych polskich prezenterów i lektorów. Autor trafił do TVP w 1955 r. z konkursu na spikera telewizyjnego. Przeszedł ostrą selekcję, m.in. udzielając Hanuszkiewiczowi, błyskotliwej odpowiedzi, gdy ten podczas egzaminu poprosił znienacka o wypełnienie dziury w programie. – Mam dla państwa dobrą wiadomość – zagaił wówczas ze spokojem Jan Suzin. – Telewizja właśnie sprowadziła z Paryża całą serię filmów dla dorosłych, które już od jutra nadawane będą w późnych godzinach nocnych.

Książka pełna jest faktów i ciekawych anegdot ilustrowanych archiwalnymi fotografiami i rysunkami autora. Będzie świetną lekturą dla wszystkich, którzy chcą wiedzieć, jak robiło się „prawdziwą telewizję”.

Wydawnictwo ARKADY Premiera maj 2021.

Może Cię zainteresować:

Krystyna Gucewicz “Kocham życie z wzajemnością” KSIĄŻKA

Kategorie
Udostępnij