Tak po prostu było. Rozmowa z Tomaszem Rezydentem, lekarzem i autorem książki „Walka o oddech”+[Fragment AUDIOBOOK’a]

Tak po prostu było. Rozmowa z Tomaszem Rezydentem, lekarzem i autorem książki „Walka o oddech”+[Fragment AUDIOBOOK’a]

Rozmowa z Tomaszem Rezydentem, lekarzem i autorem książki „Walka o oddech”, który zabiera nas w podróż, często z biletem tylko w jedną stronę, na oddział covidowy małego powiatowego szpitala. Choć z ulgą witamy zakończenie pandemii, to jest wiele powodów, dla których warto sięgnąć po tę książkę. O niektórych z nich miałam okazję porozmawiać z autorem.

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej GazetaSenior.pl

Rozmowa z Tomaszem Rezydentem, lekarzem i autorem książki „Walka o oddech”

Linda Matus: Z rezerwą sięgnęłam po pana książkę. Czułam się zmęczona koronawirusem, dotknął mnie na różnych poziomach, nie chciałam wracać do tego tematu. I tu przychodzi zaskoczenie. Świetnie się ją czyta. Tempo wydarzeń jest zawrotne, mimo że jest to dokumentalny zapis, książka przypomina raczej thriller. Co więcej, pozwoliła mi znaleźć nową perspektywę, spojrzeć na pandemię z dystansu, który uspakaja.

Tomasz Rezydent: Mam świadomość tego, że wiele osób nie sięgnie po moją książkę, ponieważ mocno przeżyli okres pandemii. Natomiast wiem, że ona pokazuje, to jak to wyglądało w rzeczywistości, czyli życie i śmierć na jednym z oddziałów covidowych, na którym pracowałem. Starałem się, aby pokazać je w ciekawy sposób, choć ta wartka akcja to nie jest zabieg stylistyczny. W szczytowych momentach pandemii żyliśmy w ciągłym napięciu, praktycznie mieszkając w szpitalu, bo tak po prostu trzeba było zrobić, sytuacja była wyjątkowa.

Jest to rodzaj dokumentu także dla potomnych, doskonale oddaje nie tylko fakty, ale także atmosferę i nastroje tego okresu.

„Walka o oddech” to połączenie dziennika i reportażu medycznego. Jak najbardziej, będzie można do tego wrócić po latach, poczuć i spojrzeć na to, co się wtedy działo. Jest to wycinek mojej rzeczywistości, ale historie, które opisuję, działy się w całej Polsce.

Przeplatają się tu także wątki społeczne, kulturalne. Momentami uśmiechałam się pod nosem, jak podobnie można patrzeć na pewne wydarzenia.

Szary Kowalski widział to, co się dzieje na ulicy, gdzie w trakcie pierwszej, ale i drugiej i trzeciej fali ludzie nie dostrzegali wirusa na ulicy. Nosili maseczki, ale generalnie uważali, że to ich nie dotyczy. Wtedy Kowalski widział głównie to, co pokazywali w telewizji. Ja chciałem, aby książka pokazywała trzy światy – trzy perspektywy. To, co mówi polityka i co pokazuje rząd. Nie lubię wypowiadać się na ten temat, ale nie dało się pominąć tych wątków. To, co się dzieje w domu, czyli perspektywa człowieka, który wraca z pracy. I to, co się działo na ciężkim oddziale covidowym. Chciałem też, aby czytelnik miał wrażenie, że stoi obok mnie. Jakby żył moim życiem, czytając tę książkę.

Myślę, że to się udało. Mamy wrażenie, że raczej z doktorem biegamy po tym oddziale covidowym.

Królowa Elżbieta II powiedziała do Borisa Johnsona, premiera Wielkiej Brytanii, że nie rozumie, jak można chcieć zostać premierem. Ja nie rozumiem, jak można chcieć zostać lekarzem. Czy dziś dokonałby Pan takiego samego wyboru?

To jest trudne pytanie. Młody człowiek, rozpoczynając medycynę, myśli raczej, że Boga za nogi złapał, bo rozpoczyna elitarne studia i będzie solą tego narodu, zdobędzie prestiżowy zawód i będzie mógł pomagać ludziom. Na studiach trochę się dojrzewa, ale dopiero rozpoczynając pracę, zderzamy się z rzeczywistością – niewydolnością systemu, brakami sprzętu, brakami kadrowymi, często niskim wynagrodzeniem. O tym człowiek nie myśli, idąc na studia medyczne.
Wielokrotnie zastanawiałem się, czy może lepiej byłoby pójść w informatykę, mieć pracę zdalną i bezstresową. Ale nie wyobrażam sobie życia bez medycyny i tego, co robię. Chociaż czasem frustracja i stres bywają przytłaczające.

Właściwie to ma pan w ręku drugi zawód – pisarza. Mimo że lekarze to bardzo wykształcona grupa społeczna, to jednak historie choroby, zalecenia lekarskie pisane przez nich na ogół nie są dziełem literackim, a czasem przypominają niestety legendarne notatki policyjne. Skąd u lekarza taka sprawna umiejętność władania słowem?

(Śmiech). To wynika z braku czasu. Wszystko trzeba robić szybko. W Polsce nie mamy tyle czasu dla pacjenta, ile nasi zachodni koledzy, a ilość dokumentacji medycznej, druczków, zgód, formularzy etc. jest przytłaczająca. Dlatego dużym ułatwieniem byliby asystenci medyczni.
A skąd wzięło się to pisanie? Faktycznie opisywanie rzeczywistości przychodzi mi z jakąś lekkością. Z drugiej strony próbowałem kilkakrotnie stworzyć fikcję i nie było to już takie łatwe. Gdy chodziło o fakty, idzie mi to błyskawicznie. Moja babcia była polonistką, od dziecka dużo czytałem. Chociaż mimo tego miewam kłopoty z interpunkcją i ortografią.

Myślę, że Pana książka może być doskonałą lekturę dla osób, które interesują się medycyną i np. lubią oglądać seriale medyczne. Co prawda nie jest tu tak słodko jak w Leśnej Górze, bliżej jej raczej do kultowego Ostrego dyżuru, ale jest to rodzaj edukacji.

Przed medycyną uwielbiałem oglądać Dr House czy Chirurgów. Dziś jest to trudne, widząc ilość błędów, które tam zauważam. Ale tak, staram się popularyzować wiedzę medyczną także social mediach na moim koncie na Facebook’u i Instagramie. To taka przystępna medycyna dla ludzi.

Krótka historia. Poczekalnia na onkologii. Kobieta lat ok. 30. Widać zdenerwowanie. Nie trafia się do takiego miejsca dla zabawy. W rozmowie z innymi pacjentkami seniorkami mówi, że nie da sobie zrobić mammografii, bo widziała w social media… właściwie nie potrafi co. Dezinformacja to dziś codzienność?

Problemem jest upadek autorytetów. Dziś ważniejsze jest to, co powie celebryta niż lekarz. Ludzie wierzą mocno w alternatywne sposoby leczenia. Często spotykam ofiary takich szarlatanów, bo jak to inaczej nazwać.

Czy ma Pan jakąś receptę na gangrenę naszych czasów?

Z tym się nie da wygrać. Jedyne co można robić to praca u podstaw i edukacja. I dlatego m.in. chciałbym w mediach społecznościowych promować pewne postawy, które uważam za słuszne. Nie tak dawno opisywałem na Facebook’u historię pacjentki, która trafiła do mnie w skrajnym stadium nowotworu piersi. Guz rósł u niej już 5 lat. Często spotykam się u takich pacjentów postawę wypierająca tj. – nic się nie dzieje, lepiej tego nie ruszać, jak to wytną, to będzie jeszcze gorzej. W ten sposób pacjenci odbierają sobie szansę. W przypadku nowotworu piersi wykrycie go we wczesnym stadium, kiedy nie ma przerzutów do węzłów chłonnych, daje bardzo duże szanse wyleczenia. Do tego dochodzi cała technika rekonstrukcji piersi po operacji, którą mamy dziś w zasięgu ręki. Niestety wiele kobiet wciąż nie bada się w domu i nie robi badań profilaktycznych, a jeśli coś znajdą, to nie idą do lekarza, bo się boją. Brak decyzji też jest decyzją.

Zaskakują mnie pozytywnie seniorki nasze czytelniczki, które ufają autorytetowi lekarza dużo bardziej niż młodzi. Czy potwierdza pan jako lekarz tę obserwację ze swojej praktyki?

Seniorki, które są bardziej świadome, ufają, ale u młodszych osób już tego nie obserwujemy.
Doszło do też do pewnych zmian. Wyszliśmy z formuły, gdzie lekarza jest nadrzędny i decyduje za pacjenta. Ta formuła nie była dobra. Przeszliśmy do formuły współdecydowania razem z pacjentem. Lekarz proponuje leczenie, ale decyzja zapada wespół z pacjentem. Co jest lepsze, ale młodzi ludzi, mimo swojego wykształcenia, często wolą zaufać fake newsom i znachorom. Bo jeżeli mają do wyboru lekarza, który mówi o zmianie, którą trzeba wyciąć, a znachorem, który zaleca odstawić cukier i odkwasić organizm, a zmiana sami zniknie, to wybierają znachora.

Wracają do książki. Dostał Pan wiele dobrych recenzji. Która z nich Pana zaskoczyła albo poruszyła strunę, której się Pan nie spodziewał?

Najbardziej zaskoczyła mnie dobra recenzja z „Medycyny Praktycznej” dlatego, że to jest prestiżowe pismo lekarskie, będące dla mnie wyznacznikiem jakości pisania o medycynie. A jej autorka sama zdobyła egzemplarz mojej książki.
Wiele recenzji czytałem, ale najbardziej zapadła mi w pamięć opinia mojego ojca. Powiedział, że czytając tę książkę, przestał się bać. Wcześniej nie wiedział, jak wygląda pobyt ciężkiego pacjenta w szpitalu na oddziale covidowym. Mimo że książka bardzo często opisuje końcowe stadia życia moich pacjentów, to zrozumiał, że lekarze naprawdę robią wszystko, żeby pomóc. Nawet jeśli można już tylko uśmierzyć ból i pomóc przejść na tę drugą stronę. I on mi za to podziękował.
Pamiętam również recenzję dziewczyny, która straciła rodziców przez koronawirusa. Była to dla niej niełatwa lektura, którą czytała na raty, ale uważa, że warto. W takich chwilach czuję, że ta praca miała sens.

Tato miał rację, mimo że książka jest momentami straszna, to pozwala ukoić lęk. Co wydaje się zaskakujące.

Ma duży pierwiastek śmierci, to nie było zamierzone, ale tak po prostu było.

„Walka o oddech” AUDIOBOOK – fragmenty do posłuchania

Walka o oddech_Tomasz REZYDENTZamówienia bez wychodzenia z domu na stronie internetowej „Walka o oddech”,

Tomasz Rezydent – pseudonim literacki

Lekarz, mąż i ojciec, autor książki opisującej pierwszą falę walki z pandemią, pt. „Niewidzialny Front”, która okazała się debiutanckim sukcesem. To lekarz z powołaniem, walczący od samego początku epidemii, wielokrotnie wypowiadający się dla radia i telewizji, aktywnie działający w mediach społecznościowych. Treści, które publikuje, szokują, wzbudzają podziw, ale i strach. Orędownik szczepień i przeciwnik teleporad, skupiony na badaniu i leczeniu chorych.

Zdjęcie tytułowe to zdjecie ilustracyjne.


Jeżeli interesują Cię podobne informacje, zapisz się do Newslettera Gazety Senior  Zapisz się do Newslettera


Może Cię zainteresować:

Domowy test na Covid-19 — szybkie rozwiązanie w trudnych czasach [Domowe laboratorium]

Linda Matus
Kategorie
Udostępnij

Zapisz się do newslettera Gazety Senior!

To proste, aby otrzymywać nasz Newsletter, wypełnij trzy pola poniżej i kliknij „Zapisz mnie do Newslettera”. Usługa jest bezpłatna.