Rozmowy z seniorami w pandemii, nie tylko o wirusie! Agnieszka Kurkowska-Mielczarek o byciu mamą i babcią

Rozmowy z seniorami w pandemii, nie tylko o wirusie! Agnieszka Kurkowska-Mielczarek o byciu mamą i babcią

Niektórzy w pandemii rozmawiają z seniorami o życiu i o ważnych dla nich kwestiach. Tak zrobił Marcin Filipowicz z filii Karolew Poleskiego Ośrodka Sztuki w Łodzi, który przeprowadził kilka wywiadów z członkami Klubu Seniora. Dziś rozmawia z Agnieszką Kurkowską-Mielczarek o byciu mamą i babcią.

Marcin Filipowicz: Czy kochać swoje dzieci to także wymagać od nich?
Agnieszka Kurkowska-Mielczarek: Jestem babcią, mogę powiedzieć, jak widzę mój wpływ na wychowanie moich wnucząt, a wymagania i egzekwowanie wymagań zostawiam rodzicom. Dla mnie kochać to znaczy marzyć o całym udanym życiu tego dziecka. Obecnie bardzo interesuję się lekturami moich wnuków, pasjami, staram się uczestniczyć w ich zainteresowaniach. Bardzo wielką radość czerpię z tego, że dziecko potrafi coś przeczytać, zaprezentować. Ideałem jest, aby pozytywnie wpływać i inspirować oraz stwarzać sytuacje zaciekawiania danym tematem zamiast przymuszać do nauki. Staram się mój entuzjazm przekazać moim wnukom czy uczniom.

Czy Pani zdaniem dzieci powinny mieć swoje obowiązki, żeby potem wyrosły na odpowiedzialnych ludzi?
To na pewno. Tylko z tym trzeba bardzo mądrze. Pamiętam z dzieciństwa, że czułam się poniżona, gdy rozkazywano mi: to teraz pędź do sklepu, bo mnie zabrakło jajek lub: leć wynieś śmieci, bo się wiadro przepełnia. Dlatego sama nie rozkazuję. Natomiast bardzo wcześnie jestem za powierzaniem dziecku całego zadania, np. 10-letni wnuczek robi pizzę i przygotowuje kolację dla ośmiu osób. On jest z tego dumny. Mówi: „Nie pomagajcie mi, bo ja już wszystko umiem”. I takie zadanie staje się przyjemnością dla wykonującego. On traktowany jest wtedy jako partner.

W szkole podstawowej miałem kolegę z takiej bardzo kulturalnej rodziny. Czasem, kiedy przychodziłem do niego, on mówił: „Wiesz, nie mogę się teraz z tobą bawić, bo mam dziś dyżur. Muszę pozmywać naczynia”. Zakładał fartuch, a ja czekałem w kuchni, aż skończy. Dyżur miał w określone dni. Czy uważa Pani, że to dobry pomysł?
Bardzo. Wydaje mi się, że to ideał wychowania i wyrabianie odpowiedzialności. Kolega Pana został potraktowany jako pełnoprawny członek rodziny.

A czy powinny być jakieś konsekwencje dla dziecka, które np. w danym dniu nie wywiąże się ze swoich obowiązków ?
U mojej córki było tak, gdy dzieci były młodsze, że otrzymywały punkty za wykonanie czegoś. Jeżeli dziecko w danym czasie uważa, że musi coś innego zrobić, nie otrzymuje punktów. Wtedy nie ma też nagród. Może np. nie dostać deseru. Ale od razu, bez przekładania. Nie ma wymawiania, nie ma złości, gniewu, tylko prosta konsekwencja, najlepiej, gdyby to była konsekwencją naturalną: nie posprzątałeś pokoju, nie możesz się bawić z kolegą, bo czas przeznaczony na sprzątanie wykorzystałeś wcześniej na zabawę. Dziecko od razu widzi skutek swojego zachowania.

Czy jest Pani podobną mamą, jaką dla Pani była Pani mama?
Rodzice bardzo idealizowali moje poczynania i zaangażowanie, i o tym mówili. Chwalili się mną. I ja to samo robiłam i robię nadal w stosunku do moich dzieci.

I rozumiem, że tak samo postępowali Pani rodzice w stosunku do Pani i Pani rodzeństwa?
Nas była trójka i nasi rodzice nie byli bierni. Uważali, że trzeba tworzyć nowe sytuacje, relacje. Ojciec bardzo chętnie opowiadał o swojej pracy, mama też. Zamiłowanie do sztuki i architektury zawdzięczam ojcu, który zabierał mnie na wycieczki po pięknych miastach Polski, zbierał znaczki z motywami architektonicznymi, robił prasówki na temat interesujących zabytków. Ja szczególnie zainteresowałam się nauką naszych dzieci, gdy przygotowywały się do egzaminów na studia. Śledziłam albumy ze sztuką, czytałam lektury szkolne i do tej pory to zamiłowanie kontynuuję.

Najważniejszą rzeczą według Pani jest pokazywanie dzieciom swoich pasji. Czy może Pani rozwinąć tę myśl?
30 lat temu przeszłam na emeryturę, ale jestem słuchaczką uniwersytetu trzeciego wieku. W tej chwili moją pasją jest przygotowywanie do egzaminu maturalnego. Codziennie przez godzinę, o tej samej porze omawialiśmy z moim uczniem lektury z języka polskiego w dwóch językach: po polsku i angielsku. Znam dobrze angielski, bo przez trzy lata byłam wykładowcą w dziedzinie produkcji żywności na uniwersytecie w Nigerii. Dlatego rozmawianie po angielsku daje mi olbrzymią przyjemność.

Spotkała się Pani z sytuacją, że bardzo zależy Pani na tym, by córka czy syn przeczytali daną książkę, czy obejrzeli film, a oni absolutnie odrzucają to, traktując takie namawianie jako ingerencję w ich niezależność.
Jeżeli możemy coś razem przeczytać, to tylko do matury. Dalej już nie. Bardzo chciałam obejrzeć ze swoimi wnukami, tymi już dorosłymi, „Ziemię obiecaną” Wajdy i jakoś się nie udało. Mimo to, że przyjeżdżali do Łodzi na wakacje, to tylko częściowo obejrzeliśmy ten film. Wnuki generalnie nie czytają książek. Ale mam wnuka, który namiętnie biega, jest doskonałym lekkoatletą. Okazało się, że to mu bardzo dobrze zrobiło, bo ma taką łatwość uczenia się. Intensywny sport i wysiłek fizyczny wspaniale wpływają na rozwój komórek mózgowych. A my kupowaliśmy mu książki, które były biografiami znanych sportowców.

A jeśli chodzi o korzystanie z Internetu, mediów społecznościowych, czy stara się Pani być na bieżąco?
Ja korzystam w ten sposób z Internetu, że jeśli wnuki podróżują ze swoimi pannami za granicę, to wchodzę do Internetu i poznaję ciekawostki turystyczne kraju, do którego jadą. Czyli posługuję się Internetem, jakbym towarzyszyła im w ich podróżach. Co do mediów społecznościowych: mam dostęp do Facebooka, bo jesteśmy dużą rodziną, aż 150 osób. Od 17 lat, co roku na zjeździe rodzinnym spotykamy się w około 40 osób, więc wymieniamy się wydarzeniami na Facebooku. Słucham też z mężem muzyki na Spotify i nieustannie muzyki Chopina z programu Radio Chopin.

Czy fakt, że posługuje się Pani Internetem, skraca dystans i ułatwia porozumienie z młodszym pokoleniem?
Czasem rozmawiamy z rodziną z Poznania przez Skype’a. Oni przygotowują nam jakieś występy, śpiewają piosenki, recytują wiersze, to bardzo zbliża.

A czy od czasu, kiedy zaczęła Pani korzystać z Internetu, mediów społecznościowych, została Pani bardziej doceniona przez młodszych członków rodziny?
Tu chodzi o więź emocjonalną. Media nie są dla mnie najważniejsze. Wysyłam listy w formie maili z ważnymi tekstami, telefonuję (długo rozmawiam), robię bardzo dużo zdjęć z naszych spotkań. Mój 13-letni wnuczek czyta serię komiksów: „Przygody Tintina” – takiego młodego reportera. Kupiłam mu brakujące części w języku angielskim. Właśnie czytamy je sobie kolejno po angielsku.

fot. Adobestock

Filmy seniorów o pandemii. Rozmowy z twórcami! Link do filmów!

Seniorzy mają wiele wspaniałych wspomnień. Jak je spisać? PORADY

Kategorie
Udostępnij